RAK
    Pełne portfele ważniejsze niż wolność? AfD idzie po historyczny wynik w landach

    Pełne portfele ważniejsze niż wolność? AfD idzie po historyczny wynik w landach

    1652 odsłon
    Pełne portfele ważniejsze niż wolność? AfD idzie po historyczny wynik w landach

    Ogólny pesymizm co do przyszłości bardziej niż materialny niedostatek wzmacnia populistyczno-prawicową AfD; żywi się ona nie samym upadkiem, a strachem przed nim - ocenił socjolog Steffen Mau we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dobrobyt może stać się dla wyborców ważniejszy niż wolność - ostrzegł.

    Mau wypowiedział się w opublikowanym w środę wywiadzie poświęconym m.in. zapowiadanym przez rząd reformom w sprawie podatków, emerytur i ochrony zdrowia. Sondaże pokazują, że Niemcy nie czują się gotowi na większość planowanych zmian. Mau podkreślił, że wszyscy zdają sobie sprawę z końca okresu wzrostu i rosnących wpływów podatkowych, ale w takiej sytuacji ludzie stają się raczej strażnikami swojego stanu posiadania.

    W świecie zachodnim powiększają się nierówności majątkowe wśród młodych ludzi. Nie każdy jest już w stanie budować majątek. W sondażach widzimy wielki pesymizm - wskazał. Eksperci wskazują na głęboki pesymizm Niemców

    Mau wyjaśnił, że przed laty niemieckie społeczeństwo bogaciło się, a wielu ludzi awansowało społecznie. - Przychodzili ludzie z najprostszych środowisk i nagle mogli studiować. Dziś większość studentów sama ma rodziców z klasy średniej . Dzieciom nie wiedzie się już coraz lepiej, jak niegdyś ich rodzicom - zaznaczył. To, zdaniem socjologa, przekłada się na niskie przekonanie w społeczeństwach zachodnich, że następnemu pokoleniu będzie się żyło lepiej. W Niemczech uważa tak tylko 8 proc. mieszkańców.

    W ocenie Maua to moment, w którym ludzie stają się podatni na populizm . - Socjologia wie już dziś, że największej roli nie odgrywają nawet własne oczekiwania ekonomiczne, lecz oczekiwania dotyczące społeczeństwa. Ogólny pesymizm co do przyszłości zdaje się wzmacniać AfD bardziej niż materialny niedostatek jednostek. AfD żywi się nie samym upadkiem, lecz strachem przed nim - powiedział.

    Koniec mitu społeczeństw liberalnych. Niemcy boją się reform

    Socjolog podkreślił, że wcześniej sądzono, iż społeczeństwa liberalne są lepsze i sprawiają wrażenie bardziej dynamicznych, konkurencyjnych i przynoszących większe korzyści gospodarcze.

    Dziś jednak większe tempo wzrostu widzimy gdzie indziej, różnica między społeczeństwami autorytarnymi a liberalnymi maleje - zaznaczył. Jako przykład podał Chiny, które określił jako „gospodarkę rynkową połączoną z systemem autorytarnym”, zdolnym realizować wielkie projekty, jakich państwa zachodnie nie są już w stanie tak po prostu doprowadzić do skutku. - Wyobraźmy sobie teraz jeszcze, że Chiny pewnego dnia zaoferują swojej ludności więcej bogactwa niż my. Być może ludzie zrezygnują wtedy z wolności i demokratycznego współdecydowania na rzecz lepszego życia pod względem gospodarczym. Wtedy dobrobyt stanie się być może ważniejszy niż wolność - powiedział Mau.

    Podobny mechanizm socjolog dostrzegł w krajach takich jak Arabia Saudyjska, gdzie - jak wskazał - obowiązuje swego rodzaju pakt z autorytarną władzą. System obiecuje obywatelom dobrobyt i bezpieczeństwo, a oni w zamian godzą się na ograniczenie im praw i wolności. - Dla nas to jeszcze nie do pomyślenia, ale wiele społeczeństw właśnie tak funkcjonuje - podkreślił Mau.

    „AfD żywi się strachem przed upadkiem”. Mocna diagnoza niemieckiego socjologa

    Jak zauważył, gdy powstaje wrażenie, że polityka sobie nie radzi, słabnie gotowość obywateli do współdziałania.

    Planowane reformy rządu Friedricha Merza nie przekładają się na poparcie dla partii rządzących. Notowania kanclerza, który jest twarzą zmian, od miesięcy utrzymują się na niskim poziomie. Jednocześnie rośnie niezadowolenie z pracy rządu i jego szefa, co - jak oceniają eksperci - wykorzystuje przede wszystkim AfD jako najsilniejsza partia opozycyjna. Notuje ona kolejne rekordy popularności. W ostatnich sondażach uzyskała poparcie na poziomie około 30 proc., zdecydowanie wyprzedzając chadecki blok CDU/CSU.

    We wrześniu odbędą się wybory do parlamentów Berlina, Saksonii-Anhaltu i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W dwóch ostatnich landach poparcie dla AfD sięga obecnie około 40 proc., co daje partii szansę na historyczny wynik.

    W Erfurcie rozpoczyna się zjazd AfD, planowane masowe kontrdemonstracje

    W Erfurcie w środkowych Niemczech rozpoczyna się w sobotę dwudniowy zjazd prowadzącej w sondażach prawicowo-populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). W mieście spodziewane są masowe kontrdemonstracje, protestujący zamierzają zablokować drogi na partyjne spotkanie.

    W trakcie zjazdu wybrane zostanie kierownictwo partii, w tym jej współprzewodniczący. Jest niemal pewne, że na czele ugrupowania pozostaną Alice Weidel oraz Tino Chrupalla, choć w AfD podnoszą się głosy, że w przyszłości należałoby postawić na jednego lidera.

    Mimo że Weidel i Chrupalla publicznie deklarują jedność, zakulisowo trwa między nimi rywalizacja o wpływy. Uwaga obserwatorów będzie więc skupiona na tym, kto w Erfurcie uzyska większe poparcie wśród ok. 600 delegatów z całego kraju.

    Jednym z kluczowych tematów zjazdu będzie migracja. Część polityków AfD używa pojęć takich jak „Passdeutsche” - „Niemcy paszportowi” - sugerując rozróżnienie między formalnym obywatelstwem a „prawdziwą” niemieckością. W partii ścierają się różne poglądy dotyczące „remigracji” (usunięcia z kraju imigrantów i osób o pochodzeniu migranckim - PAP) oraz deportacji. Mimo to część Niemców o takich korzeniach deklaruje poparcie dla AfD.

    W stolicy Turyngii spodziewanych jest w weekend nawet 50 tys. kontrdemonstrantów. Szeroki, ogólnokrajowy sojusz Resist zamierza zablokować drogi dojazdowe na kongres AfD. Składa się z organizacji lewicowych i skrajnie lewicowych, które od miesięcy mobilizowały chętnych na przyjazd do Erfurtu, a także przedstawiciele młodzieży, związków zawodowych, kościołów i grupa obywatelska Babcie Przeciw Prawicy. W inicjatywę zaangażowana jest przewodnicząca frakcji Lewicy w Bundestagu Heidi Reichinnek, popularna wśród młodego pokolenia na portalach społecznościowych.

    Porządku w mieście strzegą tysiące policjantów, zobligowani do zapewnienia delegatom AfD dostępu do sali kongresowej. Media obawiają się jednak, że w mieście dojdzie do wybuchu przemocy.

    Lider AfD w Turyngii Bjoern Hoecke, uznawany w Niemczech za jednego z bardziej radykalnych członków partii, mówił o „warunkach przypominających wojnę domową” i podkreślał, że nie jest dobre dla „rządów ludu”, jeśli najpopularniejsze ugrupowanie w kraju musi obawiać się o bezpieczeństwo swoich członków.

    Szef MSW Turyngii Georg Maier apelował do demonstrantów, by nie przeszkadzali w zjeździe i nie „pomagali AfD w stawianiu się w roli ofiary”. „Jeśli rzeczywiście dojdzie do przemocy, to pomoże to AfD w kampanii” - podkreślił Maier w radiu Deutschlandfunk.

    Prowadząca w ogólnokrajowych sondażach AfD jest izolowana przez główne partie w kraju na poziomie federalnym oraz krajów związkowych, czego zwolennikiem jest chadecki kanclerz Friedrich Merz. Na niższym szczeblu, szczególnie na wschodzie kraju, ta „zapora ogniowa” jest jednak coraz mniej rygorystycznie przestrzegana.

    6 września odbędą się wybory do landtagu Saksonii-Anhaltu, a dwa tygodnie później - w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. W obu tych landach AfD jest zdecydowanym liderem sondaży i liczy we wrześniu na pierwsze w swojej historii przejęcie władzy na poziomie kraju związkowego.

    Z Erfurtu Mateusz Obremski

    Z Monachium Iwona Weidmann (PAP)

    ipa/ akl/

    Czytaj cały artykuł u źródła — Bankier.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era