RAK
    Pracował dla ludzi Putina, zatrudnił go instytut podległy polskiemu rządowi

    Pracował dla ludzi Putina, zatrudnił go instytut podległy polskiemu rządowi

    3534 odsłon
    Pracował dla ludzi Putina, zatrudnił go instytut podległy polskiemu rządowi

    W szwajcarskiej spółce Instytutu im. Witolda Pileckiego jako reprezentanta z prawem podpisywania dokumentów wybrano człowieka, którego firma administrowała luksusowymi willami ludzi z kręgu Putina. Dyrektorem zarządzającym został doradca, który karierę zrobił w TVP za rządów PiS.

    Osobą uprawnioną do podpisu w szwajcarskiej spółce Instytutu Pileckiego został Graziano Pedroja - prawnik, którego firmę śledztwo Pandora Papers powiązało z willami osób z otoczenia Kremla: byłego masażysty Putina Konstantina Gołoszczapowa i byłego rosyjskiego ministra energetyki Igora Jusufowa.

    Zarządcą spółki został Hubert Zamaro, dyrektor z TVP czasów Jacka Kurskiego. To on ustanowił Pedroję pełnomocnikiem i upoważnił go do podpisania umowy z własną firmą doradczą.

    Dyrektorka berlińskiego oddziału instytutu Hanna Radziejowska wprost przyznała, że o rosyjskich powiązaniach Pedroi dowiedzieli się od dziennikarza Wirtualnej Polski, zaraz potem powiadomili ABW.

    Rzeczniczka instytutu jednak zwlekała z odpowiedziami na nasze pytania i przesuwała termin ich przesłania. W tym czasie przychylną dla instytutu wersję wydarzeń opublikowała "Rzeczpospolita". Wynika z niej, że to sam instytut odkrył problem.

    To był jeden z bardziej bulwersujących wydatków za czasów PiS. W 2022 r. polski rząd kupił za ponad 120 mln zł Hotel Schwanen w szwajcarskim Rapperswilu . Na remont miało pójść kolejne kilkadziesiąt milionów. Obiekt trafił do Instytutu Pileckiego, który do zarządzania nim powołał specjalną spółkę w Szwajcarii.

    Konferencja PiS: Kaczyński odda order ale też potrzebuje pieniędzy

    Cztery lata później spółka jest pod lupą prokuratury. A do jej władz wpisano właśnie dwóch nowych ludzi: jednego z przeszłością w TVP Jacka Kurskiego; drugiego, za którym ciągną się rosyjskie powiązania ujawnione w aferze Pandora Papers.

    Miejsce dla Muzeum Polskiego

    Instytut Solidarności i Męstwa imienia Witolda Pileckiego, powołany przez rząd PiS, podległy ministrowi kultury, finansowany z budżetu, ma być narzędziem polskiej polityki historycznej - prowadzi badania, archiwizuje relacje świadków, przyznaje medale za ratowanie Polaków pod okupacją.

    Od stycznia 2022 r. Instytutem kierowała była wiceminister kultury Magdalena Gawin. Za jej kadencji Instytut ruszył z zagraniczną ekspansją. Jak ustaliło OKO.press, instytut dostał z ministerstwa co najmniej 155 mln zł na inwestycje. Gros poszło na zakup "zabytkowego kompleksu Schwanen".

    Hotel Schwanen - po niemiecku "Pod Łabędziem" - stoi nad samym brzegiem Jeziora Zuryskiego, kilka minut od rapperswilskiego zamku. 25 pokoi, 850 m kw. sal konferencyjnych, dwie restauracje, bar. Najstarsza część pamięta XIII wiek. Od 2016 r. pozostawał nieczynny. Właściciel sprzedał budynek pod jednym warunkiem: że obiekt zachowa funkcję hotelowo-restauracyjną.

    Polski rząd negocjował zakup przez półtora roku. Chodziło o siedzibę dla działającego w Szwajcarii od 1870 r. Muzeum Polskiego, które musiało opuścić swój dotychczasowy adres.

    Założyciel Muzeum Polskiego Władysław hr. Broel-Plater © materiały prasowe | mabpz.org Transakcję sfinalizowano pod koniec czerwca 2022 r. Cena według wyliczeń Instytutu Pileckiego wyniosła 27 mln franków - nieco ponad 125 mln zł.

    Rząd PiS ogłosił sukces. Wicepremier Piotr Gliński zapowiadał, że Muzeum Polskie przeniesie się do Schwanen i będzie odtąd współprowadzone przez państwo. Spółką, która w imieniu Polaków finalizowała transakcję - Pilecki-Institut (Schweiz) GmbH - kierował wówczas Wojciech Kozłowski, zastępca dyrektora Instytutu.

    Zmiana władzy. Hotel stoi pusty

    Pod koniec 2023 r. rząd PiS oddał władzę koalicji Donalda Tuska. Resort kultury przejęła najpierw Hanna Wróblewska, potem Marta Cienkowska z Polski 2050.

    Nowe kierownictwo ministerstwa wycofało się z zapisów listu intencyjnego z 2022 r. Przestrzeni w kompleksie Schwanen nie przeznaczono na stałą ekspozycję Muzeum Polskiego. Wycofano się też ze współprowadzenia samego muzeum. Instytucja działa dziś w szczątkowej skali w jednej z rapperswilskich kamienic, większość zbiorów gromadzi w magazynach. Gliński nazwał to "niebywałym skandalem i marnotrawstwem środków publicznych".

    A kompleks Schwanen? Cztery lata po zakupie działa w nim restauracja i bar, ale nieruchomość generuje straty. Jak informował niedawno tvn24.pl, opłaty za media pochłaniają rocznie średnio ok. pół miliona złotych.

    "Na obecnym etapie spółka podlega zaplanowanej reorganizacji. W ciągu najbliższych miesięcy przygotowane zostaną scenariusze stanowiące podstawę decyzji kierunkowych dotyczących dalszego funkcjonowania Spółki oraz obiektu Schwanen. Do czasu wypracowania tych scenariuszy i podjęcia decyzji kierunkowych Instytut Pileckiego nie przedstawia ustaleń co do planów wobec spółki i obiektu " - przekazała nam rzecznik instytutu Lukrecja Jaszewska.

    W maju 2025 r. "Rzeczpospolita" ujawniła, że Instytut Pileckiego - już pod nowym dyrektorem Krzysztofem Ruchniewiczem - sam zawiadomił Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Śledztwo z art. 296 k.k. dotyczy działania na szkodę Instytutu. To przepis o wyrządzeniu szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. Grozi za to do 10 lat więzienia. Zawiadomienie dotyczyło ponad 1,5 mln zł wydanych na obsługę prawną zakupu hotelu, którą podpisywał Wojciech Kozłowski. Wcześniej skarbówka zakwestionowała wykorzystanie 3 mln zł dotacji na zakup nieruchomości.

    To do tej spółki - z hotelem pod lupą prokuratury - wchodzą w czerwcu 2026 r. dwaj nowi ludzie.

    Nowi ludzie w Rapperswilu

    2 czerwca 2026 r. odbyło się nadzwyczajne zgromadzenie wspólnika spółki Pilecki-Institut. Z protokołu, do którego dotarła Wirtualna Polska, wynika, że zgromadzenie otworzył i przewodniczył mu Hubert Grzegorz Zamaro - jako przedstawiciel jedynego wspólnika, czyli Instytutu Pileckiego posiadającego 100 proc. udziałów.

    Co poddał pod głosowanie? Po kolei:

    · odwołanie dotychczasowego zarządu - Wojciecha Kozłowskiego i Moniki Jurgo,

    · powołanie samego siebie na zarządcę (Geschäftsführer) z prawem samodzielnego podpisu,

    · powołanie Graziano Pedroi na osobę uprawnioną do składania podpisu w imieniu spółki,

    · upoważnienie siebie do podpisania umów z firmami Juris Treuhand AG i Juris Finanz AG (to podmioty prowadzone przez Pedroję),

    · upoważnienie Pedroi do podpisania w imieniu spółki umowy z firmą Hubert Zamaro Management Advisory.

    Siedem dni później, 9 czerwca, zmiany trafiły do szwajcarskiego rejestru handlowego.

    Kim są nowi ludzie w polskiej posiadłości w Szwajcarii? Hubert Zamaro to menedżer finansowy, który dyrektorską karierę zrobił w Telewizji Polskiej za rządów PiS. Związany z TVP od 2008 r., przeszedł całą drabinę: od specjalisty, przez kierownika działu strategii i restrukturyzacji, po zastępcę dyrektora biura kontrolingu. Zastępcą dyrektora został w 2017 r. - za prezesury Jacka Kurskiego. We wrześniu 2022 r. zarząd kierowany przez Mateusza Matyszkowicza powołał go na p.o. dyrektora ośrodka inwestycji i transportu TVP. Odpowiadał za budżet inwestycyjny ponad 300 mln zł rocznie i nadzorował m.in. budowę hali zdjęciowej przy Woronicza.

    Po zmianie władzy 27 grudnia 2023 r. nowy minister kultury postawił TVP w stan likwidacji. Ruszyła fala cięć. Stanowiska dyrektorskie w centrali nadawcy redukowano etapami - z 33 pod koniec grudnia 2023 r. do 26 rok później. W jednej z tych rund zlikwidowano stanowisko, które zajmował Zamaro: zastępcy dyrektora ds. restrukturyzacji w biurze kontrolingu i restrukturyzacji. Z telewizją rozstał się w maju 2025 r. - po 17 latach.

    W kwietniu 2026 r. założył własną firmę - Hubert Zamaro Management Advisory. Dwa miesiące później przewodniczył już zgromadzeniu, które uczyniło go zarządcą spółki Instytutu. Skąd dyrektor z TVP z czasów Jacka Kurskiego wziął się w szwajcarskiej spółce podległej rządowemu instytutowi? Jak tłumaczy Wirtualnej Polsce Hanna Radziejowska, dyrektorka oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie, zaangażowana w zmiany w szwajcarskim podmiocie, Zamaro został wybrany, bo znał się na zarządzaniu spółkami i "potrafił ogarnąć papierologię". Znała go instytutowa prawniczka, a zaproponowała osoba z zewnątrz.

    O tym, że Zamaro robił karierę w TVP Kurskiego, Radziejowska dowiedziała się od nas. Ale nie tylko o tym.

    Drugą osobą wpisaną do rejestru spółki jest Graziano Pedroja, szwajcarski prawnik. Zgodnie z tamtejszym prawem spółka musi mieć przedstawiciela z miejscem zamieszkania w Szwajcarii. Od 2015 r. cudzoziemcy prowadzący szwajcarską spółkę, którzy sami tam nie mieszkają, potrzebują takiej osoby na miejscu - kogoś, kogo da się fizycznie dosięgnąć, kto ma dostęp do księgi udziałów i rejestru beneficjentów. W mniejszych firmach rolę tę zwykle przejmuje powiernik. To standardowa, legalna usługa rynkowa.

    Jedyny zarządca spółki, Hubert Zamaro, mieszka w Warszawie. Na miejscu reprezentuje go więc Pedroja, który może działać samodzielnie i sam zaciągać zobowiązania w imieniu spółki.

    Pedroja i rosyjskie powiązania

    Graziano Pedroja to jednocześnie prezes firmy Juris Treuhand AG i wieloletni konsul honorowy Litwy. Jego działalność w 2021 r. opisali dziennikarze Organized Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP), zajmujący się dziennikarstwem śledczym. Według informacji OCCRP Pedroja pełnił funkcje w 76 szwajcarskich spółkach, a w przeszłości zasiadał w organach kolejnych 183.

