
Impreza z okazji siódmych urodzin Chloe O'Donnell, nowej mieszkanki dziesięciotysięcznego miasteczka Cody w amerykańskim stanie Wyoming, miała być radosnym wydarzeniem. Dziewczynka zaprosiła na 12 lipca nowo poznanych kolegów i koleżanki, z którymi zaprzyjaźniła się po tym, jak jej rodzina przeprowadziła się tam na początku roku. Niestety, w ostatniej chwili goście zaczęli odwoływać swoją obecność . Jak donoszą media, większość rodziców jako powód podawała obawy przed upałem .
Gdy ostatnie dziecko ostatecznie powiedziało, że nie przyjdzie, byliśmy już rozstawieni z imprezą - wspomina Melanie O'Donnell, mama solenizantki. Dekoracje były już gotowe, kupiłam wielki tort i wszyscy siedzieliśmy sami w salonie gier - dodaje, cytowana przez brytyjski „The Independent”.
Desperacki krok i magia internetu
Nie chcąc, by dziewczynce było przykro, mama 7-latki postanowiła działać - opublikowała poruszający wpis na lokalnej grupie na Facebooku, zapraszając mieszkańców Cody na imprezę urodzinową . Odzew przeszedł jej najśmielsze oczekiwania.
Już w ciągu pierwszych 15 minut wiele rodzin potwierdziło swoją obecność i poinformowało, że są w drodze . Większość z nich przybyła z przygotowanymi na szybko podarunkami. Szczególnie wzruszający był gest małego chłopca, który, jak opisuje Melanie, „poszukał w swoim pokoju czegoś, co mogłoby się spodobać Chloe i włożył to do torebki prezentowej”.
Wsparcie napłynęło nawet z oddalonego o ponad godzinę drogi Red Lodge w sąsiednim stanie Montana. Jeden z tamtejszych mężczyzn wysłał rodzinie 25 dolarów przez aplikację na poczet prezentu, tłumacząc w wiadomości: „Z oczywistych względów nie mogę do was przyjechać, ale sam mam wnuki”.
Obcy, którzy zachowywali się jak rodzina
Zamiast samotnych urodzin w pustej sali, w przyjęciu wzięło udział ponad 150 mieszkańców Cody . Zwykłe popołudnie zamieniło się w prawdziwe święto solidarności.
Ludzie, którzy się pojawili, byli zupełnie obcy, ale wszyscy zachowywali się tak, jakby znali się od zawsze - wyznała wzruszona Melanie O'Donnell. Dzieci były niezwykle urocze i dobrze wychowane. Chloe bawiła się niesamowicie - dodała.
Historia z Wyoming przypomina o tym, jak wielka siła drzemie w małych, zżytych społecznościach. Nauczyłam się, że to miasto zjawia się, gdy ludzie tego potrzebują. Przeprowadziliśmy się z większego miasta i tam coś takiego nigdy by się nie wydarzyło - podsumowała mama 7-latki.