RAK
    Rząd nie ograniczy Airbnb. Samorządy bez wpływu na wynajem krótkoterminowy

    Rząd nie ograniczy Airbnb. Samorządy bez wpływu na wynajem krótkoterminowy

    3058 odsłon
    Rząd nie ograniczy Airbnb. Samorządy bez wpływu na wynajem krótkoterminowy

    Co prawda cały rynek to 1 proc. wszystkich mieszkań , ale w centrach turystycznych miast – nawet kilkanaście. Zwykli ludzie kupując mieszkanie, często na kredyt, nie mają gwarancji, że na piętrze co czwarty lokal nie okaże się „hotelem”. Z wszystkimi tego konsekwencjami: hałasem, wyższymi kosztami za sprzątanie i nieustannie zmieniającymi się lokatorami, z których niektórzy potrafią być kłopotliwi dla sąsiadów.

    Czy prawo własności zawsze jest nadrzędne

    Rozwiązaniem problemu zajęło się Ministerstwo Sportu i Turystyki podległe Jakubowi Rutnickiemu (KO), a twarzą projektu został wiceminister Ireneusz Raś (PSL). Mimo pierwotnych planów, które miały dać samorządom realne narzędzia do kontrolowania tego quasihotelowego rynku, np. poprzez ograniczanie takiej działalności w niektórych szczególnie zagrożonych dzielnicach – zrodził się na koniec mocno okrojony dokument, który ma być po wakacjach poddany pod głosowanie.

    Ustawie wybito zęby na tydzień przed złożeniem w Sejmie ostatecznej wersji. KO i PSL postawiły – co podkreślali w wywiadach ministrowie Raś i Rutnicki – na prawo własności i swobodnego dysponowania majątkiem osób inwestujących w podobny biznes. To wbrew tendencjom w państwach Europy, gdzie uznano, że równie ważne jest prawo do spokoju stałych mieszkańców.

    Będą protesty. Czy rząd się cofnie

    Rządowa ustawa zawiera przepisy, które pomogą zlikwidować szarą strefę (działa w niej ok. 30 proc. rynku), bo zobowiążą ludzi prowadzących działalność w stylu airbnb do rejestrowania się w centralnej bazie i poddawania administracyjnym kontrolom i karom. Goście mają obowiązek przestrzegania ciszy nocnej (choć obowiązuje to wszystkich mieszkańców), a lokal ma mieć wewnętrzny regulamin.

    Nie ma natomiast obowiązku spełniania ostrzejszych przepisów przeciwpożarowych, choćby montowania czujników dymu.

    Już wiadomo, że skala protestów nie pozwoli rządowi na łatwe uchwalenie ustawy. W koalicji „za” są tylko KO i PSL, Nowa Lewica zaś i Polska 2050 – są skrajnie przeciwne i opowiadają się za prawem określającym limity dni w roku na krótki wynajem, oraz przekazującym uprawnienia do podejmowania decyzji nie tylko samorządom, również spółdzielniom i wspólnotom.

    Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz uważa wręcz, że dokument resortu sportu to „najgorsza ustawa, jaka wyszła z rządu”, napisana pod wpływem lobbystów, i że jej partia zgłosi poprawki „dające ludziom prawo do decydowania, czy mają hotel/burdel za ścianą”.

    To skrajnie radykalna wypowiedź. Uderza w godność osób, które z dużym trudem nabyły mieszkanie, by sobie dorobić. Zdecydowana większość z nich wynajmuje mieszkania na długie okresy (rodzinom czy też studentom), część z nich jednak zdecydowała się na bardziej opłacalną, ale też trudniejszą, bo wymagająca stałej aktywności, działalność w obszarze airbnb.

    Czyje interesy reprezentują posłowie

    Istnieje zarazem duża grupa prywatnych inwestorów, w tym również posłów (z wszystkich stron sceny), firm, funduszy czy też deweloperów, którzy lokują pieniądze w liczne mieszkania, szczególnie w Warszawie , Krakowie, Wrocławiu , Trójmieście i w nadmorskich kurortach.

    To się przekłada na dziesiątki tysięcy codziennych ofert, które co prawda obniżają koszty pobytu turysty w porównaniu z hotelami, ale też wpływają na komfort życia stałych lokatorów i mocno podnoszą ceny za metr oraz czynsze za wynajem w atrakcyjnych dzielnicach. Wywołują też powolny proces opuszczania niektórych dzielnic przez autochtonów.

    W samym Krakowie takich ofert jest codziennie ponad 10 tys. W całym kraju, według danych Eurostatu za rok 2024, zarejestrowano ponad 39 mln krótkoterminowych pobytów – to więcej niż mieszkańców Polski. Większość z kilkunastu tysięcy polskich inwestorów w rynek airbnb ma cztery i więcej mieszkań.

    Ta ustawa to paliwo dla opozycji

    Rynek usług oferowanych poprzez pośrednictwo platform internetowych (firma Airbnb oficjalnie lobbowała za złagodzeniem pierwotnego projektu rządu) rośnie dziś w Polsce niemal najszybciej w Europie . Nie dobiliśmy co prawda do średniej unijnej (to 163 pobyty w roku na 1000 mieszkańców, przy unijnej średniej 190), ale punktowo, zwłaszcza w dużych miastach i kurortach, rynek wymyka się spod kontroli.

    Rząd musi wiedzieć, że w takich ośrodkach jak Warszawa, Gdańsk czy Kraków (gdzie jesienią odbędą się wybory na prezydenta), ustawa rządu to gol samobójczy. Uderza w wielkomiejski elektorat, daje broń do ręki opozycji, i sprawia wrażenie, że władzom nie zależy na zatrzymaniu wzrostu cen mieszkań i na komforcie życia wyborców, ale na prawach inwestorów.

    Tymczasem w wielu innych krajach ludzie posiadający mieszkania muszą po prostu zamienić wynajem hotelowy na długoterminowy. Mają więc prawo nadal osiągać zyski, a jeśli chcą prowadzić hotel, muszą go zbudować i zatrudnić ludzi do obsługi. Politycy także.

    Jak to się robi w Europie

    Władze państw UE, również miast, starają się znaleźć balans między potrzebami mieszkańców i turystów. W Paryżu nie można prowadzić krótkiego najmu przez okres dłuższy niż 120 dni w roku, w Wiedniu i Londynie jest to 90 dni, w Amsterdamie 60.

    Barcelona w ciągu dwóch najbliższych lat zlikwiduje 10 tys. licencji, a w całym kraju po wprowadzeniu surowszych przepisów, w ub. roku znikło 12 proc. ofert. Nic dziwnego, gdyż wspólnoty mieszkaniowe mogą zlikwidować airbnb większością 3/5 głosów. Podobne prawa (czasem wystarczy 2/3 głosów) mają też zagrożone wspólnoty m.in. w Belgii, Chorwacji, Danii, Francji, Grecji, Słowenii i Szwecji.

    Radykalny ruch podjęto w Budapeszcie, gdzie w dzielnicy Terézváros zlikwidowano najem krótkoterminowy, a całą działalność mocniej opodatkowano. W Niemczech, gdzie takie kwestie regulują poszczególne landy oraz samorządy, surowe ograniczenia wprowadzono m.in. w Hamburgu, Frankfurcie, Monachium czy Berlinie . Tam większość ofert airbnb wróciła na rynek długiego najmu.

    „Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny. 30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy. Wspólnota, która myśli samodzielnie.

    Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego

    Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    TP Online: dostęp roczny online

    Inne artykuły tego autora

    Czytaj cały artykuł u źródła — Tygodnik Powszechny

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era