
Kontekst: Jestem z miasta spod Warszawy. Niedaleko domu mam las a w nim torfowiska. Część z nich obejmuje rezerwat założony właśnie po to, ptactwo wodne etc. Ludzie tu nawet przychodzili ryby łowić, sam kilka lat temu jeszcze widziałem facetów z wędkami, nawet czaplę. Kiedyś żaby tak śpiewały, że słychać było u mnie w domu z kilometr dalej. Ja sam przychodziłem czasem jak byłem mniejszy szukać żab i co tam w wodzie żyło. Chadzam tu od lat (mam 26) i od kilku daje to więcej smutku niż radości bo z torfowiska nic nie zostało. Wyschło na wiór. W tym roku przynajmniej raz się paliło. Jest sucha łąka gdzie od dawien dawna było bagno. Jak jeszcze raz usłyszę ze nie ma zmian klimatu bo zima zimna a w lipcu pada to chyba dopuszczę się czynu karalnego. Tak zupełnie na poważnie, cholernie przykro że się dzieją takie rzeczy, bo wcale nie musiały. Czasem wolałbym być ślepy na to wszystko to może by się dało jakoś planować przyszłość, no ale cóż, jest jak jest. Dołączam zdjęcia ze spaceru dziś i ostatnie z lipca 2020. Człowiek się urodził w Polsce a umrze w Kazachstanie. submitted by /u/ajsaori [link] [komentarze]