
W skrócie
Aktywiści DIOZ i Biura Ochrony Zwierząt zamierzali przeprowadzić protest w Palenicy Białczańskiej przeciwko przejazdom konnym do Morskiego Oka, ale na miejscu nie było fiakrów ani koni.
Organizacje odrzucają wcześniejsze porozumienia dotyczące skrócenia trasy i wprowadzenia busów elektrycznych, domagając się całkowitego zakazu transportu konnego na tej trasie.
Działacze zbierają podpisy pod petycjami o dymisję minister klimatu i środowiska oraz dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Działacze Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) oraz Biura Ochrony Zwierząt chcieli zaprotestować w Palenicy Białczańskiej przeciwko przejazdom konnym na trasie do Morskiego Oka . Uczestnicy protestu mieli zamiar doprowadzić do zatrzymania pracy koni. Na miejscu nie zastali jednak ani jednego fiakra czy konia.
Na początku trasy postawiono tylko jeden pusty fasiąg (czterokołowy pojazd konny używany do przewożenia turystów - red.), na którym wisi komunikat: "Dziś nie kursujemy. Nie z obawy przed protestem. Ale dla bezpieczeństwa turystów, spokoju naszych koni i uniknięcia niepotrzebnej, wyreżyserowanej eskalacji emocji" .
Fiakrzy - czyli górale powożący na Podhalu zaprzęgami konnymi przewożącymi turystów, zamieścili też w mediach społecznościowych nagranie, tłumacząc, że "nie pozwolą, aby Tatry stały się areną konfliktów kosztem postronnych ludzi".
"W obronie naszych racji i tradycji stoimy twardo, ale dziś wygrywa odpowiedzialność" - stwierdził Andrzej Mąka, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka z Bukowiny Tatrzańskiej.
Aktywistka: Bardzo miłe zaskoczenie
Jedna z organizatorek protestu przyznała w rozmowie z "Gazetą Krakowską", że sytuacja jest dla aktywistów "bardzo miłym zaskoczeniem".