Nosi przykurzoną gipsem koszulkę, robocze spodnie i sportowe, również zakurzone buty. Niczym nie wyróżnia się spośród dziesiątek fachowców uwijających się po korytarzach nowego apartamentowca w Krakowie. Dopiero gdy się odezwie, słychać charakterystyczny akcent, inaczej mało kto domyśliłby się, że nie pochodzi z Polski.
Przez lata to Polacy wyjeżdżali do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu lepszych zarobków i wyższego standardu życia. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej na Wyspy wyemigrowały setki tysięcy osób. Dziś historia bywa odwrotna. Jack Power, hydraulik pracujący w Krakowie, przyznaje, że pracy mu nie brakuje. Większość nowych zleceń zdobywa dzięki poleceniom od dotychczasowych klientów. Na branżowych portalach zbiera wysokie oceny. Jak tłumaczy, porządny fachowiec zawsze się dogada z klientem, w pracy trzeba się starać.
Najpierw musiałem sobie poradzić z językiem polskim. Ciężko było. Uczyłem się polskiego po trzy godziny dziennie, czasem nawet dłużej. Tak doszedłem do podstawowego poziomu - wspomina emigrant.
Potem znalazłem pracę w Błękitnym Wieżowcu w Warszawie, gdzie musiałem polegać już wyłącznie na polskim, bo nikt nie mówił po angielsku - opowiada o swoich początkach nad Wisłą.
Pochodzi z Walii, nauczył się polskiego, jest fachowcem od wykończeniówki i hydrauliki © WP | wp.pl Przeprowadził się do Polski "dla miłości"
Historia przeprowadzki hydraulika zaczęła się kilka lat wcześniej, podczas wieczoru kawalerskiego w Krakowie. Wtedy poznał Magdalenę, prawniczkę z Małopolski. Jack śmieje się, że z imprezy niewiele pamięta, poza piękną kobietą. - Wymieniliśmy się kontaktami. Później, kiedy relacja zrobiła się poważniejsza, zaczęliśmy zastanawiać się, kto do kogo się przeprowadzi - wspomina.
Decyzja okazała się dość oczywista. - Magda jest prawniczką. Dla niej przeniesienie kariery do innego kraju byłoby bardzo trudne. Ja, jako hydraulik, potrzebuję głowy, narzędzi i własnych rąk. Uzgodniliśmy więc, że przeprowadzę się do Polski - opowiada.
Klienci zwykle nie od razu orientują się, że mają do czynienia z cudzoziemcem. Najpierw słyszą lekki akcent, później zaczyna ich gryźć ciekawość.- Często wygląda to tak, że przez kilka godzin normalnie rozmawiamy o remoncie i tak dalej. W końcu ktoś nie wytrzymuje i mówi: "Panie Jacku, mam pytanie. Skąd pan jest? Bo ma pan jakiś dziwny akcent" - śmieje się.
Wtedy tłumaczy, że pochodzi z Cardiff w Walii. - Mówię, że jestem przede wszystkim Walijczykiem, a dopiero potem Brytyjczykiem. Niektórzy są zaskoczeni, czasem ktoś kojarzy nazwę Walia. Największym zaskoczeniem jest to, że obcokrajowiec zamieszkał w Polsce, ale też prowadzi własną firmę remontową - dodaje.
"Polska wyprzedziła Wielką Brytanię"
Rozmówca WP przyznaje, że bardziej niż widok na ulicy porównuje sprawy życia codziennego i to, jak zmienia się kraj, w którym dziś mieszka. Zdaniem Jacka różnice w poziomie życia między Polską a Wielką Brytanią, które jeszcze 20 lat temu były oczywiste, praktycznie zniknęły. - Sądzę, że poziom życia w Polsce i Wielkiej Brytanii wyrównał się jakieś dziesięć lat temu. Dziś Polska prawdopodobnie przewyższa, wyprzedziła Wielką Brytanię w wielu aspektach - uważa.
Jako przykład podaje edukację. - Mam dwuletniego syna. Gdybym chciał wysłać go na studia w Wielkiej Brytanii, musiałbym wydać 60-70 tys. funtów. Ludzie zaciągają ogromne pożyczki studenckie. Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że w Polsce studia publiczne są bezpłatne, prawie bezpłatne - mówi. Wypowiada dokładnie "płacę tu ZUS". Rozmówca WP zwraca też uwagę na koszty życia. - Od lat obserwuję ogromny wzrost cen w Wielkiej Brytanii. Wszystko jest znacznie droższe niż kiedyś. Z roku na rok coraz bardziej to widać - komentuje. Jednak najgorzej ocenia stan brytyjskich usług publicznych.
Jego zdaniem wielu ludzi traktowało Brexit jako protest przeciwko ogólnemu stanowi państwa. - Problem w tym, że te sprawy nie miały ze sobą wiele wspólnego. A później sytuacja w wielu obszarach jeszcze się pogorszyła - ocenia. Jednocześnie nie uważa, że Wielka Brytania jest krajem, który "schodzi na psy" .
Brytyjski hydraulik w Polsce - Jack Power © WP | wp.pl On sam polexitu nie planuje
Historia Jacka wpisuje się w szerszy trend, bo media na Wyspach zwróciły uwagę, że coraz więcej Brytyjczyków przeprowadza się do Polski, przyciąganych rozwijającą się gospodarką, relatywnie niższymi kosztami życia i poprawiającą się jakością usług publicznych.
Dziesięć lat po referendum brexitowym kierunek migracji przestał być oczywisty. Według danych brytyjskich liczba ich obywateli mieszkających w Polsce wzrosła z 42 tys. w 2015 r. do 185 tys. w 2024 r. Jednocześnie migracja Polaków do Wielkiej Brytanii wyraźnie wyhamowała. W ubiegłym roku Wyspy opuściło 25 tys. Polaków, a przeprowadzkę na Wyspy zadeklarowało jedynie 7 tys.
Jack nie planuje dziś powrotu do Wielkiej Brytanii. Jak mówi, jego dom jest w Polsce. - Mam tutaj rodzinę, firmę i życie. Najbardziej cieszę się z czasu spędzanego z dwuletnim synem i z patrzenia, jak dorasta. Nie widzę powodu, żeby to wszystko zostawiać - mówi.
Z rodzicami pozostaje w stałym kontakcie. Jeśli zatęskni za rodzinnym Cardiff, wystarczy dwugodzinny lot. Rodzice z zainteresowaniem śledzą też jego polskie życie. Niedawno przeczytali artykuł o nim opublikowany w magazynie "Sunday Times".
Doświadczony dziennikarz Wirtualnej Polski, specjalizujący się w tematyce społecznej, politycznej i gospodarczej.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości