Po pożarze naczepy ciężarówki na drodze ekspresowej S12 pod Lublinem trasa w kierunku miasta została w czwartek całkowicie zablokowana na wiele godzin. Utworzył się gigantyczny zator, w którym auta utknęły na kilka godzin - informuje serwis spottedlublin.pl. Pasażerowie musieli zmagać się z wysoką temperaturą, która sięgała 30 st. C.
Najważniejsze informacje:
Do pożaru naczepy ciężarówki doszło w czwartek ok. godz. 17 na wysokości miejscowości Panieńszczyzna. Kierowcy utknęli przed węzłem Lublin Sławinek.
Wyznaczono objazd w kierunku Lublina przez węzeł Jastków.
W rejonie Sieprawic część kierowców samowolnie otworzyła przejazd awaryjny. Niektórzy próbowali wydostać się, wykorzystując korytarz życia.
Policjanci rozpoczęli kontrolowane wycofywanie pojazdów krótko przed godz. 18.30, ale na miejscu pojawił się chaos i dezorientacja kierowców.
Po popołudniowym pożarze naczepy samochodu ciężarowego na S12 pod Lublinem setki kierowców utknęły w wielokilometrowym zatorze. Zanim policja rozpoczęła kontrolowaną ewakuację uwięzionych pojazdów doszło do wielu niebezpiecznych sytuacji.
Wstrząsające nagranie z Częstochowy. W aucie dwóch nastolatków
Jak długo potrwa blokada S12 pod Lublinem?
Do zdarzenia doszło na wysokości miejscowości Panieńszczyzna. Przez pierwsze godziny od wybuchu ognia podróżni nie mieli realnej możliwości zawrócenia. Korek utworzył się przed węzłem Lublin Sławinek, a stojące w nim auta zostały praktycznie "odcięte" od świata.
Sytuację dodatkowo komplikowały warunki pogodowe. Temperatura przekraczała 30 st. C w cieniu, a dla osób czekających w nagrzanych pojazdach, czasem bez klimatyzacji, bez wody, oznaczało to istotny dyskomfort i ryzyko dla zdrowia - informuje Spotted Lublin.
Wraz z upływem czasu rosła frustracja osób uwięzionych w korku . Jak przekazał serwisowi Spotted Lublin Punkt Informacji Drogowej w Lublinie, część kierowców postanowiła działać na własną rękę, co doprowadziło do niebezpiecznych sytuacji na drodze ekspresowej.
Chaos podczas interwencji policji
W rejonie miejscowości Sieprawice został samowolnie otwarty przejazd awaryjny , co na drogach ekspresowych jest zakazane. Część osób próbowała opuścić zator, wykorzystując wcześniej utworzony korytarz życia - po prostu jechały za pojazdami służb.
Napiętą sytuację ostatecznie przerwała interwencja policji , która krótko przed godz. 18.30 rozpoczęła procedurę kontrolowanego rozładowywania zatoru. "Wszystkie pojazdy, które stały uwięzione na zablokowanym fragmencie za węzłem Jastków, miały zostać pod ścisłym nadzorem i eskortą funkcjonariuszy wycofane w bezpiecznym kierunku" - informuje serwis.
Jednak, jak wynika z relacji kierowców, operacja nie przebiegała sprawnie. Zapanował spory chaos, bo kierowcy nie wiedzieli, jak mają się przemieszczać.
Dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem w mediach ogólnopolskich, od 2014 roku związana z redakcją Wirtualnej Polski. Odpowiada za przygotowanie treści z kraju i ze świata, relacjonując bieżące wydarzenia oraz rozmawiając z politykami i ekspertami.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości