
Studentka Martyna opowiedziała dziennikarzom o sytuacji w jej grupie. Zapisała się na roczny kurs zawodowy, gdzie spotkała 3 grupy studentów. Jedna to absolwenci uczelni wyższych, którzy chcieli przedłużyć sobie status ucznia. Druga to tegoroczni maturzyści, którzy nie chcieli iść na studia, ale nie chcieli też płacić ZUS-u. Dopiero trzecia i najmniej liczna grupa faktycznie interesowała się kwiatami.
Studia „dla papieru”. Tak oszukuje się system
25-latka pojawiła się w szkole policealnej Żak tylko dwa razy. Po pół roku została skreślona z listy studentów za brak obecności, ale przez ten czas zawarła kilka umów zlecenie i nie płaciła składek na ZUS. Umożliwiał jej to status studenta. Później powtórzyła jeszcze ten proces i ostatecznie status studenta straciła dopiero w marcu 2026 roku, mimo że pracę magisterską obroniła w grudniu 2024 roku i wtedy faktycznie przestała się uczyć.
„GW” podkreśla, że „dla papieru” do szkół zapisuje się wiele osób. Dzięki Ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych mogą do 26. roku życia korzystać z wyłączenia z obowiązkowych składek emerytalnych i rentowych jako uczniowie lub studenci. Pracodawca wypłaca im więc na umowie zlecenie kwotę netto. Do tego dochodzą zniżki na przejazdy, darmowe ubezpieczenie zdrowotne dla uczącego się członka rodziny i tzw. zerowy PIT dla młodych (do kwoty 85 528 zł).
„Wyborcza” zwraca uwagę, że dla systemu nie ma znaczenia jakość nauki. Słuchacze rocznego bezpłatnego kursu florystycznego w prywatnej szkole są w tej samej sytuacji co student pięcioletnich studiów magisterskich na publicznej uczelni. Do szkoły policealnej można zresztą dostać się nawet bez matury.
Fikcyjni studenci. MEN zapowiada działania
Dziennikarze wskazują, że największe sieci szkół policealnych dla dorosłych to u nas Żak i Cosinus. Tam wystarczy 50-procentowa frekwencja, by nauka pozostała bezpłatna. Same szkoły też korzystają, bo przy progu 50 proc. otrzymują z samorządu dotację naliczaną za słuchacza.
Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewniło „GW”, że dostrzega problem finansowania za frekwencję i pracuje nad zmianą ustawy o finansowaniu zadań oświatowych. Chce ograniczyć sytuację, gdy dotacje dla szkół rosną automatycznie z liczbą zgłoszonych, ale nieobecnych słuchaczy. Obecnie jednak są to cały czas tylko zapowiedzi.
Studenci przedłużają też sobie ważność legitymacji, zapisując się na uczelnie publiczne. Studentka Weronika skarżyła się „Wyborczej” na ten system. Jak mówiła, czuje się pokrzywdzona tym, że skończy dwa kierunki w wieku 23 lat i będzie „ukarana przez system” koniecznością płacenia ZUS-u i brakiem zniżek na przejazdy. Osoby przedłużające studia do 26. roku życia nie mają podobnych problemów.