RAK
    NBA: To nie Celtics rozdawali karty? Kulisy transferu Jaylena Browna

    NBA: To nie Celtics rozdawali karty? Kulisy transferu Jaylena Browna

    2497 odsłon
    NBA: To nie Celtics rozdawali karty? Kulisy transferu Jaylena Browna

    fot. YouTube

    Szokujący transfer Jaylena Browna do Philadelphia 76ers wciąż odbija się szerokim echem w świecie NBA, ale nowe doniesienia rzucają zupełnie inne światło na okoliczności tej transakcji. Choć oficjalnie mówiło się o strategicznych decyzjach zarządu Boston Celtics, kulisy zdradzają, że to sam zawodnik mógł pociągać za sznurki, skutecznie sabotując własną wartość rynkową, by trafić do wybranego przez siebie celu. Dla wielu obserwatorów pakiet, jaki ekipa z Massachusetts dostała w zamian – 36-letni Paul George oraz wybory w drafcie – jest rozczarowujący, jednak bostońska organizacja mogła mieć w tej kwestii związane ręce.

    Kluczowe informacje w tej sprawie przekazał ceniony analityk, Zach Lowe , który na antenie swojego podcastu ujawnił, że Jaylen Brown i jego obóz podjęli proaktywne działania, by zniechęcić potencjalnych kupców. Według raportu, zawodnik miał bezpośrednio lub pośrednio informować zainteresowane kluby, że nie zamierza dla nich grać, co drastycznie zawęziło pole manewru bostońskich działaczy.

    – Myślę, że przynajmniej jeden lub dwa inne kluby były zainteresowane Jaylenem Brownem, jednak doszły do nich sygnały, że sam zawodnik nie chce do nich trafić, więc prawdopodobnie wycofały się z rywalizacji o jego pozyskanie. Myślę, że w Bostonie wyczuto, że krąg się zacieśnia – opisał tę sytuację Lowe , a wśród zespołów, które miały usłyszeć „nie” , wymienia się między innymi Portland Trail Blazers .

    Strategia ta okazała się niezwykle skuteczna – rynek, na którym Boston Celtics początkowo oczekiwali nawet pięciu wyborów w pierwszej rundzie draftu, nagle opustoszał, zmuszając Brada Stevensa do szybkiego zaakceptowania jedynej konkretnej oferty od rywala z tej samej konferencji.

    Choć sportowe motywy transferu mogą wydawać się kontrowersyjne, finanse Bostonu nie pozostawiały złudzeń. Klub musiał mierzyć się się z brutalną rzeczywistością nowego układu zbiorowego pracy (CBA), w którym duet Brown – Jayson Tatum wkrótce pochłaniałby 70% całego budżetu płacowego drużyny. W dodatku, mimo że nowy nabytek Philadelphia 76ers ma za sobą statystycznie najlepszy sezon w karierze, w którym notował średnio 28,7 punktu i 5,1 asysty , analitycy wskazali na interesujący paradoks – Celtics w ostatnich latach statystycznie radzili sobie lepiej, gdy Brown siedział na ławce rezerwowych.

    Zresztą sam zawodnik przez lata czuł się niedoceniany, a czarę goryczy mogły przelać niedawne próby przehandlowania go za Giannisa Antetokounmpo . Poczucie braku należytego szacunku stało się paliwem dla narracji, w której 29-latek postanowił przejąć kontrolę nad swoją przyszłością, nawet jeśli oznaczało to osłabienie pozycji negocjacyjnej klubu, z którym zdobył mistrzostwo.

    Dla kibiców z Bostonu i okolic najbardziej bolesny jest jednak koniec dziewięcioletniej współpracy Browna z Tatumem . Po długim milczeniu skrzydłowy ostatecznie pożegnał kolegę emocjonalnym wpisem , dziękując mu za wspólną drogę od porażek w pierwszej rundzie po upragniony pierścień.

    – To trudne. Ale sprawia, że doceniasz chwile i czas, który spędziliśmy razem. Oczywiście skończyło się to gwałtownie, ale to nie znaczy, że nie odnieśliśmy wielkiego sukcesu – stwierdził Jayson , cytowany przez Noę Dalzell . Także przywoływany już Brad Stevens , pełniący funkcję dyrektora operacyjnego, przyznał otwarcie , że oddanie Browna akurat do Filadelfii nie było szczytem marzeń.

    – Szczerze mówiąc, gdyby dokładnie taka sama oferta pochodziła od drużyny z Konferencji Zachodniej, to prawdopodobnie właśnie ją byśmy przyjęli. Ale w praktyce to tak nie działa – wyznał, sugerując, że presja czasu i brak innych opcji podyktowały warunki gry.

    Teraz Jaylen Brown przenosi swoje talenty do rywala zza miedzy, a NBA z zapartym tchem czeka na pierwszy pojedynek zawodnika, który udowodnił, że potrafi być równie skuteczny na parkiecie, jak i w gabinetach menedżerskich. Teraz pozostaje już tylko jedno pytanie – jak zostanie przyjęty w TD Garden , gdy po raz pierwszy wróci tam w koszulce Sixers ?

    Wspieraj PROBASKET

    Czytaj cały artykuł u źródła — PROBASKET

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era