
Na wsi samochód jest często koniecznością. Tym bardziej zaskakuje, że to właśnie mieszkańcy terenów wiejskich najrzadziej rozważają zakup auta elektrycznego. Z międzynarodowego badania Verian wynika, że robi to 25,3 proc. badanych, podczas gdy 44,2 proc. nie bierze takiej możliwości pod uwagę. Ten dystans nie oznacza jednak sprzeciwu wobec rozwoju elektromobilności. 56 proc. mieszkańców wsi popiera rozwój infrastruktury ładowania na terenach wiejskich, a 60,3 proc. opowiada się za niższym opodatkowaniem energii wykorzystywanej do ładowania samochodów elektrycznych.
Mieszkańcy wsi są ostrożni wobec zakupu samochodu elektrycznego, ale popierają rozwiązania, które mogłyby uczynić go tańszym i łatwiejszym w użytkowaniu. Eksperci Instytutu Zrównoważonej Gospodarki przekonują jednak, że polska wieś może być jednym z naturalnych beneficjentów elektromobilności — pod warunkiem, że pojawią się tańsze modele, a polityka publiczna przestanie kopiować rozwiązania projektowane dla centrów dużych miast.
– Wykluczenie komunikacyjne sprawia, że w wielu miejscach w Polsce samochód jest po prostu koniecznością. Z badania widać też, że Polacy dobrze łączą wojnę ze wzrostem cen paliw i są przekonani, że ten kryzys szybko się nie skończy. Przyczyn niechęci do samochodów elektrycznych jest wiele, od wysokiej ceny zakupu po zwykłą dezinformację. Tymczasem ktoś, kto i tak rozważa zmianę auta, ma własny podjazd i dostęp do gniazdka, może już dziś znacząco obniżyć koszt codziennych dojazdów – w sprzyjających warunkach nawet około trzykrotnie — i to bez paneli fotowoltaicznych. Na wsi największą barierą nie zawsze jest więc infrastruktura. Często jest nią brak rzetelnej informacji i oferty produktowej dopasowanej do zwykłego gospodarstwa domowego – mówi Szymon Żuławiński z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki. Elektryk na wsi? Tu warunki są często lepsze niż w mieście
W debacie o elektromobilności obszary wiejskie często przedstawia się jako szczególnie trudne. Winą obarcza się większe odległości, słabszy transport publiczny, czy mniej publicznych ładowarek. Ten obraz jest jednak niepełny.
Właściciel domu, garażu lub własnego miejsca postojowego może ładować samochód na swojej posesji. Nie musi codziennie szukać publicznej stacji ani regularnie korzystać z szybkiej ładowarki. Auto można podłączyć wieczorem, tak jak telefon, i rano mieć uzupełnioną energię. Nie oznacza to też, że samochód trzeba ładować każdego dnia. Bateria o pojemności około 70 kWh, spotykana w wielu współczesnych modelach, przy zużyciu rzędu 17–20 kWh na 100 kilometrów daje orientacyjnie około 350–400 kilometrów jazdy. Dla osoby pokonującej codziennie kilkadziesiąt kilometrów oznacza to zwykle kilka dni użytkowania z bezpiecznym zapasem.
Do takiego modelu nie jest potrzebna własna fotowoltaika. Panele mogą dodatkowo obniżyć koszty, ale podstawą jest bezpieczne przyłącze i właściwie dobrany punkt ładowania. W praktyce mieszkaniec wsi z własnym podjazdem może mieć łatwiejszy dostęp do ładowania niż mieszkaniec bloku bez przypisanego miejsca parkingowego.
Polacy widzą skutki wojny w portfelach
Sceptycyzm mieszkańców wsi wobec samochodów elektrycznych warto rozpatrywać w szerszym kontekście. Międzynarodowe badanie Verian pokazuje, że Polacy dobrze rozumieją związek między sytuacją geopolityczną a cenami energii i paliw.
Blisko dwie trzecie badanych, 64,3 proc., uważa, że podwyższone ceny energii utrzymają się przez dłuższy czas. Z kolei 57,2 proc. deklaruje, że wzrost kosztów życia, paliw i energii znacząco obciąża budżet ich gospodarstwa domowego.
Jednocześnie mniej niż co czwarty Polak, 24,4 proc., uważa, że gospodarstwo korzystające z samochodu elektrycznego jest lepiej chronione przed wzrostem cen energii i paliw. Przeciwnego zdania jest 58,4 proc. respondentów.
Polacy widzą więc ryzyko związane z cenami ropy i paliw, ale nadal rzadko postrzegają zmianę napędu jako sposób na ograniczenie tego ryzyka. Na terenach wiejskich ta luka może być szczególnie istotna. Samochód jest tam częściej niezbędny do dojazdu do pracy, szkoły, lekarza czy urzędu, a dom z własnym miejscem postojowym daje możliwość ładowania, której wielu mieszkańców miast nie ma.
Sceptycyzm nie oznacza odrzucenia. Brakuje lepszej oferty i prostszych warunków
Wyniki badania nie wskazują na prosty sprzeciw wobec samochodów elektrycznych. Pokazują raczej, że Polacy nie widzą dziś oferty odpowiadającej ich możliwościom finansowym i codziennym potrzebom.
