RAK
    Słowa mają konsekwencje. Jak politycy budują zgodę na etniczną przemoc [OPINIA]

    Słowa mają konsekwencje. Jak politycy budują zgodę na etniczną przemoc [OPINIA]

    1504 odsłon
    Słowa mają konsekwencje. Jak politycy budują zgodę na etniczną przemoc [OPINIA]

    Miesiące szczucia przeciwko Ukraińcom, tysiące wypowiedzianych słów, nagranych filmików, wrzuconych w sieć oszczerstw - przyniosły efekty. Niechęć przybrała już formy całkiem realnej przemocy - ataku słownego na ukraińską dziewczynkę w autobusie. Ataku, który motywowany był czysto narodowościowo, i który pokazuje w jakim miejscu się znaleźliśmy - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.

    Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

    Atak na dziewczynkę w bielskim autobusie, tak jak seria innych pobić, aktów przemocy, werbalnego poniżania ukraińskich kobiet, dzieci, ale także mężczyzn, z których część nie jest nawet zgłaszana, ma wielu ojców (i matek również). Sfrustrowane jednostki atakują słabszych, gdy czują, że mają na to polityczne i społeczne przyzwolenie, a jest to dla nich tym łatwiejsze, gdy z ust autorytetów, polityków, liderów opinii słyszą, że to oni są ofiarami, że to im odbiera się to, co im się należy, i że oni są u siebie, a tamci są obcy.

    Pobiera dwie emerytury. Wysokość? To nie pomyłka

    Im więcej takich słów, im więcej takiego przyzwolenia, tym łatwiej jest zaatakować słabszych. I dlatego odpowiedzialność moralna i polityczna za to, co się stało, nie spada tylko na bezpośrednich sprawców, ale i na tych, którzy od miesięcy szczują na Ukraińców. Ci politycy i publicyści mają imiona i nazwiska, reprezentują konkretne środowiska polityczne i to oni, i ich mocodawcy, prezesi ich partii, odpowiadają także za to, co się stało. Ten - i wiele innych, by przypomnieć atak na moście w Warszawie - akt agresji nie jest tylko wyskokiem niestabilnej emocjonalnie jednostki, ale jest skutkiem wielomiesięcznych działań politycznych konkretnych osób. I dzisiaj nie mogą się one wymigać od odpowiedzialności.

    Chwilowy odruch

    Dlatego, choć chciałbym, by dzisiejsza fala oburzenia zmieniła sytuację, to nie bardzo w to wierzę. Oczywiście to dobrze, że kierowca autobusu interweniował, że policja zareagowała błyskawicznie i że "dziecięcy bokser" z Bielska-Białej został już zatrzymany. To dobrze, że polska scena komentatorska niemal zjednoczyła się w oburzeniu na mężczyznę atakującego dziecko z przyczyn narodowościowych. Tyle, że trzeba mieć świadomość, że to tylko chwilowy odruch, który już za moment zostanie przykryty rytualną, jakby dyktowaną z Moskwy (albo z najbrudniejszych i najbardziej paskudnych czeluści naszych umysłów) opowieścią o tym, że to jednostkowa sytuacja, że winę za nią ponoszą sami Ukraińcy, a szczególnie ich obecni liderzy, że przecież to tylko słowa, a przecież kiedyś UPA robiła rzeczy o wiele gorsze.

    I nie, nie musimy na to nawet czekać, aż jakiekolwiek szersze informacje na ten temat się pojawią, bo rytualni obrońcy godności Polaków przed Ukraińcami już się ujawnili. I tak - Tomasz Sommer (dla niezorientowanych redaktor naczelny "Najwyższego Czasu") - już na swoim X napisał, że widzi "wielkie, urzędowe oburzenie na Polaka, który źle się odezwał do ukraińskiej dziewczynki" i dodaje: "Trzeba jednak pamiętać, że w czasie zbrodni wołyńskiej Ukraińcy nie tylko się źle odzywali, ale także z miejsca brali na widły. To jednak zasadnicza różnica". Jednym słowem ukraińskie dzieci powinny nam być wdzięczne, bo mogliśmy zabić.

