Jest śledztwo dotyczące przekroczenia uprawnień w postępowaniu dotyczącym zabójstwa studentki z Krakowa Katarzyny Zowady. Zawiadomienie złożył pełnomocnik Roberta Janczewskiego, mężczyzny oskarżanego o tę zbrodnię, dziś już prawomocnie uniewinnionego. Adwokat zarzuca prowadzącemu śledztwo prok. Piotrowi Krupińskiemu m.in. działania stygmatyzujące jego klienta oraz utrwalające wizerunek mordercy.
Śledczy z zespołu prokuratora Piotra Krupińskiego przez wiele lat za wszelką cenę starali się udowodnić, że sprawcą głośnej zbrodni i oskórowania 23-letniej studentki UJ jest Robert Janczewski.
To było jedno z najdroższych śledztw w Polsce, kosztowało grubo ponad 4 miliony złotych.
Aby zebrać dowody, przeczesywano dno Wisły 20 lat po wyłowieniu z niej szczątków 23-latki, zasięgano opinii biologicznych i genetycznych, proszono o pomoc jasnowidza, egzorcystę, eksperta ONZ specjalizującego się w badaniu śladów torturowania, a nawet profilera pracującego dla FBI.
Wszystkie te czynności, często nietypowe, na niewiele się zdały. Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze prowadzi teraz śledztwo ws. przekroczenia uprawnień przez prokuratorów.
Ta historia wstrząsnęła Polską pod koniec XX wieku. 6 stycznia 1999 r. załoga statku "Łoś" stacjonującego na Wiśle w Krakowie odkryła, że w śrubę napędową wplątała się skóra, którą ktoś zdjął z ludzkiego tułowia i spreparował w taki sposób, żeby przypominała body. Wkrótce okazało się, że to szczątki 23-letniej Katarzyny Zowady, studentki religioznawstwa, która zaginęła kilka tygodni wcześniej.
Upozorował śmierć żony. Sąd zmienił wyrok na dożywocie
Przez blisko dwie dekady śledczy bezskutecznie poszukiwali mordercy, którego media okrzyknęły polskim Hannibalem Lecterem. Dopiero w październiku 2017 r. aresztowano, a następnie oskarżono o to zabójstwo 53-letniego Roberta Janczewskiego - syna poety, od lat zmagającego się z problemami psychicznymi, który utrzymywał się z renty i mieszkał z matką na krakowskim Kazimierzu.
Prym w śledztwie wiódł Piotr Krupiński - ówczesny szef małopolskiej Prokuratury Krajowej (precyzyjnie mówiąc: Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Krakowie) i jeden z zaufanych śledczych Zbigniewa Ziobry w okresie, gdy ten pełnił funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
To zespołowi Krupińskiego były przez lata przydzielane najbardziej medialne sprawy: afera podkarpacka, zabójstwo Krzysztofa Olewnika, zaginięcie Iwony Wieczorek czy morderstwo Iwony Cygan. Niektóre media zaczęły go określać mianem "superprokuratora".
Jednak wokół działań Piotra Krupińskiego narosło też wiele kontrowersji. Jedną ze spraw, w których pojawiło się wyjątkowo dużo wątpliwości, było właśnie śledztwo dotyczące zabójstwa i oskórowania krakowskiej studentki.
Igły, larwy, skrzydełka
Żeby doprowadzić do skazania Roberta Janczewskiego prokuratura wydała prawdziwą fortunę: prawie 4 miliony 300 tys. złotych. Dziś to śledztwo uznawane jest za jedno z najdroższych, jakie kiedykolwiek przeprowadzono w Polsce.
Prokuratura Krajowa informowała, że na tę kwotę złożyły się w szczególności koszty opinii zleconych Uniwersytetowi Medycznemu, przeczesywania dna Wisły, opinii biologicznych i genetycznych, jak również koszty opinii dendrologicznej i eksperymentów procesowych. Łącznie ekspertyz w tej sprawie powstało kilkadziesiąt.
