Polska liderem regionu, ale do europejskiej czołówki daleko W ostatnich dniach został został opublikowany raport pt. Napędzając gospodarkę: Gospodarczy wpływ sektora Data Center w Polsce, przygotowany przez Polish Data Center Association (PLDCA) oraz PwC Polska. Jak można się domyślić już po samym tytule, raport ma przede wszystkim wykazywać pozytywną skalę obecnego i potencjalnego wpływu branży na polską gospodarkę. Oczywiście to nie dziwi, bo takich opracowań nie tworzy się po to, żeby jakiś sektor pokazywać w złym świetle. Samo PwC w ostatnich latach takie raporty oddziaływania przygotowało w Polsce m.in. dla koncernów Nestle, Ergo Hestia, a dwa lata temu na zlecenie spółki Westinghouse, która ma budować elektrownię jądrową na Pomorzu. Tak więc w przypadku centrów danych autorzy twierdzą, że obiekty te wspierają w Polsce 41 tys. miejsc pracy, a ogólny wpływ sektora można szacować w 2025 roku na ponad 10 mld zł wartości dodanej brutto. Wartość inwestycji w centra danych w Polsce. Fot. PLDCA
Z kolei wartość inwestycji w infrastrukturę centrów danych w latach 2021-2024 wyniosła blisko 3,6 mld euro. W samym 2024 roku było to blisko 1 mld euro, a w 2030 roku spodziewane jest osiągnięcie nakładów na poziomie 2,4 mld euro. Niemniej jeśli ktoś w miarę wnikliwie śledzi rozwój tej branży w Polsce czy Europie, to sam raport nie przynosi wielu przełomowych informacji - w tym dotyczących energetyki. Poniekąd w tym leży też jego wartość, bo w ten sposób stanowi kolejny dowód na to, jak karykaturalny stał się proceder spekulacyjnego składania wniosków o przyłącza dla centrów danych. Bardzo szczegółowo pisaliśmy o tym w połowie maja w artykule pt. Po fotowoltaice i magazynach energii sieciowi spekulanci pokochali centra danych. Informowaliśmy wówczas, że Polskie Sieci Elektroenergetyczne szacują kolejkę takich wniosków na około 150-200 GW. Moc obliczeniowa centrów danych w Polsce. Fot. PLDCA
Tymczasem raport PLDCA i PwC przypomina, że w 2025 roku polskie centra danych miały łącznie około 250 MW mocy, a według European Data Centre Association (EUDCA) do 2031 roku powinno to być około 550 MW. Samo PSE w swoich analizach szacuje dosyć optymistycznie, że w 2036 roku będzie to 3,1 GW, a do 2040 roku - 5 GW. Ambitnych planów więcej niż pieniędzy Jeśli scenariusz kreślony przez operatora miałby się spełnić, to w nadchodzących latach w Polsce musiałyby ruszyć inwestycje w centra, których jednostkowa moc jest liczona nie w dziesiątkach, a setkach megawatów. Tak, jak dzieje się to już na głównych europejskich rynkach, czy na masową skalę w USA. Takie projekty są oczywiście ogłaszane przez różnych inwestorów, m.in. w Dąbrowie Górniczej (200 MW), Koninie (260 MW), Bełchatowie (500 MW) czy po najbardziej medialne pod kątem zapowiedzi Choczewo (3,2 GW). Wszystkie łączy jednak wspólny mianownik, a mianowicie - co przyznają sami deweloperzy - potrzeba znalezienia inwestorów oraz banków czy funduszy, którzy w te przedsięwzięcia, najpewniej realizowane wieloetapowo, się zaangażują. Na takie inwestycje potrzeba dziesiątek miliardów złotych. Aktualnie Polska odpowiada za około 30% mocy centrów danych w Europie Środkowo-Wschodniej, co daje nam pozycję regionalnego lidera, ale - jak wskazuje raport PLDCA i PwC - całkowity udział w europejskim rynku to zaledwie 2%. Mimo, że jesteśmy szóstą pod względem wielkości gospodarką w UE i - według ostatnich wyliczeń MFW - numerem 21. w skali globalnej. Prognoza wzrostu zapotrzebowania na energię ze strony centrów danych w wybranych krajach Europy. Źródło, ENTSO-E
Niemniej w Europie w ostatnich latach sektor rozwijał się przede wszystkim na tzw. rynkach FLAP-D (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin). Poza tym rosło też znaczenie mniej zatłoczonych lokalizacji, których atutem jest dostęp do taniej energii (Hiszpania, Portugalia, Portugalia, Finlandia, Szwecja). W przypadku krajów skandynawskich atutem jest też chłodniejszy klimat, co przekłada się na niższe koszty chłodzenia serwerowni. Autorzy raportu widzą szansę dla Polski w jej położeniu, dzięki czemu może stanowić pomost "pomiędzy dwoma dynamicznie rozwijającymi się europejskimi regionami centrów danych - Niemcami i rynkami nordyckimi".
