RAK
    Brytyjski hydraulik wyemigrował do Krakowa. "Nie wracam. Polska wyprzedziła Wielką Brytanię"

    Brytyjski hydraulik wyemigrował do Krakowa. "Nie wracam. Polska wyprzedziła Wielką Brytanię"

    404 odsłon
    Brytyjski hydraulik wyemigrował do Krakowa. "Nie wracam. Polska wyprzedziła Wielką Brytanię"
    • Wiem, że 20 lat temu z Polski wyjechało do Wielkiej Brytanii ponad milion osób, w tym wielu fachowców. Cóż, Wyspy oddały co najmniej jednego hydraulika. To ja - mówi Wirtualnej Polsce Jack Power, hydraulik pochodzący z Cardiff. Dziś mieszka w Krakowie, pracuje w zawodzie, założył rodzinę i nie planuje powrotu na Wyspy.

    Nosi przykurzoną gipsem koszulkę, robocze spodnie i sportowe, również zakurzone buty. Niczym nie wyróżnia się spośród dziesiątek fachowców uwijających się po korytarzach nowego apartamentowca w Krakowie. Dopiero gdy się odezwie, słychać charakterystyczny akcent, inaczej mało kto domyśliłby się, że nie pochodzi z Polski.

    • Tutaj moja firma się rozwija. Już niedługo będę zatrudniał stałego pomocnika. Na początku zajmowałem się głównie remontami łazienek, ale później klienci zaczęli prosić: "Panie Jack, a może jeszcze podłoga i malowanie?", "A może złożyłby pan meble?". I tak to się rozkręciło - opowiada. Rowerzysta z nielegalnym rowerem w Gdańsku

    Przez lata to Polacy wyjeżdżali do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu lepszych zarobków i wyższego standardu życia. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej na Wyspy wyemigrowały setki tysięcy osób. Dziś historia bywa odwrotna. Jack Power, hydraulik pracujący w Krakowie, przyznaje, że pracy mu nie brakuje. Większość nowych zleceń zdobywa dzięki poleceniom od dotychczasowych klientów. Na branżowych portalach zbiera wysokie oceny. Jak tłumaczy, porządny fachowiec zawsze się dogada z klientem, w pracy trzeba się starać.

    • Najpierw musiałem sobie poradzić z językiem polskim. Ciężko było. Uczyłem się polskiego po trzy godziny dziennie, czasem nawet dłużej. Tak doszedłem do podstawowego poziomu - wspomina emigrant.

    • Potem znalazłem pracę w Błękitnym Wieżowcu w Warszawie, gdzie musiałem polegać już wyłącznie na polskim, bo nikt nie mówił po angielsku - opowiada o swoich początkach nad Wisłą.

    Pochodzi z Walii, nauczył się polskiego, jest fachowcem od wykończeniówki i hydrauliki © WP | wp.pl Przeprowadził się do Polski "dla miłości"

    Historia przeprowadzki hydraulika zaczęła się kilka lat wcześniej, podczas wieczoru kawalerskiego w Krakowie. Wtedy poznał Magdalenę, prawniczkę z Małopolski. Jack śmieje się, że z imprezy niewiele pamięta, poza piękną kobietą. - Wymieniliśmy się kontaktami. Później, kiedy relacja zrobiła się poważniejsza, zaczęliśmy zastanawiać się, kto do kogo się przeprowadzi - wspomina.

    Decyzja okazała się dość oczywista. - Magda jest prawniczką. Dla niej przeniesienie kariery do innego kraju byłoby bardzo trudne. Ja, jako hydraulik, potrzebuję głowy, narzędzi i własnych rąk. Uzgodniliśmy więc, że przeprowadzę się do Polski - opowiada.

    • Nie powiedziałbym, żeby coś mnie w Polsce szczególnie zaskoczyło. Gdy spojrzeć na Kraków, to podobne zabytkowe uliczki można znaleźć także w Cardiff. Warszawa robi za to ogromne wrażenie, zwłaszcza kiedy pomyśli się, że została niemal całkowicie odbudowana po wojnie. To imponujące - opisuje swoje wrażenia.

    Klienci zwykle nie od razu orientują się, że mają do czynienia z cudzoziemcem. Najpierw słyszą lekki akcent, później zaczyna ich gryźć ciekawość.- Często wygląda to tak, że przez kilka godzin normalnie rozmawiamy o remoncie i tak dalej. W końcu ktoś nie wytrzymuje i mówi: "Panie Jacku, mam pytanie. Skąd pan jest? Bo ma pan jakiś dziwny akcent" - śmieje się.

    Wtedy tłumaczy, że pochodzi z Cardiff w Walii. - Mówię, że jestem przede wszystkim Walijczykiem, a dopiero potem Brytyjczykiem. Niektórzy są zaskoczeni, czasem ktoś kojarzy nazwę Walia. Największym zaskoczeniem jest to, że obcokrajowiec zamieszkał w Polsce, ale też prowadzi własną firmę remontową - dodaje.

    "Polska wyprzedziła Wielką Brytanię"

    Rozmówca WP przyznaje, że bardziej niż widok na ulicy porównuje sprawy życia codziennego i to, jak zmienia się kraj, w którym dziś mieszka. Zdaniem Jacka różnice w poziomie życia między Polską a Wielką Brytanią, które jeszcze 20 lat temu były oczywiste, praktycznie zniknęły. - Sądzę, że poziom życia w Polsce i Wielkiej Brytanii wyrównał się jakieś dziesięć lat temu. Dziś Polska prawdopodobnie przewyższa, wyprzedziła Wielką Brytanię w wielu aspektach - uważa.

    Jako przykład podaje edukację. - Mam dwuletniego syna. Gdybym chciał wysłać go na studia w Wielkiej Brytanii, musiałbym wydać 60-70 tys. funtów. Ludzie zaciągają ogromne pożyczki studenckie. Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że w Polsce studia publiczne są bezpłatne, prawie bezpłatne - mówi. Wypowiada dokładnie "płacę tu ZUS". Rozmówca WP zwraca też uwagę na koszty życia. - Od lat obserwuję ogromny wzrost cen w Wielkiej Brytanii. Wszystko jest znacznie droższe niż kiedyś. Z roku na rok coraz bardziej to widać - komentuje. Jednak najgorzej ocenia stan brytyjskich usług publicznych.

    • Moim zdaniem od kryzysu finansowego 2010 r. zostały one zdewastowane. Zamykano biblioteki, ograniczano usługi dla dzieci i rodzin. Trudno mi zrozumieć, dlaczego odpowiedzią na kryzys finansowy miały być właśnie takie cięcia - mówi.

    Jego zdaniem wielu ludzi traktowało Brexit jako protest przeciwko ogólnemu stanowi państwa. - Problem w tym, że te sprawy nie miały ze sobą wiele wspólnego. A później sytuacja w wielu obszarach jeszcze się pogorszyła - ocenia. Jednocześnie nie uważa, że Wielka Brytania jest krajem, który "schodzi na psy" .

    • Gdybym głosował w wyborach, oddałbym głos na obecny rząd. Uważam jednak, że popełnia błędy, próbując przypodobać się tej części społeczeństwa, która nie lubi imigrantów i chciałaby, żeby Wielka Brytania wyglądała tak jak w latach 50. To moim zdaniem absurd. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że obecne władze przejęły kraj po 14 latach niedoinwestowania praktycznie wszystkiego. Oczekiwanie, że uda się to naprawić z dnia na dzień, jest nierealne - mówi Jack Power. Kiedy rozmawiamy, z mieszkania na czwartym piętrze co chwilę dobiega warkot wiertarki udarowej. Pomocnik Jacka montuje karnisz. Na korytarzu mijają nas elektryk, glazurnik i dostawca sprzętu AGD. Wnosi się meble. W nowym apartamentowcu w Krakowie większość mieszkań wciąż jest wykańczana. Lokatorów wprowadziło się jeszcze niewielu. Jack z dumą otwiera drzwi do łazienki: - To właśnie moja robota.

    Brytyjski hydraulik w Polsce - Jack Power © WP | wp.pl On sam polexitu nie planuje

    Historia Jacka wpisuje się w szerszy trend, bo media na Wyspach zwróciły uwagę, że coraz więcej Brytyjczyków przeprowadza się do Polski, przyciąganych rozwijającą się gospodarką, relatywnie niższymi kosztami życia i poprawiającą się jakością usług publicznych.

    Dziesięć lat po referendum brexitowym kierunek migracji przestał być oczywisty. Według danych brytyjskich liczba ich obywateli mieszkających w Polsce wzrosła z 42 tys. w 2015 r. do 185 tys. w 2024 r. Jednocześnie migracja Polaków do Wielkiej Brytanii wyraźnie wyhamowała. W ubiegłym roku Wyspy opuściło 25 tys. Polaków, a przeprowadzkę na Wyspy zadeklarowało jedynie 7 tys.

    Jack nie planuje dziś powrotu do Wielkiej Brytanii. Jak mówi, jego dom jest w Polsce. - Mam tutaj rodzinę, firmę i życie. Najbardziej cieszę się z czasu spędzanego z dwuletnim synem i z patrzenia, jak dorasta. Nie widzę powodu, żeby to wszystko zostawiać - mówi.

    Z rodzicami pozostaje w stałym kontakcie. Jeśli zatęskni za rodzinnym Cardiff, wystarczy dwugodzinny lot. Rodzice z zainteresowaniem śledzą też jego polskie życie. Niedawno przeczytali artykuł o nim opublikowany w magazynie "Sunday Times".

    Doświadczony dziennikarz Wirtualnej Polski, specjalizujący się w tematyce społecznej, politycznej i gospodarczej.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era