    W październiku 2021 r. jego nazwisko pojawiło się w śledztwie Pandora Papers - wycieku blisko 12 mln dokumentów z rajów podatkowych , opracowanym przez konsorcjum International Consortium of Investigative Journalists (Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych - ICIJ) wspólnie z OCCRP, chorwackim ośrodkiem Oštro i litewską Sieną.

    Sprawa dotyczyła kompleksu luksusowych willi "Katino" na chorwackiej wyspie Šipan. Miejscowi nazywają go "kod Rusa" - u Rosjan. Z ustaleń OCCRP wynika, że:

    Willę kupiła w 2009 r. za 4 mln euro chorwacka spółka Mikado, założona przez Konstantina Gołoszczapowa - obywatela rosyjsko-chorwackiego, w mediach opisywanego jako były masażysta Putina.

    Inwestycję sfinansowano pożyczkami na ok. 37,5 mln euro. Większość długu przejęła panamska Cadram Holding, której beneficjentem rzeczywistym był - według dokumentów z 2014 r. - Igor Jusufow , były rosyjski minister energetyki, członek rad nadzorczych Gazpromu i Rosnieftu.

    W listopadzie 2014 r. 90 proc. udziałów w Mikado kupiła szwajcarska spółka Realty Investments AG . Cena: 20 tys. dolarów. Wartość samej nieruchomości szacowano wtedy na 31 mln euro.

    W 2016 r. Gołoszczapow sprzedał Realty Investments pozostałe 10 proc. udziałów. Za 267 euro.

    Człowiekiem do podpisu w Realty Investments - "authorized officer" - był Graziano Pedroja.

    OCCRP opisał go wprost jako prawdopodobnego figuranta, słupa dla Rosjan . Zapytany, kto jest rzeczywistym właścicielem i czy zna Jusufowa oraz Gołoszczapowa, Pedroja odmówił odpowiedzi. "Nie ujawniam żadnych informacji. To moja sprawa" - odpowiedział dziennikarzom.

    Masażysta Putina

    Kim są ci Rosjanie, których nazwisk Pedroja nie chciał ani potwierdzić, ani zaprzeczyć?

    Pierwszy to Konstantin Gołoszczapow . Rosyjskie i niezależne media - od OCCRP po Novaya Gazeta Europe - opisują go jako przed laty osobistego masażystę Putina. Mieli się poznać w Petersburgu jeszcze przed dojściem Putina do władzy. Jedni piszą o wspólnych treningach judo, inni o masażach, którymi Gołoszczapow miał leczyć kontuzje pleców przyszłego prezydenta. W kremlowskim otoczeniu zyskał przydomek "Padre" (ojciec) - był gorliwym prawosławnym. Przez lata pozostawał w cieniu, skrupulatnie ukrywając majątek.

    Ma obywatelstwo rosyjskie i chorwackie, nieruchomości we Włoszech, Chorwacji i Finlandii. W 2018 r. poprosił dziennikarzy, by "przestali się nim interesować". Jesienią 2022 r. wyjechał z Rosji przez Białoruś - tuż przed śledztwem w sprawie defraudacji w petersburskim Wodokanale. Kilka dni później zmarł jego 29-letni syn. Według Novaya Gazeta Europe Gołoszczapow jako jeden z nielicznych z bliskiego otoczenia Putina uniknął zachodnich sankcji. To on w 2004 r. założył spółkę Mikado - nazwaną od pierwszych liter imion jego i bliskich.

    Drugi to Igor Jusufow . Minister energetyki Rosji w latach 2001–2004, mianowany przez Putina. W latach 2002–2004 przewodniczył radzie nadzorczej Rosnieftu, do 2013 r. zasiadał w radzie Gazpromu, a potem jako specjalny wysłannik prezydenta ds. energetyki reprezentował Rosję wobec światowych koncernów. Od 2011 r. prowadzi prywatny fundusz inwestycyjny Fund Energy. Forbes szacował jego majątek na ok. 850 mln dolarów; jego syn Vitalij kupił w Kalifornii rezydencję za 72 mln dolarów.

    Baza OpenSanctions opisuje Jusufowa jako oligarchę powiązanego z Dmitrijem Miedwiediewem i odnotowuje obejmujące go sankcje - m.in. ukraińskie i kanadyjskie. I to właśnie jego - według certyfikatu udziałowego z 2014 r. - dokumenty Pandora Papers wskazują jako beneficjenta rzeczywistego panamskiej Cadram Holding, spółki, od której firma Pedroi kupiła wille na Šipanie za 20 tys. dolarów.

    Pedroja nie figuruje na żadnej liście sankcyjnej. Jego powiązania z rosyjską elitą są pośrednie - przez spółki i nieruchomości. Ale to jego firma stała się właścicielem willi powiązanych z otoczeniem Kremla. On sam nie chciał odpowiedzieć, w czyim imieniu działał.

    Teraz trafił do spółki imienia Witolda Pileckiego.

    "Narastające rozbieżności"

    Rzeczniczka prasowa Instytutu Pileckiego Lukrecja Jaszewska przekazała nam, że decyzję o wymianie zarządu na początku czerwca podjęto "w wyniku narastających rozbieżności" oraz "działań podejmowanych wbrew wskazówkom właściciela". Wskazuje m.in. zbyt wysoką kosztochłonność spółki, braki w ładzie korporacyjnym i udzielenie bez zgody właściciela zgód podmiotom trzecim na posługiwanie się nazwą "Schwanen". Pod tym ostatnim stwierdzeniem kryje się fakt, że poprzedni zarząd podpisał na kilka miesięcy umowę na prowadzenie w hotelu baru .

    W sprawie Pedroi według rzeczniczki spółka podjęła współpracę z kancelarią powierniczą "wybraną w ramach postępowania ofertowego". To ta kancelaria miała "wyznaczyć" Pedroję, który został wpisany "wyłącznie jako osoba uprawniona do podpisu", bez funkcji w zarządzie i - tu kluczowe zdanie - "bez wpływu na operacyjne zarządzanie spółką".

    Po wysłaniu pierwszych pytań rzeczniczka przez tydzień zwlekała z udzieleniem odpowiedzi dotyczących Pedroi. Okazuje się, że w tym czasie trwały zmiany w szwajcarskiej spółce Instytutu. W piątek 19 czerwca zostaliśmy poinformowani, że "na prośbę Instytutu p. Pedroja został zastąpiony przez p. Markusa Hägi i nie jest już uprawniony do podpisu". Zmiana ma się niebawem pojawić w rejestrze.

    Wątpliwości nie zniknęły

    Z relacji Hanny Radziejowskiej, dyrektorki oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie, wynika, że to Hubert Zamaro odpowiada za wybór Graziano Pedroi i jego firmy do obsługi szwajcarskiej firmy Instytutu Pileckiego.

    Zamaro miał rozpisać zapytanie ofertowe na obsługę spółki. Wpłynęło osiem ofert. Wybrano firmę z grupy Juris, zarządzaną przez Pedroję.

    Radziejowska mówi nam wprost: o rosyjskich powiązaniach Pedroi instytut dowiedział się od Wirtualnej Polski. Dopiero po naszych pytaniach zaczęto badać przeszłość szwajcarskiego prawnika. Reakcja - według Radziejowskiej - była natychmiastowa: Pedroję zastąpiono innym prawnikiem, a sprawę zgłoszono do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Radziejowska podziękowała nam za odkrycie tych powiązań.

    Urzędniczka nie ukrywa, że popełniono błąd. Umieszcza go jednak w szerszym kontekście.

    • Rosjanie czy Białorusini próbują się dostać do różnych polskich ośrodków, do ważnych instytucji. Polska, w odróżnieniu od np. krajów skandynawskich, nie ma na to systemowych procedur. Stąd wniosek na przyszłość: trzeba wszystko sprawdzać trzydzieści razy - mówi Wirtualnej Polsce. Szkopuł w tym, że następca Pedroi Markus Hägi pochodzi z tej samej firmy . Ze szwajcarskiego rejestru wynika, że Hägi jest osobą uprawnioną do podpisu (Zeichnungsberechtigter) w spółce Juris Services AG z Zug. Prezesem zarządu Juris Services AG jest Graziano Pedroja. To ten sam adres - Industriestrasse 47 w Zug - i ta sama grupa "Juris", co Juris Treuhand AG, firma, z którą spółka Instytutu zawarła umowy powiernicze.

    Na razie w szwajcarskim rejestrze przy spółce Instytutu Pileckiego widnieje wciąż Graziano Pedroja. Za to na początku czerwca powstała nowa firma, gdzie działają razem: Pedroja i Hägi.

    Inna wersja dla innej redakcji

    Pierwszego maila z pytaniami w tej sprawie wysłaliśmy do Instytutu Pileckiego 15 czerwca. Początkowo rzeczniczka Lukrecja Jaszewska na pytanie o skład władz spółki w Szwajcarii nie wskazała nam Graziano Pedroi. Dopiero po kolejnych pytaniach potwierdziła jego powołanie. Po dalszych ponagleniach w środę otrzymaliśmy zapewnienie: "odpowiedzi na wszystkie pytania, które otrzymałam od pana w ostatnich dniach postaram się przesłać do końca tygodnia, najpóźniej w poniedziałek".

    Tymczasem w czwartek w "Rzeczpospolitej" ukazał się tekst na temat zmian w szwajcarskiej spółce. P.o. dyrektora Instytutu Karol Madaj przedstawia w nim instytut jako podmiot, który sam wykrył problem. - Po opublikowaniu danych w szwajcarskim KRS podjęliśmy się ponownie sprawdzenia podmiotów, z którymi Instytut podjął współpracę w Szwajcarii - mówi "Rz". Ktoś w instytucie miał wtedy "zwrócić uwagę na artykuł prasowy", z którego wynikało, że Pedroja mógł w przeszłości prowadzić transakcje z podmiotami rosyjskimi.

    Po tej publikacji rzeczniczka Instytutu zdecydowała się również Wirtualnej Polsce przekazać analogiczne wyjaśnienia.

    Sam Graziano Pedroja przesłał "Rzeczpospolitej" szerokie oświadczenie. Napisał m.in., że pochodzenie, narodowość czy wyznanie klienta nigdy nie wpływały na jego pracę , że stosuje wymogi przeciwdziałania praniu pieniędzy i sankcji, a kolejne kontrole regulacyjne przechodził bez zastrzeżeń. W tekście czytamy też obszernie o tym, że Instytut Pileckiego w Berlinie był na celowniku obcych służb i odpierał ataki rosyjskie i białoruskie.

    Hubert Zamaro w odpowiedzi na pytania Wirtualnej Polski zapewnia, że w chwili powoływania Graziano Pedroi nie wiedział o jego rosyjskich powiązaniach. "W chwili powoływania p. Pedroi nie były mi znane żadne informacje ani fragmenty informacji związane z publikacją OCCRP i Pandora Papers opisujące te powiązania. Po poznaniu tych informacji niezwłocznie zostały podjęte działania zaradcze" - odpisał nam Zamaro. Nie dodaje, że działania polegają na powołaniu do spółki podwładnego Pedroi.

    Graziano Pedroja nie odpowiedział na pytania zadane przez Wirtualną Polskę.

    Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.

    Dziennikarz Magazynu Wirtualnej Polski, laureat wielu nagród dziennikarskich. Specjalizuje się w dziennikarstwie śledczym dotyczącym korupcji, przestępczości zorganizowanej oraz nadużyć władzy. Autor głośnych materiałów odsłaniających afery polityczne i gospodarcze. Ceniony za odwagę, precyzję i skuteczność w ujawnianiu patologii.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era