
0:00
Polscy ginekolodzy wciąż skrobią kobiety metalowymi łyżkami, choć świat od lat ma metodę bezpieczniejszą, tańszą i mniej inwazyjną. Aspiracja próżniowa – standard rekomendowany przez WHO i FIGO – w wielu szpitalach nie istnieje. W czym problem? Spoiler: nie chodzi o pieniądze.
Oliwia Gęsiarz
Polska ginekologia łyżką stoi. Łyżeczkowanie (abrazja) jamy macicy jest w naszym kraju nieodłącznym elementem zarówno porodów, jak i szpitalnych poronień czy (nadal nielicznych) aborcji.
Macica ma być czysta, pusta i nieskazitelna — najlepiej jak najszybciej. Ginekolodzy i ginekolożki zdają się nie zauważać bezpiecznej, rekomendowanej przez światowe autorytety alternatywy, jaką jest aspiracja próżniowa .
Powodów tej sytuacji jest wiele — zarówno mniej, jak i bardziej naciąganych. Część lekarzy twierdzi, że musi minąć trochę czasu, zanim nastąpią zmiany. Problem w tym, że aspiracja próżniowa istnieje od połowy XX wieku i w wielu krajach z powodzeniem zastępuje praktykowane wcześniej łyżeczkowanie.
Niektórzy uważają, że to kwestia finansów. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W majowym materiale TVN24 autorki przytoczyły kwotę 4 tysięcy złotych jako średnią cenę sprzętu potrzebnego do wykonania aspiracji. Tyle tylko, że i to nie jest pełna prawda. O ile zasilana prądem pompa rzeczywiście może być drogim sprzętem, o tyle manualny, bezpieczny aspirator można kupić już za kilka złotych.
Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu podkreśla, że sprzęt potrzebny do aspiracji próżniowej jest bardzo tani i prosty w obsłudze: „Są dwie metody: podłączane do prądu pompy aspiracyjne oraz aspiratory manualne. Te drugie kosztują około dwóch dolarów. Gdyby wszystkie szpitale miały na stanie takie rurki, nie obciążyłoby to ich budżetów, a zmieniłoby wiele w poziomie opieki.
Problem w tym, że personel medyczny nadal nie postrzega aborcji jako zabiegu z zakresu ochrony zdrowia. Z kolei poronienia, w których również aspiratory mogą być przydatne, są w oczach lekarzy sytuacjami, w których kobiety powinny »jakoś sobie poradzić«”.
Jeżeli jednak szpitale utrzymują, że problem stanowi brak sprzętu, rozwiązanie jest dostępne na wyciągnięcie ręki. Broniarczyk podkreśla, że
Aborcyjny Dream Team jest w stanie przekazać aspiratory chętnym do działania placówkom: „Jako pierwszy dostał je lekarz z Małopolski. Bardzo się cieszył i wiemy, że ich używa. Ostatnio wysłałyśmy pompy na Mazury. To była bardzo wzruszająca sytuacja, bo lekarka napisała, że umówiła się z koleżanką-położną, że będą z nich korzystać podczas wspólnych dyżurów. To dodatkowo ukazuje problemy pojawiające się w szpitalnych hierarchiach. Młode lekarki, lekarze, położne czy pielęgniarki wiedzą, że można działać inaczej, ale »góra« jest problemem”.
Ginekolodzy pod dyktando skrajnej prawicy?
Problematyczną kwestią jest również połączenie braku wiedzy i uprzedzeń. Aspiracja próżniowa bywa przedstawiana — zarówno przez środowiska antyaborcyjne, jak i prawicowych polityków i polityczki — jako metoda zabijania dzieci.
Efektem tych działań jest nie tylko brak realnego dostępu do bezpiecznej, zgodnej z rekomendacjami aborcji zabiegowej tam, gdzie metoda farmakologiczna nie może zostać zastosowana, ale również trudność w dostępie do aspiracyjnego opróżnienia jamy macicy po poronieniu, czy — w wybranych sytuacjach — również po porodzie.
Łyżeczkowanie polega na opróżnieniu jamy macicy przy pomocy metalowej chirurgicznej łyżki. To stosunkowo inwazyjna metoda. Jej powikłaniem może być m.in. wystąpienie Zespołu Ashermana (schorzenia polegającego na powstawaniu blizn i zrostów wewnątrz macicy), krwotok, infekcja czy perforacja macicy.
Aspiracja próżniowa to natomiast sprawdzona, bezpieczniejsza, mniej inwazyjna procedura. Polega ona na opróżnieniu jamy macicy z wykorzystaniem podciśnienia, które pozwala sprawnie usunąć jej zawartość przez cienką rurkę.
Wielu polskich ginekologów nie wykonuje aspiracji, bo po prostu nie umie tego robić. Nigdy w swoim życiu zawodowym nie mieli sprzętu do zabiegu próżniowego w dłoniach. Nikt nie pokazał im, jak z niego korzystać. Uczono ich natomiast łyżeczkowania — po porodzie, w ramach aborcji czy zaledwie kilka dni po stwierdzeniu, że ciąża samoistnie przestała się rozwijać.