W Polsce reforma procesu przyłączeniowego należy do głównych tematów branżowych już od kilkunastu miesięcy, a jego synonimem jest UC84, czyli numer projektu nowelizującego w tym zakresie Prawo energetyczne. Przepisy te weszły w życie z końcem kwietnia, a raport PLDCA i PwC przywołuje je jako szansę na wyeliminowanie z kolejek po przyłącza projektów spekulacyjnych, co na czym zyskają bardziej dojrzałe przedsięwzięcia. Nowe zasady ledwo co zaczęły obowiązywać, a już się okazało, że regulacje budzą sporo wątpliwości w zakresie przepisów przejściowych, dotyczących wejścia danych regulacji w życie. Od tego natomiast zależy kto i w jakim terminie ma wypełnić dane zobowiązania. Szczegółowo pisaliśmy o tym ponad dwa tygodnie temu w artykule pt. Ruszyła sieciowa czystka, choć kolejne wątpliwości wokół UC84 się mnożą. Już wtedy eksperci wskazywali, że ledwo co znowelizowana ustawa będzie wymagała kolejnej nowelizacji, która rozwieje wątpliwości interpretacyjne. Długo na to nie trzeba było czekać, gdyż inicjatywę w tej sprawie 18 czerwca podjęła Komisja do Spraw Deregulacji. Ze szczegółami projektu można zapoznać się na stronach Sejmu, a do 26 czerwca można jeszcze składać do niego uwagi. Potencjał do przyłączania źródeł OZE oraz MEE. Fot. PSE
Podczas posiedzenia komisji, które poprzedziło złożenie projektu, wiceminister Wojciech Wrochna przyznał, że wątpliwości interpretacyjne to efekt poprawek, które wprowadzono na końcowym etapie prac nad UC84 w Senacie. Zgodził się, podobnie jak przedstawiciele kilku organizacji branżowych, że przepisy przejściowe trzeba poprawić, aby wyeliminować wątpliwości. Akcentował to również Konrad Purchała, wiceprezes PSE, który jednocześnie informował, że wprowadzenie nowych regulacji już spowodowało spadek liczby nowo składanych wniosków o przyłącza. Co prawda błędy w przepisach powstały podczas prac nad UC84 w Parlamencie, ale w samym uzasadnieniu do projektu korygującego te błędy wydaje się, że więcej uwagi postanowiono przekierować na operatorów sieci.
Dalej wskazano też, że "brak zmiany stanu obecnego spowoduje kontynuowanie rozbieżności w interpretowaniu przepisów pomiędzy poszczególnymi operatorami, a także spowoduje, że przepisy przejściowe, które miały chronić inwestorów posiadających zaawansowane projekty w toku, nie znajdą wobec nich zastosowania".