Zasadność wielu z nich była kwestionowana już na etapie śledztwa. Choćby wspomniane przeczesywanie dna Wisły 20 lat po wyłowieniu szczątków Katarzyny Zowady. Śledczy sięgnęli też po pomoc m.in. jasnowidza, egzorcysty, eksperta ONZ specjalizującego się w badaniu śladów torturowania, jak również profilera pracującego dla FBI. Ten ostatni miał za zadanie porównać sposób okaleczenia ofiary z działaniami seryjnego mordercy Eda Geina, który ze skór swoich ofiar robił ubrania i abażury. Choć brzmi efektownie, to finalnie te czynności na niewiele się zdały.
Inne nietypowe działania prok. Piotra Krupińskiego ujawnili dziennikarze TVN24 Łukasz Frątczak i Michał Fuja. Chodzi m.in. o to, że na wyłowionym z Wisły fragmencie skóry znaleziono igły sosny zwyczajnej. Nie było to zaskakujące: w Wiśle pływa praktycznie wszystko, w tym mnóstwo śmieci. Śledczy postanowili jednak przeprowadzić szeroko zakrojone badania igliwia.
W rozmowie z Wirtualną Polską Frątczak opowiada, że prokurator Krupiński zlecił policjantom zebranie po 10 igieł z każdego drzewa iglastego w kilku miejscach w Krakowie. Drzewo musiało być przy tym sfotografowane, obmierzone na wysokości metra oraz opisane i zlokalizowane przy użyciu współrzędnych GPS.
W podobny sposób zbierano również larwy owadów czy skrzydełka much. Od matki Roberta Janczewskiego wzięto do badań używaną bieliznę. Zlecono ustalenie pochodzenia zniczy, które pojawiły się na grobie Katarzyny Zowady. Analizie poddano też m.in. wiersze ojca Roberta Janczewskiego, pióro bażanta znalezione w jego pokoju czy włosy zabezpieczone w odpływie wanny (przypomnijmy: niemal 20 lat po dokonanej zbrodni). Całe mieszkanie, należące do jego matki, zostało niemal wypatroszone, a potem odremontowane, również na koszt podatnika.
Samego Roberta Janczewskiego najpierw przez lata inwigilowano, a już po zatrzymaniu w październiku 2017 r. poddano wielu dyskusyjnym badaniom, w tym natury seksuologicznej. Polegały one m.in. na wstrzykiwaniu mu rozmaitych substancji w prącie i weryfikowaniu preferencji seksualnych. Prokurator zakazał też Janczewskiemu strzyżenia i golenia się przez kilka miesięcy, aby biegli mogli przebadać jego włosy, gdy będą miały oczekiwaną długość.
Obserwujący proces z ramienia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Andrzej Porębski twierdził wprost, że prawa oskarżonego zostały w tej sprawie drastycznie naruszone.
"Oczywista porażka"
Żadna ze wspomnianych czynności nie przyniosła przełomu w śledztwie. Prokuratura nie dysponowała twardymi dowodami na winę Janczewskiego, a akt oskarżenia oparła na mglistych poszlakach. Mimo to, we wrześniu 2022 r., Sąd Okręgowy w Krakowie skazał mężczyznę w I instancji na dożywocie. Na jakiej podstawie? To pozostawało tajemnicą, gdyż na wniosek prokuratury proces toczył się za zamkniętymi drzwiami .
Pod koniec października 2024 r. doszło jednak do zwrotu akcji. Sąd Apelacyjny w Krakowie nie zostawił suchej nitki zarówno na wyroku I instancji, jak i na całym śledztwie.
W uzasadnieniu sędzia Wojciech Domański m.in. podważył wiarygodność zeznań świadków, zwrócił uwagę na nierzetelność wydanych opinii oraz wątpliwą metodę śledczą "szukania śladów na duszy", stosowaną przez - współpracującego z prok. Piotrem Krupińskim - szefa krakowskiego Archiwum X Bogdana Michalca.
