
Rodzice rzucili się na korepetycje. Są firmy, w których nie ma już miejsc na nowy rok szkolny. - Niektórzy zapisują dzieci nie dlatego, żeby poprawiły wyniki, tylko żeby wiedzieć, co się u nich dzieje - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Aneta Korycińska, nauczycielka języka polskiego, która w 2022 r. odeszła ze szkoły i założyła własną firmę edukacyjną.
Z tego artykułu dowiesz się:
Rodzice coraz częściej finansują korepetycje i kursy. W niektórych firmach brakuje miejsc na nowy rok szkolny.
Są opiekunowie, którzy, gdy brakuje miejsc u danego nauczyciela, kuszą, przekonują i błagają, żeby tylko przyjąć ich dziecko.
Zajęcia dodatkowe często traktowane są jako forma dodatkowej opieki nad dzieckiem.
Quiz: Szkoła podstawowa z lat 80. i 90. Pamiętasz co czytałeś w 5 klasie?
Analitycy CBOS rok temu wskazywali, że od 1998 roku jeszcze nigdy tak duża część rodziców nie deklarowała: "Tak, płacę za dodatkowe zajęcia dla dzieci". To już ok. 80 proc. badanych. Także najwięcej jak dotąd, bo 34 proc. opiekunów przyznaje, że finansuje korepetycje i kursy przygotowawcze. Średnie miesięczne wydatki na dodatkowe zajęcia edukacyjne lub ogólnorozwojowe w przeliczeniu na jedno dziecko wynoszą już 950 zł. Dla porównania rok temu było to 896 zł miesiąc w miesiąc.
Wszystko wskazuje, że rok szkolny 2026/2027 będzie rekordowy.
Dodatkowy bodziec
"Bardzo mi przykro, ale nie dam rady już nikogo wcisnąć. Nawet na listę rezerwową", "Bez szans. Nawet godz. 21 w tygodniu mam zaklepaną, że o godz. 8 w niedzielę nie wspomnę" - słyszę w firmach udzielających korepetycji. Małgorzata Garula-Derlatka, właścicielka szkoły EDU-MAG Korepetycje i Usługi Edytorskie z Kielc: - Są rodzice, którzy, gdy brakuje miejsc u danego nauczyciela, kuszą, przekonują i błagają, żeby tylko przyjąć ich dziecko. Gotowi są zapłacić dwa razy więcej. Zapewniają, że np. córka jest sumienna, nie będzie sprawiała żadnych problemów, a nauka będzie przyjemnością dla nauczyciela. Poza tym argumentują, że chcieliby mieć wszystkie trzy przedmioty w jednym miejscu - wylicza.
Ale są też rodzice, którzy decydują się na trzy przedmioty w kursie grupowym, a dodatkowo biorą korepetycje jeden na jeden, bo dziecko ma duże braki. Właściciel "Szkoły Orłów" przypomina sobie, że byli tacy, którzy zostawiali ok. 2 tys. zł miesięcznie na jedno dziecko. W całym roku szkolnym daje to ok. 20 tys. zł. - Przy trójce dzieci, która wymaga pomocy korepetytora, dobry używany samochód można za to kupić - podlicza.
Jakie są powody tak dużego zainteresowania korepetycjami? Pierwszy to fakt, że szkoły skończy rekordowa liczba osób. Tylko do matury w 2027 r. przystąpi 386 tys. uczniów (w 2026 r. było ich ok. 320 tys.), co jest efektem nie tylko demografii, ale reform edukacji . Drugi: profilaktyka. - Rodzice chcą mieć spokój. Słabe oceny na koniec tego roku to dodatkowy bodziec. Jeśli teraz jest problem, a za rok matura, to chcą mieć gwarancję pomocy w przyszłym roku, który jest najważniejszy - tłumaczy Stanisław Bąk.
Szkoła z tektury
Na ile to moda, a na ile realna potrzeba? Odpowiedź nie jest prosta. Założyciel Akcji Uczniowskiej Paweł Mrozek zauważa, że niemal każdy na korepetycje chodził. On tylko w tym roku douczał się z polskiego, matematyki i angielskiego, a wcześniej też z chemii i fizyki. Z drugiej strony sam system pozostawia wiele do życzenia. - Problem leży w sposobie edukacji, przeładowanych podstawach programowych, a jednocześnie przepełnionych klasach. 30-35 uczniów na jedną klasę. 45 minut lekcji. Jeden nauczyciel, czyli półtorej minuty na ucznia. Szkoła z tektury - mówi wprost. Efekt? Nauczyciel nie jest w stanie zrealizować takiej dużej ilości materiału, choć i tak pędzi, Nie obchodzi go, czy wszyscy nadążają. Zostawia więc do domu. - Dlatego na korepetycjach robimy to, czego nie zdążyliśmy na lekcjach. To druga szkoła. Porażka - przyznaje.
