
0:00
Nie było ani dymisji, ani nawet Donalda Tuska. Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przejęła stery zarządzania kryzysem zapoczątkowanym aferą w Szpitalu Południowym. Na razie nie idzie jej to wcale źle
Witold Głowacki
Donald Tusk podjął dość wymowną próbę oddalenia się na bezpieczną odległość od politycznego kryzysu zapoczątkowanego aferą w Szpitalu Południowym, a następnie rozlewającego się na inne patologie i niewydolności systemu ochrony zdrowia.
Choć początkowo to szef rządu miał dziś (8 lipca) wystąpić na konferencji prasowej i ogłosić swe decyzje, konferencję transmitowaną przez Kancelarię Premiera poprowadziła ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
Wyczekiwanych przez część obecnych na sali dziennikarzy dymisji nie było. A Sobierańskiej-Grendzie towarzyszył prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak.
Kontekst był taki, że w ubiegły piątek (3 lipca) Donald Tusk ogłosił, że postawił ministrze zdrowia i szefowi NFZ ultimatum. Do wtorku mieli przedstawić premierowi rekomendacje zmian w służbie zdrowia. Do środy Tusk zostawił sobie czas na decyzje – w tym też te personalne.
Wygląda na to, że Tusk uznał, że ministra zdrowia i szef NFZ dowieźli, co mieli dowieźć. Sobierańska-Grenda rozmawiała we wtorek z premierem i dostała zielone światło na przejęcie kontroli nad kryzysem. Tego samego dnia Tusk zasugerował też publicznie, że ministra nie zostanie zdymisjonowana.