Robert Janczewski został prawomocnie uniewinniony i po siedmiu latach opuścił areszt. Z tą decyzją nie zgadzał się Krupiński, który tuż po ogłoszeniu wyroku zapowiedział kasację. – Oceniam ten wyrok jako niesłuszny, niesprawiedliwy i wewnętrznie sprzeczny, jeśli chodzi o niektóre kwestie, które zostały ustnie przedstawione przez sędziego referenta – powiedział dziennikarzom, którzy zgromadzili się na sali sądowej.
Sąd Najwyższy nie przychylił się jednak do tej oceny i 25 czerwca 2026 r. w całości oddalił wniesioną przez prokuraturę kasację. Jak informował dziennikarz Łukasz Frątczak, w uzasadnieniu SN ostro skrytykował prokuratora podkreślając, że "ta sprawa jest oczywistą porażką organów ścigania", a "sformułowanie niektórych zarzutów kasacyjnych jest całkowicie niedopuszczalne etycznie".
Ponadto Sąd Najwyższy stwierdził, że sposób, w jaki Krupiński odnosił się w kasacji do pracy sędziów Sądu Apelacyjnego, ma charakter zniesławiający, a jego działania powinny zostać zbadane przez rzecznika dyscyplinarnego prokuratury.
"Zaangażowanie w prawidłową realizację obowiązków"
Wirtualna Polska ustaliła, że już w grudniu 2024 r., czyli tuż po wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie, obrońca Roberta Janczewskiego mec. Łukasz Chojniak zawnioskował do Prokuratora Krajowego Dariusza Korneluka o wyłączenie prokuratora Krupińskiego z udziału w tym postępowaniu ze względu na "uzasadnione wątpliwości co do jego bezstronności".
W piśmie, które widziała Wirtualna Polska, adwokat argumentował, że jeszcze przed wydaniem prawomocnego wyroku Krupiński wielokrotnie wygłaszał publicznie stanowisko, że wina Janczewskiego nie ulega żadnej wątpliwości. Tuż po zapadnięciu prawomocnego wyroku uniewinniającego zakwestionował też w rozmowie z mediami decyzję Sądu Apelacyjnego dopatrując się w niej m.in. "upadku całego dotychczasowego dorobku kryminalistyki".
W dodatku – jak zauważył mec. Chojniak – prok. Krupiński zapowiedział kasację w sytuacji, kiedy nie znał jeszcze nawet pisemnego uzasadnienia wyroku.
"Taka zapowiedź złożenia nadzwyczajnego środka zaskarżenia, bez odwołania do konkretnych zarzutów, jest więc zapowiedzią »kasacji za wszelką cenę«. Nie sposób zinterpretować takiej zapowiedzi inaczej, niż jako wynikającej z uprzedzeń i braku obiektywizmu wobec sprawy Roberta Janczewskiego" – czytamy we wniosku. W odpowiedzi datowanej na 3 lutego 2025 r. zastępca Prokuratora Generalnego Beata Marczak oceniła jednak, że argumenty adwokata nie zasługują na uwzględnienie. Powołała się przy tym m.in. na stanowisko Krupińskiego, który odpierając zarzuty Chojniaka stwierdził, iż "publiczne odniesienie się do wyroku w tak głośnej, medialnej sprawie, było wręcz konieczne i uzasadnione interesem społecznym".
Sama Beata Marczak uznała, że wypowiedzi Krupińskiego w mediach "świadczą o jego zaangażowaniu w prawidłową realizację obowiązków służbowych, a nie o braku jego obiektywizmu".
Przekroczono uprawnienia?
Choć Robert Janczewski od prawie dwóch lat jest prawomocnie uniewinniony, to prokuratura wciąż sprawdza, kto miał mu pomagać w dokonaniu tej zbrodni. Już w 2017 r. z głównego śledztwa dotyczącego morderstwa Katarzyny Zowady prokurator Krupiński wyłączył bowiem do odrębnego postępowania sprawę pomocnictwa przy tym zabójstwie.