Inna rzecz, że organizacja pracy w szkole też nie jest łatwa. Wakaty łata się niekoniecznie kadrą z najwyższej półki, bo tej po prostu nie ma za dużo. - Wiele osób mądrych, odpowiedzialnych, refleksyjnych nie chce iść do szkoły, bo to praca bardzo obciążająca, jeżeli chce się ją wykonać rzetelnie, a równocześnie nieadekwatnie opłacana. Na dodatek nie wiąże się z żadnym prestiżem społecznym, a dużym narażeniem się na krytykę, powszechnie znaną roszczeniowością rodziców i trudnościami wychowawczymi - mówi Anna Widur, dyrektorka krakowskiej Szkoły Matematyki Alfa.
Zastrzega, że to jeden z kilku czynników. Inne: ocenoza, czyli presja rodziców i uczniów, by wynik na świadectwie był jak najwyższy oraz fakt, że polska szkoła stoi testami i egzaminami. - Bywa, że uczeń poprawia poprawę poprawy. Siedzi na lekcji i pisze sprawdzian z trygonometrii, podczas gdy inni uczą się już o geometrii analitycznej, której i tak musi się nauczyć - wskazuje. I podkreśla: - To bardzo dysfunkcyjny system. Jeżeli od niemal dwóch lat nauczyciel nie może egzekwować zadań domowych, to często ich nie zadaje, w związku z tym dzieci nie ćwiczą. A przecież uczenie się i utrwalanie tego, co było na lekcji to zadanie zadania domowego. Skoro ich nie ma, to uczeń ma płatne dodatkowe godziny zajęć, na których trochę ćwiczy i coś powtarza. Innymi słowy: korepetycje zamiast prac domowych - podkreśla Anna Widur.
Partner w edukacji
Aneta Korycińska, nauczycielka języka polskiego, która w 2022 r. odeszła ze szkoły i założyła własną firmę edukacyjną miejsc na wrzesień też nie ma. Chętnych zapisuje z kilkuletnim wyprzedzeniem.
Ale zastrzega, że szkoła pełni funkcje, których korepetycje nie zastąpią. Daje: codzienny kontakt z rówieśnikami, uczenie się w grupie, strukturę dnia, możliwość rozwijania pasji i relacji. To także miejsce, w którym dobry nauczyciel może zauważyć smutek, wycofanie, kryzys psychiczny, przemoc domową albo inne trudności dziecka.
Gdy dopytuję, czego rodzice i uczniowie często szukają na korepetycjach poza tym, co daje szkoła, wskazuje na dwie rzeczy: indywidualne wsparcie i dodatkową opiekę.
Można też traktować korepetycje jako formę dodatkowej, świadomej opieki nad dzieckiem - nie zamiast szkoły, tylko obok niej. - Niektórzy zapisują dzieci nie dlatego, żeby poprawiły wyniki, tylko żeby wiedzieć, co się u nich dzieje. A ponieważ na zajęciach jesteśmy na ty, bo zawsze mówię: "Nie jestem twoją nauczycielką w szkole, nie wystawiam ci ocen", uczniowie mówią mi czasem o trudnościach związanych ze zdrowiem psychicznym, także o depresji czy próbach samobójczych znajomych. To oczywiście nie terapia i nie powinno to jej zastępować, ale czasem podczas zajęć dziecko mówi dorosłemu o czymś ważnym. Wtedy odpowiedzialny nauczyciel może zareagować, wesprzeć i w razie potrzeby skierować rodzica lub ucznia po profesjonalną pomoc - dodaje Aneta Korycińska.
Inne powody? W zasadzie wszystkie, które rodzicom spędzają sen z powiek. Kupowanie spokoju sumienia: zrobiłem wszystko, co trzeba i co było można. Odrabianie własnych strat, czyli dawanie dziecku tego, czego sami nie mieli. Strach, że dziecko będzie się nudzić, więc przesiedzi w telefonie cały wieczór. Samo.
Warunek konieczny
W ocenie naszych rozmówców szkoła zamiast wyrównywać szanse, pogłębia nierówności. Tym bardziej, że nie wszystkich stać na korepetycje. Grozi to postępującym rozwarstwieniem i edukacją dwóch prędkości.
Nauczyciele mają nadzieję, że da się to jeszcze odwrócić. Anna Widur przekonuje, że warunek konieczny to bardzo dobrze zapłacić nauczycielowi. - Lekarz ma prestiż dlatego, że bardzo dobrze zarabia. Z całym szacunkiem, ale nauczyciel jak dostaje medal Komisji Edukacji Narodowej, to nawet złamanej złotówki z tej okazji nie zobaczy. Sam etos pracy to za mało - kwituje.
Źródło: RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje