- Mam być maszynistą w tym pociągu , ale kierownikiem jest i będzie prezes Jarosław Kaczyński - mówił 8 marca Przemysław Czarnek , kiedy ogłaszano go kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera. Przekonywał wówczas, że to pociąg "znakomicie naoliwiony, znakomicie przygotowany, szybkich prędkości". I zapewniał, że w tym pociągu "wszyscy mają miejsce".
Po kilku miesiącach pojawiło się jednak pytanie: czy pociąg dalej jedzie z pełną prędkością, czy może zrobił dłuższy, nieplanowany przystanek? I czy rzeczywiście jest "efekt Czarnka", na który tak bardzo liczyli partyjni decydenci?
Czytaj cały artykuł u źródła — TVN24