
Dowódca jednej z najsilniejszych ukraińskich jednostek Wadym Krykun uważa, że wojna z Rosją zakończy się "wcześniej, niż wielu się spodziewa". Jednocześnie podkreśla, że Moskwa wciąż dysponuje potencjałem do dalszej eskalacji, a nawet zagrożenia części państw NATO. W jego ocenie największym wyzwaniem dla Ukrainy pozostają obecnie braki kadrowe i sprzętowe.
AP/Andriy Andriyenko Podpułkownik, znany pod pseudonimem "Yankee", dowodzi liczącą kilka tysięcy żołnierzy Brygadą Lubart, wchodzącą w skład 1. Korpusu Azowskiego. Jego oddziały walczą w Donbasie. W rozmowie z niemieckim dziennikiem "Die Welt" został zapytany m.in. o to, kiedy jego zdaniem zakończy się wojna .
Ukraiński dowódca: Wojna skończy się wcześniej, niż wielu się spodziewa
Dopytywany, czy "wkrótce" oznacza miesiące czy lata, zaznaczył, że patrzy na konflikt z perspektywy strategicznej.
W porównaniu z niekończącą się wojną kolejny rok to "wkrótce". Nie sądzę, by ta wojna trwała wiecznie. Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym: może jeszcze rok - ocenił i jednocześnie zaznaczył, że nie spodziewa się przełomu militarnego w najbliższym czasie.
Na lądzie wszyscy są wyczerpani. Nie sądzę jednak, by to był czynnik decydujący. Prawdziwym problemem jest niesamowicie szybki rozwój tej wojny. Nawet dla nas, którzy przeżywamy ją nieprzerwanie od ponad czterech lat, wciąż pojawiają się niespodzianki - powiedział. Jak tłumaczył, konflikt stał się nieustannym wyścigiem technologicznym.
Słyszymy, że inna brygada opracowała nową zdolność, wymieniamy się doświadczeniami i natychmiast próbujemy wdrożyć podobne rozwiązania u siebie. To nieustanny wyścig - po każdej nowej zdolności natychmiast pojawia się środek przeciwdziałający. Jeśli popadnie się w samozadowolenie, natychmiast traci się przewagę - podkreślił.
Jako przykład wskazał ciężkie drony wykorzystywane wcześniej do bombardowania rosyjskich pozycji.
"Rosja ma potencjał, by podbić część terytorium UE - kraje bałtyckie, Polskę czy Finlandię"
Dowódca został również zapytany o prognozy mówiące o możliwym zdobyciu przez Rosję pozostałej części Donbasu.
Jak dodał, kluczowe pytanie brzmi nie to, czy Rosja ma możliwości, ale jak daleko będzie chciała się posunąć.
Pytanie brzmi: jak daleko Rosja jest gotowa się posunąć i jak bardzo chce jeszcze zmobilizować swoją gospodarkę i społeczeństwo - ocenił. Krykun stwierdził także, że potencjalne zagrożenie nie ogranicza się wyłącznie do Ukrainy.
Uważam nawet, że Rosja ma potencjał, by podbić część terytorium UE - kraje bałtyckie, Polskę czy Finlandię - powiedział. Jednocześnie zwrócił uwagę, że żadna europejska armia nie dysponuje dziś doświadczeniem porównywalnym z ukraińskim.
Żadne państwo europejskie nie ma 110 brygad bojowych. Żadna europejska armia nie ma oficerów z naszym doświadczeniem w prowadzeniu wielkiej wojny konwencjonalnej. Każda wojna gdzie indziej w Europie byłaby prawdopodobnie łatwiejsza do prowadzenia niż ta w Ukrainie - stwierdził.
Apel z frontu na Ukrainie: Brakuje nam wszystkiego
Pytany o największe problemy ukraińskiej armii odparł, że sytuacja pozostaje bardzo trudna. - Brakuje nam wszystkiego - ludzi, sprzętu i amunicji - powiedział. Jako przykład wskazał drony FPV sterowane światłowodem.
Jak dodał, udział takich dronów w działaniach jego jednostki udało się ograniczyć z niemal 100 proc. do około 10 proc. bez utraty skuteczności. Wyjaśnił, że ukraińskie brygady rozwijają własne zaplecze produkcyjne .
Dowódca przyznał również, że problemem pozostają dezercje i zmęczenie wojną.
"Nie sądzę, by europejskie siły zbrojne stanowiły ostateczną gwarancję bezpieczeństwa"
Krykun ocenił również, że p aństwa europejskie powinny wykorzystać doświadczenia Ukrainy do wzmacniania własnego bezpieczeństwa.
Jego zdaniem szczególną rolę mogą odegrać Niemcy, jeśli zrealizują zapowiadane reformy swoich sił zbrojnych.
Jeśli Niemcy wdrożą je do około 2035 r., mogą mieć jedną z najsilniejszych armii na świecie. I, szczerze mówiąc, nie mają prawie żadnego innego wyboru - stwierdził. Jak podkreślił, ambicje Rosji wykraczają daleko poza Donbas.
Gdyby Ukraina szybko upadła, następna w kolejności byłaby Europa. Podczas gdy w ciągu ostatnich czterech lat straciliśmy przyjaciół i członków rodzin, Europa zyskała czas na przygotowanie się - ocenił.
Dodał, że nawet po zakończeniu działań wojennych napięcie w regionie pozostanie na długie lata.