RAK
    Jet lag to nie tylko problemy ze snem. Kiedy mnie dopadł, nie mogłam się powstrzymać

    Jet lag to nie tylko problemy ze snem. Kiedy mnie dopadł, nie mogłam się powstrzymać

    377 odsłon
    Jet lag to nie tylko problemy ze snem. Kiedy mnie dopadł, nie mogłam się powstrzymać

    Długie loty samolotem wiążą się z jet lagiem. Ten jednak nie zawsze polega na problemach ze snem Fot. shulers/Shutterstock Polacy coraz częściej decydują się na dalekie podróże. Tajlandia, Wietnam czy nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie to miejsca, które regularnie pojawiają się w naszych planach podróżnych. Problem jednak w tym, że kilka pierwszych dni na miejscu i po powrocie bywa wyjątkowo trudnych. Wszystko przez jet lag, który kończy się nie tylko problemami ze snem.

    Dalekie podróże niezmiennie wiążą się z pokonaniem kilku stref czasowych. Szczególnie trudne bywają podróże na wschód, bo drastycznie skracają nam dobę. Nasz organizm doznaje wówczas szoku. I właśnie wtedy pojawia się słynny jet lag , który zmienia podróże w koszmar. Choć do Azji latałam już kilka razy, zawsze myślałam, że mnie ten problem nie dotyczy. Po czym prawie rzuciłam się na lodówkę z jego powodu.

    Jet lag kojarzony jest z problemami ze snem. Ale to tylko jeden z jego efektów

    Pewnie mnie znienawidzicie, ale trudno. Jestem jedną z tych osób, które ledwo wsiądą do samolotu, autobusu czy pociągu, a już zasypiają. Ten talent pojawił się u mnie nagle – po prostu pewnego dnia wsiadłam zmęczona do tramwaju po zajęciach na uczelni i zaczęłam przysypiać. Od tego momentu śpię już we wszystkich środkach transportu.

    Kiedy wracałam z Tajlandii, było podobnie. Spałam podczas lotu z Phuket do Stambułu, a nawet później, podczas lotu do Warszawy. Ostatecznie więc nie byłam zmęczona, skutkiem czego spokojnie funkcjonowałam przez cały dzień. Problem pojawił się gdzie indziej.

    Podczas podróży samolotem zjadłam w sumie trzy posiłki i nie czułam głodu. Jednak kiedy ok. godziny 11:00 dotarłam do mieszkania, czułam się, jakbym nie jadła od tygodnia. Poszłam na szybkie zakupy, zaliczyłam Maka, a później jeszcze pochłonęłam paczkę chrupek. Takiego napadu głodu nie miałam, odkąd lata temu zaczęłam biegać i byłam w stanie pochłonąć wszystko po treningu.

    Taką sytuację miałam pierwszy raz i naprawdę jej nie rozumiałam. I właśnie wtedy okazało się, że jest to jeden z rodzajów jet lagu. Mało tego, żeby znaleźć się w takiej sytuacji, wcale nie trzeba lecieć za granicę. Czasami wystarczy luźniejszy weekend, żeby mieć podobne problemy.

    "Eating jet lag" to powszechne zjawisko, o którym mówi się jednak niewiele

    Skąd tak nagły napad głodu po długim locie? Okazuje się, że według badaczy ma on kilka powodów. Po pierwsze, wiąże się z podwyższonym poziomem kortyzolu wywołanym zmęczeniem długą podróżą. Bądźmy szczerzy – spanie na siedząco to jednak nie to samo co kilka godzin we własnym łóżku.

    Drugim, ważniejszym powodem jest natomiast rozregulowanie rytmu dobowego. To właśnie z jego powodu wiele osób ma problemy ze snem . Inni natomiast mają z tego powodu napady głodu w nocy. Nasz organizm przyzwyczaja się jednak do stałych pór żywienia. Dodatkowo zmęczenie prowadzi do wzrostu poziomu greliny w organizmie, czyli tzw. hormonu głodu. Trzeci powód to natomiast odwodnienie organizmu. Ośrodki głodu i pragnienia w naszym mózgu są bardzo blisko siebie, więc bywa, że mylimy głód z pragnieniem.

    Co ciekawe, w taki stan można się wpędzić, nawet nie wsiadając na pokład samolotu. Do zjawiska, jakim jest eating jet lag, może dojść np. wtedy, kiedy postanowimy sobie nieco bardziej zaszaleć w weekend. Zamiast jak zwykle zjeść śniadanie o 7:00 rano, obiad o 13:00 i kolację o 18:00, postanawiamy pospać dłużej i wyjść ze znajomymi. Tym samym jedząc później, zaburzamy rytm dobowy organizmu . A to wystarczy, żeby nasze jelita dostały sprzeczne sygnały i nasz organizm się rozregulował w kontekście żywieniowym.

    Czytaj cały artykuł u źródła — NaTemat.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era