Biorący w nim udział przedstawiciele stowarzyszenia akcentowali, że rozwój sektora centrów danych oraz AI należy do jednych z najważniejszych wyzwań, które stoją przed operatorami. Skala tych obiektów sprawia, że z poziomu sieci zaczynają one wpływać na planowanie pracy i rozwoju systemów elektroenergetycznych podobnie jak duże elektrownie czy energochłonne gałęzie przemysłu. Centra danych są nie tylko dużymi odbiorcami energii, ale jednocześnie mogą być źródłem elastyczności i stabilności dzięki towarzyszącej im infrastrukturze, stanowiącej zasilanie awaryjne (agregaty prądotwórcze, magazyny energii), a także źródłach wytwórczych - odnawialnych czy gazowych. Szczególnie te ostatnie, z uwagi na dyspozycyjność, mogą wspierać pracę sieci w okresach zagrożenia. Jednak to, co może wspierać system elektroenergetyczny, może być dla niego również niebezpieczne. Nowoczesne centra mogą podczas zakłóceń pracy sieci natychmiast się odłączyć i przejść na własne zasilanie, a następnie równie szybko powracać do poboru energii sieci. Ponadto obiekty pracujące na potrzeby AI charakteryzują się znacznie większymi skokami wykorzystania mocy. W efekcie duże centra mogą wywoływać zdarzenia systemowe o skali porównywalnej z awarią dużego źródła wytwórczego. Dlatego ENTSO-E postuluje aktualizację wymogów wobec centrów, aby ich praca nie wpływała negatywnie na parametry, z którymi pracują systemy elektroenergetyczne. Organizacja widzi w centrach danych nie tylko odbiorcę energii, ale też ważny element systemu, który przy większej koordynacji może pełnić też rolę wirtualnej elektrowni i dostawcy usług systemowych USA próbują sobie poradzić z cyfrowym boomem Europa (Polska tym bardziej) jest na takim etapie rozwoju centrów danych i sztucznej inteligencji, że może jeszcze odpowiednie rozwiązania wdrażać w zaplanowany sposób, a nie gwałtownie reagując na szybko rosnącą skalę problemów. W USA, gdzie tej branży trwa gorączka inwestycyjna, operatorzy znajdują się pod bardzo dużą presją - zarówno polityczną, jak i społeczną. Wydatki na inwestycje związane z centrami danych. Fot. MAE
Sektor technologiczny jest dla Amerykanów kluczowa pod względem rozwoju gospodarczego, a także rywalizacji z Chinami, więc administracja Donalda Trumpa naciska, aby umożliwiać kolejne inwestycje. Z drugiej strony chce jednak, aby ich działalność nie odbijała się na cenach energii dla pozostałych odbiorców - zwłaszcza gospodarstw domowych. Dlatego największe koncerny technologiczne, pod naporem Trumpa, zobowiązały się, że zapłacą za wybudowanie źródeł potrzebnych do zasilania ich centrów. W regionach, gdzie tych inwestycji jest najwięcej, rachunki za energię w ostatnich kwartałach wyraźnie wzrosły, co napędza negatywne nastroje społeczne, a to może wpłynąć na wyniki jesiennych wyborów połówkowych do Kongresu. Z kolei FERC - amerykański odpowiednik URE - w tym miesiącu nakazał operatorom, aby wnioski o przyłączenie do sieci tzw. hiperskalerów były rozpatrywane maksymalnie w ciągu 90 dni. Obecnie często trwa to latami, a sieciowych spekulantów również nie brakuje pod stronie Atlantyku. Wpływ rozwoju sztucznej inteligencji oraz centrów danych na inwestycje w energetyce gazowej. Fot. MAE
Operatorem, który znajduje się pod największym naciskiem FERC, jest PJM Interconnection - największy amerykański operator, który dostarcza energię do trzynastu stanów na północnym-wschodzie USA, zamieszkanych przez 67 mln osób. Na tym terenie, zwłaszcza w Wirginii, znajduje się też jedno z największych skupisk centrów danych. FERC sugerował nawet rozpad PJM, jeśli operator nie zapanuje nad problemami na swoim terenie. W pierwszym kwartale 2026 roku hurtowe ceny energii na obszarze zarządzanym przez PJM wynosiły średnio 136 dolarów/MWh i były o 76% wyższe niż w analogicznym okresie minionego roku. Natomiast koszty usług mocowych, które zapewniają dostawy energii w okresach szczytowego zapotrzebowania, wzrosły w tym czasie o prawie 400%. Amerykanie samolotami sprowadzają polskie transformatory Co ciekawe, skutki amerykańskiego boomu związanego z centrami danych oraz AI możemy też obserwować w Polsce, o czym można było się przekonać kilkanaście dni temu. Hitachi Energy poinformowało wówczas, że wyprodukowane w fabryce koncernu w Łodzi dwa duże transformatory mocy - o wadze ponad 80 ton każdy - zostały dostarczone na budowę wielkoskalowego centrum danych w USA jednym z największych na świecie samolotów cargo - Antonowem An-124 Załadunek transformatorów wyprodukowanych w Łodzi.Fot. Hitachi Energy