W całym kraju 69,5 proc. badanych popiera wprowadzanie bardziej przystępnych cenowo samochodów elektrycznych. 61,9 proc. chce niższego opodatkowania energii wykorzystywanej do ładowania. Rozwój infrastruktury na terenach wiejskich popiera 59,9 proc. respondentów, a 56,8 proc. opowiada się za instalowaniem punktów ładowania przy domach lub miejscach pracy.
Na samej wsi poparcie dla rozwoju infrastruktury wynosi 56 proc., natomiast 60,3 proc. mieszkańców terenów wiejskich chce niższego opodatkowania energii do ładowania.
To ważne rozróżnienie. Mieszkańcy wsi mogą być ostrożni wobec zakupu konkretnego samochodu, szczególnie przy obecnych cenach, a jednocześnie popierać rozwiązania, które z czasem uczynią taką decyzję łatwiejszą i mniej ryzykowną.
Nie ładowarka przy każdej drodze
W wielu gospodarstwach podstawowym miejscem ładowania będzie własna posesja. Publiczna infrastruktura powinna ten model uzupełniać, zapewniając możliwość doładowania podczas dalszej podróży albo przy okazji codziennych spraw.
Punkty ładowania powinny powstawać przede wszystkim: ● przy sklepach i parkach handlowych, ● przy urzędach, przychodniach i punktach usługowych, ● na parkingach zakładów pracy, ● w centrach gmin i miast powiatowych, ● przy drogach łączących mniejsze miejscowości z głównymi trasami.
Część takiej infrastruktury już rozwija się przy obiektach handlowych, w tym przy sklepach dużych sieci. Proces ten może przyspieszyć wraz z wdrażaniem dyrektywy budynkowej EPBD, która zwiększa wymagania dotyczące przygotowania parkingów i budowy punktów ładowania przy budynkach niemieszkalnych.
Co powinno się zmienić?
Zdaniem Instytutu Zrównoważonej Gospodarki polityka elektromobilności poza dużymi miastami powinna jednocześnie obniżać koszt zakupu auta, koszt ładowania i koszt budowy infrastruktury. Unijne przepisy powinny mocniej zachęcać producentów do oferowania mniejszych, lżejszych i bardziej przystępnych cenowo modeli, a Polska powinna zmniejszyć różnicę między tanim ładowaniem w domu a droższym ładowaniem publicznym, między innymi przez obniżenie VAT na energię sprzedawaną w punktach ładowania. Programy wsparcia nie mogą ograniczać się do finansowania samego urządzenia, bo w mniejszych miejscowościach znaczną część inwestycji stanowią przyłącze, zwiększenie mocy i dostosowanie sieci. Równolegle trzeba ułatwiać bezpieczne ładowanie na własnej posesji oraz rozwijać punkty przy sklepach, usługach i zakładach pracy, gdzie samochody i tak stoją przez kilka godzin. Dzięki temu infrastruktura będzie odpowiadać na codzienne potrzeby mieszkańców, zamiast powstawać wyłącznie tam, gdzie od razu gwarantuje wysoką rentowność.
Wieś może dziś skorzystać bardziej, niż sądzi
Niemal co trzeci Polak rozważyłby zakup lub wynajem samochodu elektrycznego, podobnie jak w Niemczech i Wielkiej Brytanii, ale w Polsce słabiej dostrzegamy jego możliwe korzyści ekonomiczne. Na wsi ma to szczególne znaczenie: mieszkańcy są bardziej zależni od samochodu, lecz częściej mają garaż, podjazd lub własne miejsce postojowe, więc mogą ładować auto na posesji. Elektryk nie będzie dobrym wyborem dla każdego, ale dla części gospodarstw bariery są mniejsze, niż się powszechnie uważa. Największym problemem pozostają cena zakupu, mały wybór prostszych modeli i brak rzetelnej informacji o kosztach użytkowania.
O badaniu
Badanie zostało przeprowadzone przez Verian w maju 2026 r. w sześciu krajach: Polsce, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoszech. W każdym państwie zrealizowano po 1000 wywiadów online z osobami w wieku 18+. Próby dobrano kwotowo z uwzględnieniem płci i wieku, regionu oraz poziomu wykształcenia lub statusu zawodowego. Kwestionariusz obejmował wpływ wzrostu cen energii i paliw na gospodarstwa domowe, stosunek do samochodów w pełni elektrycznych i pomp ciepła, a także poparcie dla konkretnych instrumentów obniżających koszt zakupu, ładowania i instalacji. Badanie mierzy deklarowane opinie i gotowość do rozważenia technologii, nie jest prognozą sprzedaży ani analizą rzeczywistych kosztów użytkowania. Porównania międzynarodowe odnoszą się do identycznych pytań zadanych w każdym kraju, natomiast rekomendacje regulacyjne i podatkowe przedstawione w materiale są stanowiskiem Instytutu Zrównoważonej Gospodarki, a nie bezpośrednim wynikiem badania.