    Dariusz Matecki też uważa, że zajmowanie się przemocą wobec dziecka nie jest niczym uzasadnione, bo osiemdziesiąt lat temu UPA przeprowadziła zbrodniczą akcję. "Antypolska patologia polityczna opublikowała więcej materiałów o ataku jakiegoś frustrata na ukraińską dziewczynkę w autobusie niż o dziesiątkach tysięcy polskich dzieci bestialsko zamordowanych widłami, siekierami i cepami przez Ukraińców" - napisał polityk na swoim X. Jednym słowem dzisiejsza przemoc nie ma znaczenia, bo… kiedyś w przeszłości inni ludzie, w innych okolicznościach dokonali zbrodni. I dlatego dzisiaj zamiast przeciwdziałać tej przemocy, my możemy spokojnie nurzać się we własnym poczuciu krzywdy…

    To unieważnianie przemocy, jej normalizowanie, przykrywanie jej historią, nawet jeśli wynika z wyrzutów sumienia i próby zakrycia przed samym sobą własnej odpowiedzialności, wpisuje się niestety w schematy przemocy politycznej znanej z innych miejsc. A jej autorzy, może sami tego nie wiedząc, wpisują się w mechanizmy usprawiedliwiania przemocy, jej normalizacji i polityzacji, jakimi przed wieloma laty posługiwali się inni nacjonaliści, ci z UPA.

    Nie, nie twierdzę, że polscy politycy i publicyści wzywają do ludobójstwa, nie porównuję ich obrony przemocy do realnej przemocy sprawców rzezi wołyńskiej, a jedynie uświadamiam, że aby do zbrodni ludobójstwa, do czystek etnicznych, do przemocy motywowanej narodowościowo mogło dojść, to najpierw trzeba zdehumanizować innych, pozbawić ich najpierw sympatii, potem praw, a na końcu godności. To się dokonuje stopniowo, przez opowiadanie fałszywych historii, przez kolportowanie fake newsów, przez odwołanie do historii (niekiedy prawdziwej, a niekiedy podkręconej), przez wyliczanie prawdziwych i domniemanych krzywd i przez niezmienne atakowanie. I to się w Polsce, na całkiem licznych kontach, także posłów, już dzieje.

    A potem pojawiają się projekty polityczne, takie jak jednoznacznie prorosyjska i antyukraińska "siódemka Berkowicza", w której polski polityk postuluje - zupełnie zgodnie z rosyjskimi interesami - zablokowanie każdej pomocy dla Ukrainy, ale i zamknięcie (wbrew polskim interesom) granicy dla migrantów. I wreszcie w miejscach pracy Ukraińców pojawiają się - nie najlepiej posługujący się językiem polskim panowie z Korony Polskiej Brauna - którzy kontrolują, czy przypadkiem nie są oni banderowcami.

    Nawet jeśli kolejni sprawcy przemocy zachowują się jak kompletni gamonie, którzy nie są w stanie poprawnie sklecić zdania, to nie należy ich lekceważyć, bo za nimi stoją naprawdę inteligentni i kompletnie cyniczni ludzie, którzy - jak kiedyś naziści - potrafią rozgrywać ludzkie frustracje i porażki.

    "Polityczny interes"

    Jeśli tego procesu nie zatrzymamy (a niestety bez zdecydowanych działań - i to wspieranych ponad podziałami - to się nie stanie), to prędzej czy później przemoc werbalna i fizyczna skończy się śmiercią. Wierzę, wciąż wierzę, że nie pogromami, ale i tego - patrząc na to, co działo się ostatnio w Irlandii Północnej, a także znając polską historię - wykluczyć nie mogę. A wszystko dlatego, że grupa politycznych cyników i pożytecznych idiotów Kremla wyczuła w szczuciu przeciwko Ukraińcom polityczny interes. I ubiera go w szaty patriotyzmu, z którym nie ma on nic wspólnego.

    Na koniec jeszcze jedno słowo wyjaśnienia. Ten tekst jest ostry i emocjonalny, nie tylko dlatego, że jest mi zwyczajnie wstyd za to, co się wydarzyło, ale także dlatego, że mam córkę w bardzo podobnym wieku jak dziewczynka w autobusie z Bielska-Białej. Gdy oglądam ten film, to zastanawiam się, jak ona przeżyłaby podobne wydarzenie. Czy znalazłaby w sobie dość siły, by nagrać atakującego ją mężczyznę? Czy umiałaby - z odwagą i determinacją - odpowiedzieć temu, który próbuje ją obrażać? A jednocześnie zastanawiam się, co działoby się potem, gdy wróciłaby do domu? Co by myślała? Jakie byłyby jej emocje? Jak długo trwałoby leczenie traumy (kolejnej po konieczności migracji)?

    Warto mierzyć się z tymi pytaniami, bo dopiero z takiej perspektywy widać, co naprawdę się stało.

    Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.

    Filozof religii, pisarz i jeden z najbardziej wpływowych publicystów w Polsce. Gospodarz programów w RMF FM i RMF 24. Autor kilkudziesięciu książek, w tym głośnych tytułów: „Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła”, „Czy konserwatyzm ma przyszłość?” oraz „Jasna Góra. Biografia”. Znany z bezkompromisowej analizy kryzysu instytucjonalnego Kościoła oraz walki o transparentność i prawa ofiar nadużyć. W pracy łączy warsztat naukowy z ciętym komentarzem społecznym i politycznym.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era