Populistyczna partia Nigela Farage'a Reform UK rzuca głównym ugrupowaniom poważne wyzwanieŹródło wideo: ReutersŹródło zdj. gł.: EPA/ANDY RAIN
Nigel FarageŹródło zdjęcia: EPA/ANDY RAIN Wątpliwości wokół finansów Farage'a
W ostatnich tygodniach media opisywały kontrowersje, dotyczące finansowania działalności politycznej Farage'a, który często unikał pytań dziennikarzy. We wtorek polityk przejął inicjatywę. W wystąpieniu, na które nie zostali zaproszeni dziennikarze, zadeklarował, że nie zrobił nic złego i jest ofiarą "brudnych zagrań" ze strony establishmentu. - Będę walczył, by zwyciężyć i kontynuować polityczną rewolucję zapoczątkowaną przez Reform UK- zapowiedział.
Część komentatorów ocenia, że Nigel Farage wykonał we wtorek ruch wyprzedzający. Przeciwko niemu toczy się postępowanie komisarza ds. standardów parlamentarnych. Jednym z rezultatów postępowania może być uruchomienie petycji o odwołanie objętego nim posła, a w efekcie - organizacja wyborów uzupełniających. - Wydaje się, że Nigel Farage przeczuwa, że zostanie ukarany przez komisarza - oceniła Beth Rigby, redaktorka polityczna telewizji Sky News.
Nad Tamizą nudy nie będzie. "Widać kolejne przetasowanie"
Komisarz ds. standardów bada, czy lider Reform UK powinien był ujawnić w rejestrze interesów poselskich 5 mln funtów otrzymanych od Christophera Harborne’a, biznesmena związanego z branżą kryptowalut.
"Sunday Times" pisał z kolei, że inny biznesmen z tej branży, George Cottrell miał zapewnić Farage'owi m.in. usługi ochroniarskie oraz możliwość korzystania z domu w pobliżu Pałacu Buckingham, co zdaniem tygodnika również powinno zostać odnotowane w rejestrze. Politycy laburzystów i Liberalnych Demokratów chcą, by i tę sprawę komisarz ds. standardów wziął pod lupę.
Nigel Farage, były lider eurosceptycznej i antyimigracyjnej UKIP (Partii Niepodległości) oraz Brexit Party, podkreśla od początku, że zarzuty są nieuzasadnione, a pieniądze nie były związane z jego działalnością publiczną.
Rywale zapowiadają bojkot wyborów uzupełniających
Rezygnacja z mandatu posła ma być manewrem, który ma pokazać, że lider Reform UK cieszy się poparciem obywateli i potrafi pokonać "establishment". Teraz jednak okazało się, że rywale nie mają zamiaru wyjść na pole bitwy.
Główne brytyjskie partie ogłosiły we wtorek, że zbojkotują wybory uzupełniające. Partia Pracy "nie wystawi kandydata w tym cyrku” - zadeklarował rzecznik ugrupowania. - Nigel Farage jest uwikłany w aferę i desperacko próbuje zmienić temat. To żałosne, a Partia Pracy nie zamierza brać w tym udziału - dodał.
Szefowa Konserwatystów Kemi Badenoch oceniła, że wybory będą "fałszywe" i stanowią próbę odwrócenia uwagi od problemów szefa Reform UK. Kandydata nie wystawi również partia Restore Britain, powstała w wyniku rozłamu ugrupowania Farage'a. Wcześniej o zbojkotowanie wyborów zaapelowali do wszystkich ugrupowań Liberalni Demokraci.
Na razie jedynym kandydatem deklarującym chęć rywalizowania z Faragem jest Count Binface, komik wcielający się w przybysza z kosmosu w hełmie przypominającym kubeł na śmieci. Regularnie bierze on udział w wyborach w całym kraju, a niedawno w okręgu Makerfield stawił czoła Andy'emu Burnhamowi, faworytowi do zostania nowym premierem.