Kontrola po śmierci dwulatka w klubie dziecięcym w Ząbkach wykazała, że dwie pomoce opiekunek pracowały bez formalnego zatrudnienia. Placówka miała też zapisanych 25 dzieci przy 24 miejscach, a po tragedii właściciel zapowiedział zakończenie działalności.
Najważniejsze informacje:
Kontrola w klubie dziecięcym w Ząbkach wykazała, że dwie pomoce opiekunek pracowały bez formalnego zatrudnienia.
Placówka miała 24 miejsca, ale zapisano do niej 25 dzieci.
Właściciel potwierdził po tragedii, że klub dziecięcy nie będzie już kontynuował działalności.
Do tragedii doszło 20 maja. Opiekunki zauważyły wtedy, że w placówce brakuje dwuletniego chłopca i rozpoczęły poszukiwania. Mimo reanimacji prowadzonej przez personel, policjantów i ratowników medycznych dziecka nie udało się uratować.
Rowerzysta z nielegalnym rowerem w Gdańsku
Jeszcze tego samego dnia zatrzymano dwie opiekunki w wieku 48 i 53 lat. Prokuratura postawiła im zarzuty. Jedna kobieta przyznała się do zarzucanego czynu i złożyła wyjaśnienia, druga odmówiła składania zeznań.
Co wykazała kontrola w klubie dziecięcym w Ząbkach?
Jak podaje "Fakt", kontrolerzy sprawdzili statut, regulamin i dokumenty dotyczące personelu. W dniu tragedii opiekę nad dziećmi sprawowały dwie opiekunki i dwie osoby pomagające, a w chwili zdarzenia na miejscu były dwie pracownice.
Do placówki zapisano 25 dzieci, choć klub dysponował 24 miejscami. Tego dnia obecnych było 20 dzieci, a w momencie zaginięcia chłopca w klubie przebywało 13 dzieci.
Ministerstwo Rodziny przekazało, że trzy opiekunki miały udokumentowane kwalifikacje. Jedna posiadała wykształcenie średnie i co najmniej roczne doświadczenie w pracy z dziećmi, druga ukończyła 280-godzinne szkolenie dla opiekuna w żłobku lub klubie dziecięcym, a trzecia miała wykształcenie średnie, doświadczenie i 80-godzinne szkolenie uzupełniające. Wszystkie trzy ukończyły też kurs pierwszej pomocy dla dzieci.
"Bez formalnego zatrudnienia pracę świadczyły dwie pomoce opiekunek. Oznacza to, że nie były związane z podmiotem prowadzącym klub dziecięcy żadną umową" - podał resort.
Redaktor Wirtualnej Polski. Wcześniej pracował w portalu TVN24. Zainteresowany polityką, o której zapomina, gdy jedzie w góry. Łodzianin, który przeniósł się do Warszawy po studiach, ale wciąż zaangażowany w życie swojego rodzinnego miasta.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości