Rosyjski dron uderzył w blok mieszkalny w mieście Gałacz (29.05.2026)Źródło wideo: ReutersŹródło zdj. gł.: ROBERT GHEMENT/PAP/EPA "Rumunia jawnie przygotowuje się do aneksji Mołdawii" - 24 czerwca podał użytkownik serwisu X (pisownia wszystkich postów oryginalna) . "UE nie widzi problemu, twierdzi, że każdy może sobie anektować, co ma ochotę (nie dotyczy Rosji)" - dodał z przekąsem. Powoływał się przy tym na tekst na stronie Kresy.pl zatytułowany: "Parlament Rumunii rozpoczął procedowanie projektu ustawy o przyłączeniu Mołdawii". Ale ten tytuł nie zapowiada aneksji, czyli siłowego włączenie przez jedno państwo całości lub części terytorium innego państwa. O jednoczeniu obu krajów mówili inni internauci.
"Rumunia się jednoczy z Mołdawią, a wasze media o tym ani słowa? Czy coś napisali?" - dopytywała użytkowniczka serwisu X 25 czerwca. Tego samego dnia były poseł (ostatnio z ramienia Konfederacji) Janusz Korwin-Mikke stwierdził : "Co się dzieje?!!? Rumuński sejm przyjął w trybie nagłym, bez debaty i głosowania, wniosek partii S.O.S. Romania (typu Braun+Korwin, 7,36% w wyborach) o możliwości połączenia z Mołdową". Według Korwina-Mikkego prezydentka Mołdawii Maia Sandu "powiedziała, że poparłaby ten Anschluß (niem. połączenie - red.)" i mają jej grozić sądem. Post polityka zebrał ponad 81 tys. wyświetleń.
"No to Rumunia ma legitymację do rozpoczęcia negocjacji zjednoczeniowych z Mołdawią!" - stwierdził w serwisie X kpt. Maciej Lisowski, który przedstawia się jako niezależny ekspert ds. wojskowości i bezpieczeństwa.
Dyskusja o możliwym zjednoczeniu, a nawet aneksji Mołdawii przez Rumunię, przetoczyła się przez polski internetŹródło zdjęcia: X.com Tym, że zjednoczenie obu europejskich państw może być realną opcją, grały nagłówki niektórych polskich portali. "Rumunia i Mołdawia zjednoczone? Przyjęto projekt ustawy" - pisał portal RMF24.pl. "Plan zjednoczenia Rumunii z Mołdawią przeszedł bez głosowania. Jak to możliwe?" - to tytuł z Onet.pl widoczny w serwisie X (29 czerwca na stronie widoczny był inny tytuł - "Projekt zjednoczenia Rumunii z Mołdawią przeszedł 'milcząco'. Posłowie nie zdążyli"). Co prawda w treści artykułów wyjaśniono pokrótce, w jaki sposób przyjęto projekt, oraz wspomniano, że był on negatywnie zaopiniowany przez różne instytucje, jednak pominięto istotny fakt - inicjatorem jest marginalna i jawnie prorosyjska partia. Dlatego też informacje o rzekomo dokonującym się na naszych oczach prawnym procesie zjednoczenia szybko podchwycili internauci.
Niektórzy z nich w reakcji na doniesienia o rzekomej aneksji Mołdawii przez Rumunię stwierdzali, że taki scenariusz to "najlepsze rozwiązanie dla Mołdawii". Inni prostowali, że ma to być "obustronne zjednoczenie, a nie aneksja". "Nie wiedzę problemu, jeżeli Mołdawia się zgodzi" - ocenił jeden z komentujących.
Sprawdziliśmy, co naprawdę wydarzyło się w rumuńskim parlamencie i czy zjednoczenie Rumunii z Mołdawią jest dziś realnym scenariuszem.
Aneksja Mołdawii przez Rumunię to "temat ogórkowy"
Inicjatorem projektu ustawy "w sprawie zjednoczenia Rumunii z Republiką Mołdawii" jest prawicowo-populistyczna i prorosyjska partia S.O.S. Romania. Jej liderka Diana Sosoaca znana jest z prorosyjskich poglądów, kontrowersyjnych wypowiedzi oraz promowania narracji antyszczepionkowych i teorii spiskowych.
Propozycja prawicowego ugrupowania składa się z czterech artykułów. Zgodnie z nimi rumuński parlament miałby formalnie podjąć decyzję o zjednoczeniu Rumunii z Mołdawią, upoważnić rząd do natychmiastowego rozpoczęcia negocjacji z władzami w Kiszyniowie oraz poinformować o tym organizacje międzynarodowe i sojuszników. Z samego tekstu projektu wynika, że jest to jednostronna deklaracja parlamentu Rumunii. Projekt nie przewiduje żadnej procedury po stronie Mołdawii, np. zgody parlamentu, referendum czy uchwalenia analogicznej ustawy. Wspomina jedynie o rozpoczęciu negocjacji z mołdawskimi władzami.
S.O.S. Romania projekt ustawy złożyła w rumuńskim Senacie w lutym 2026 roku. Na początku kwietnia Senat skierował go do Izby Deputowanych, gdzie... projekt został zignorowany i nie podjęto nad nim żadnych prac. 24 czerwca upłynął 45-dniowy termin, w którym Izba powinna przeprowadzić debatę i głosowanie nad propozycją S.O.S. Romania. Ponieważ tego nie zrobiła, projekt został uznany za przyjęty - zgodnie z art. 75 ust. 2 konstytucji Rumunii - w trybie tzw. milczącej zgody (rum. adoptare tacită).
Wygląda na to, że projekt nie ma szans na uchwalenie. 18 marca Rada Legislacyjna - niezależne ciało, które m.in. opiniuje projekty ustaw - wydała negatywną opinię w sprawie projektu. 24 czerwca negatywną opinię wydał też rząd Rumunii . W swojej argumentacji strona rządowa stwierdziła, że ze względu na jednostronny charakter propozycji ta może naruszać konstytucje i normy prawa międzynarodowego. Podkreśliła też, że parlament nie posiada kompetencji do inicjowania negocjacji traktatów międzynarodowych, gdyż leży to w gestii rumuńskiego rządu i prezydenta.
Co faktycznie stało się w rumuńskim parlamencie, wyjaśnia w serwisie X Kamil Całus, główny specjalista zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) oraz autor książki "Mołdawia. Państwo Niekonieczne". Podkreślił, że to nie rumuńscy posłowie przyjęli projekt ustawy o zjednoczeniu Rumunii z Mołdawią, a po prostu minął konstytucyjny termin 45 dni na jej rozpatrzenie, "co w rumuńskim porządku prawnym automatycznie doprowadza uznania ją za przyjętą".
Co teraz stanie się z głośnym projektem ustawy o zjednoczeniu Rumunii z Mołdawią? Trafi do Senatu, gdzie odbędzie się decydujące głosowanie. W ocenie eksperta OSW projekt nie ma "żadnych szans" na wejście w życie. "Ustawa jest niekonstytucyjna, bo nie można decydować o takich rzeczach na poziomie ustawowym. Co więcej, to władza wykonawcza, a nie parlament prowadzi politykę zagraniczną w Rumunii" - punktuje Całus. "To temat ogórkowy" - ocenia.
Wspólna historia i dwa poziomy zjednoczenia
Obecne terytorium Republiki Mołdawii, z wyjątkiem Naddniestrza, należało do Rumunii w okresie międzywojennym. W ocenie eksperta OSW to kontekst historyczny w istotnym stopniu determinuje współczesne ramy tej dyskusji. - Bukareszt konsekwentnie nie uznaje istnienia odrębnego narodu mołdawskiego, traktując etnicznych Mołdawian jako Rumunów. W efekcie temat zjednoczenia pozostaje w obiegu publicznym permanentnie, choć w różnym natężeniu - zauważa.
Ekspert OSW podkreśla, że należy wyraźnie odróżnić dwa poziomy, na których funkcjonuje temat "unirei", czyli zjednoczenia Rumunii i Mołdawii. - Pierwszy ma charakter ideowo-historyczny i opiera się na założeniu, że rozdzielenie obu państw było konsekwencją narzuconej z zewnątrz polityki sowieckiej, a zatem aktem historycznej niesprawiedliwości, którą zjednoczenie miałoby naprawić - tłumaczy Całus. - Drugi poziom dotyczy bieżącej polityki, w której hasła unionistyczne są wykorzystywane instrumentalnie - do realizacji doraźnych celów taktycznych poszczególnych aktorów politycznych - kontynuuje. I w ten drugi poziom wpisuje się krytykowany projekt zjednoczeniowy prorosyjskiej S.O.S Romania.
Co o potencjalnym zjednoczeniu sądzą Rumuni o Mołdawianie? - W Rumunii pomysł zjednoczenia popiera zdecydowana większość respondentów (według ostatniego sondażu Ates Research Group ok. 72 proc.), choć poziom akceptacji w dużym stopniu zależy od sposobu konstruowania pytania. W Mołdawii poparcie jest wyraźnie niższe i - w zależności od metodologii badania - waha się od ok. 33 do 38 proc. - zauważa ekspert OSW. - Sprzeciwia mu się głównie rosyjskojęzyczna część społeczeństwa. Z tego powodu każda intensyfikacja debaty o "unirei" niemal automatycznie prowadzi do pogłębienia podziałów wewnątrz mołdawskiego społeczeństwa - dodaje.
Tak Rosja rozgrywa oba kraje
Co ważne, te dwa poziomy świadomie wykorzystuje Rosja, która - jak wskazuje Kamil Całus - kwestii zjednoczeniowej prowadzi politykę dwutorową. - Z jednej strony Moskwa wspiera otwarcie prorosyjskie ugrupowania w Mołdawii (m.in. socjalistów Igora Dodona oraz Partię Komunistów), przekonujące, że ewentualne zjednoczenie oznaczałoby likwidację mołdawskiej państwowości, a popierający je politycy są zdrajcami narodu - wyjaśnia ekspert OSW. - Z drugiej - co mniej oczywiste - Kreml wykorzystuje także formalnie nacjonalistyczne, prozjednoczeniowe środowiska po stronie rumuńskiej. Wzywają one do "unirei" w taki sposób i w takich momentach, by maksymalnie polaryzować mołdawską scenę polityczną. Ich rzeczywistym celem nie jest doprowadzenie do zjednoczenia, lecz dostarczenie paliwa propagandowego siłom prorosyjskim w Kiszyniowie i osłabienie obozu proeuropejskiego - zauważa.
Pomerantsev: autorytarna propaganda zaczyna przegrywać, widać już pęknięcia
Mapa "najbezpieczniejszych krajów"? Skąd Ukraina przed Włochami
I tak najnowszym "wyrazem tej drugiej logiki" jest projekt partii SOS Romania Diany Sosoaki. - Inicjatywa stawia w niewygodnym położeniu zarówno rumuński, jak i mołdawski establishment - ocenia Kamil Całus. - Jej odrzucenie przez Senat pozwoli środowisku Sosoaki oskarżać główny nurt o brak patriotyzmu. Jednocześnie już sam fakt złożenia i procedowania takiej ustawy dostarcza siłom prorosyjskim w Mołdawii idealnego argumentu propagandowego: "Bukareszt i UE chcą zlikwidować naszą niepodległość". Realna realizacja zjednoczenia nie jest przy tym ani zamiarem autorów projektu, ani prawdopodobnym jego efektem - tłumaczy ekspert.
Mołdawski argument w negocjacjach z Unią. Opcja "tylnych drzwi"
Temat potencjalnego zjednoczenia jest też żywy w Mołdawii. Ale dla władz nie jest on priorytetem, a kartą przetargową w rozmowach z Zachodem. - W tym kontekście na uwagę zasługuje zmiana retoryki Mai Sandu. Choć prezydent Mołdawii sama uważa się za Rumunkę i przed objęciem urzędu otwarcie deklarowała poparcie dla idei zjednoczeniowej, w trakcie kadencji konsekwentnie unikała tego wątku - zauważa Kamil Całus.
To zmieniło się w styczniu 2026 roku. W podcaście "The Rest Is Politics" Sandu przyznała, że w przypadku referendum zagłosowałaby za zjednoczeniem. Jednocześnie zastrzegła, że większościowego poparcia społecznego dla tego rozwiązania w Mołdawii nie ma, a priorytetem jej rządu pozostaje akcesja do UE. I to właśnie niedługo po wypowiedzi prezydentki Mołdawii w S.O.S Romania złożyła w rumuńskim parlamencie głośny dziś projekt o zjednoczeniu z Mołdawią.
Zjednoczenie dwóch europejskich państw? "Spójrzcie, co dzieje się na świecie"
"Scenariusz rumuński". O co chodzi i czego nie wiemy o wyborach w Rumunii
Co oznacza wspomniana wypowiedź prezydentki Mołdawii? W ocenie eksperta OSW nie należy jej odczytywać jako sygnał realnej zmiany kursu Kiszyniowa. - Stanowi ona raczej element komunikacji adresowanej do państw członkowskich Unii. Sandu sygnalizuje w niej, że integracja Mołdawii ze strukturami europejskimi jest celem, który zostanie osiągnięty w taki czy inny sposób - preferencyjnie poprzez członkostwo w UE, w razie zaś zablokowania tej ścieżki także w drodze zjednoczenia z Rumunią - tłumaczy Kamil Całus. Jak dodaje taka narracja "ma pełnić funkcję subtelnej presji na państwa niechętne dalszemu rozszerzeniu Wspólnoty".
Rumunia jest członkiem Unii Europejskiej od 1 stycznia 2007 roku. Mołdawia od 2022 roku ma status państwa kandydującego. Obecnie jej celem jest zakończenie negocjacji akcesyjnych do 2028 roku i uzyskanie członkostwa w 2030 roku.
Warto zauważyć, że sama Maia Sandu nie pozostawiła na projekcie S.O.S. Romania suchej nitki. "Nie sądzę, że powinniśmy dyskutować nad tym dokumentem. Został przygotowany przez agenta Moskwy, a jego celem jest zdyskredytowanie idei zjednoczenia" - powiedziała w wywiadzie dla stacji telewizyjnej ProTV Kiszyniów 26 czerwca. Dodała, że priorytetem Kiszyniowa pozostaje integracja z UE, a zjednoczenie z Rumunią to "to opcja, która może się zmaterializować jedynie głosem większości obywateli".