O ile w przypadku zorganizowanych grup przestępczych takie działania się zdarzają, o tyle w przypadku zabójstwa jest to absolutnie niestandardowe zachowanie. Według naszych informatorów Krupiński stworzył sobie w ten sposób "wehikuł", dzięki któremu, mimo zamknięcia śledztwa i złożenia do sądu aktu oskarżenia przeciwko Janczewskiemu, mógł dalej zbierać dowody jego winy.
W efekcie, równolegle do postępowania sądowego I instancji w sprawie zabójstwa Katarzyny Zowady, prokuratura nadal mogła realizować (w ramach śledztwa dot. pomocnictwa) postępowanie dowodowe: przesłuchiwać świadków, zlecać wykonanie opinii biegłym itd. A później zgromadzone w ten sposób dowody wykorzystywać przeciwko Janczewskiemu w sądzie I instancji.
Kiedy Janczewski został prawomocnie uniewinniony od zarzutu zabójstwa, prokuratura nie zamknęła śledztwa dotyczącego pomocnictwa. Co więcej, okazało się, że w kasacji prok. Krupiński wykorzystał zeznania świadka incognito (przesłuchanego przez innego prokuratora z małopolskiej PK Tomasza Dudka), złożone już po uniewinniającym wyroku Sądu Apelacyjnego , właśnie w ramach śledztwa dotyczącego pomocnictwa.
To było już o krok za daleko. Pełnomocnik Janczewskiego złożył w jego imieniu do Prokuratury Krajowej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prok. Krupińskiego. Podniósł w nim, że niedopuszczalne jest "tworzenie konstrukcji polegającej na równoległym i zastępczym gromadzeniu dowodów przeciwko osobie uniewinnionej, pod pozorem prowadzenia innego postępowania". Zdaniem adwokata takie działanie stanowi "obejście skutków prawomocnego orzeczenia sądowego".
Kluczowe punkty w postępowaniu © WP Mecenas Łukasz Chojniak zwrócił też uwagę na ludzki aspekt całej sytuacji. Argumentował, że prowadzenie dalszych czynności przez prokuraturę w tej sprawie "podtrzymuje i wzmacnia stygmatyzującą narrację o mordercy" wobec jego klienta i utrwala w nim poczucie, że organy ścigania stosują wobec niego działania "represyjne i odwetowe". To z kolei sprawia, że Robert Janczewski jest pozbawiony realnej możliwości powrotu do normalnego życia.
"Tego rodzaju stan permanentnej niepewności i presji, potęgowany świadomością, że pomimo prawomocnego rozstrzygnięcia nadal podejmowane są wobec niego czynności procesowe nakierowane na wykazanie rzekomej winy, prowadzi do dalszego naruszenia jego dóbr osobistych, pogłębienia poczucia krzywdy oraz eskalacji poczucia niesprawiedliwości" – czytamy w zawiadomieniu, do którego dotarła redakcja WP. Tym razem organy ścigania potraktowały sprawę dużo poważniej. Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, 28 kwietnia 2026 r. – w odpowiedzi na zawiadomienie złożone przez mec. Chojniaka – Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze wszczęła śledztwo w sprawie "przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego tj. prokuratora Prokuratury Krajowej", za co może grozić nawet 10 lat więzienia. Na tym etapie prowadzone jest postępowanie "w sprawie", a nie przeciwko konkretnemu prokuratorowi.
W lutym ruszył też proces o zadośćuczynienie dla Roberta Janczewskiego. Mężczyzna domaga się ponad 22,5 mln zł od Skarbu Państwa za wieloletni, niesłuszny pobyt w areszcie.
Mimo wysłania oficjalnych pytań nie otrzymaliśmy komentarza w tej sprawie ze strony prok. Piotra Krupińskiego ani innych przedstawicieli Prokuratury Krajowej.
Chcesz skontaktować się z autorem? Napisz: [email protected]
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości