"Pamiętajcie, w ten weekend słońce nie żartuje" – przestrzegał przed ostatnią falą upałów Donald Tusk, premier Polski. A ja marzę, by poważne słońce poważnie potraktowali w końcu politycy – pisze dla Wirtualnej Polski Szymon Bujalski.
Gdy we wrześniu 2024 r. po Polsce rozlewała się fala powodziowa, Donald Tusk z powagą i skupieniem pochylał się nad kryzysem podczas posiedzeń Rady Ministrów. Gdy w czerwcu 2026 r. po naszym kraju rozlała się fala upałów z rekordowymi temperaturami, premier poszedł przebiec 10 km.
"Dzisiejsza poranna dziesiątka okazała się bardzo poważnym wyzwaniem, także moja dobra rada dla wszystkich: jeśli nie musicie wychodzić na słońce dzisiaj, szczególnie po południu, to nie wychodźcie. Dbajcie przede wszystkim o najmłodszych i najstarszych. Pamiętajcie, w ten weekend słońce nie żartuje" – zaapelował Tusk.
Rowerzysta z nielegalnym rowerem w Gdańsku
Znakiem tego: zależy mu na naszym zdrowiu i bezpieczeństwie. Czy to nie wspaniale?
Słońce nie żartuje
Zdaję sobie sprawę, że początkowe porównanie jest trochę przesadzone.
Powódź sprzed dwóch lat wyrządziła straty sięgające 13 mld zł i wymagała błyskawicznej koordynacji wielu służb, by nie były one większe. Błyskawicznie wylewająca się z rzek i zbiorników woda mogła przestraszyć i budzić respekt.
To moje porównanie przesadzone jest jednak tylko trochę. Fala upału może i nie przelewa się przez miasta równie widowiskowo, co fala powodziowa. Nie powstają z niej tak efektowne zdjęcia i nagrania, które mają potem setki tysięcy wyświetleń. Co nie oznacza, że jest mniej groźna.
Słońce zabija
Kilka lat temu grupa naukowców przyjrzała się letnim falom upałów, które uderzyły w Polskę w latach 1989-2012. Wnioski zebrali w badaniu "Heat-related mortality during hot summers in Polish cities" (ang. "Śmiertelność związana z przegrzaniem podczas gorących lat w polskich miastach"). I tak, najbardziej dotkliwe były upały z 1994 r. Podczas najgorętszego tygodnia średnia temperatura w niektórych częściach kraju była o 12 st. C wyższa niż w latach 1961-1990. W reszcie kraju - o ponad 10 st. C.
Rezultat? Upały doprowadziły wtedy do nadmiarowej śmierci 1070 osób, i to w zaledwie dziesięciu największych miastach Polski. W samej Warszawie zginęło 400 ludzi.
Jeżeli zmiana klimatu nadal będzie postępować, w drugiej połowie obecnego wieku Ziemia może być cieplejsza o 3 st. C (dla porównania podczas poprzedniej epoki lodowcowej była o 4-5 st. chłodniejsza). Dla Polski oznacza to m.in. tyle, że według prognoz naukowców fale upałów będą zabijać do 3 tys. osób rocznie.
Wiem, że trudno uwierzyć w te liczby. Dlatego warto zdać sobie sprawę, że upały uśmiercają o wiele "skuteczniej" niż mróz. Dziś zimno wciąż zabija na świecie o wiele więcej ludzi tylko dlatego, że wciąż występuje znacznie częściej. Gdy proporcje się odwrócą, już w drugiej połowie tego wieku główną przyczyną zgonów z powodu nadmiernych temperatur będą temperatury zbyt wysokie.
Kiedy zrobi się poważnie?
Jako ludzie znaleźliśmy sposoby, by poradzić sobie z chłodem – chronią nas przed tym i zimowe ubrania, i budynki, i powszechne ogrzewanie. Na upały uodpornieni nie jesteśmy.
Klimatyzacji nie ma ponad 90 proc. polskich rodzin. Brakuje jej też w szkołach, szpitalach, domach opieki i wielu innych publicznie dostępnych miejscach (choć nie np. w centrach handlowych, co pokazuje priorytety).
Niedawno pisałem w analizie dla WP, że nasz największy sprzymierzeniec w ochładzaniu miast to przyroda, a zwłaszcza duże drzewa . Mimo to nasze ulice i place zamiast stawać się coraz bardziej zielone, stają się coraz bardziej szare. Niszczymy przyrodę i w centrach, i na obrzeżach, i pod inwestycje publiczne, i pod te prywatne.
W rolnictwie też udajemy, że problemów nie ma. Zbiory padną przez brak wody? No trudno, najwyżej wypłaci się rolnikom "suszowe", czyli odszkodowanie z budżetu państwa za utracone plony. Po co coś zmieniać? Niepotrzebne nam żadne odtwarzanie natury, które pozwoli chronić zasoby wodne na terenach wiejskich. Żadne ograniczanie zużycia wody przez zmianę praktyk rolnych i dostosowanie upraw. Wystarczy odszkodowanie, jest dobrze.
Poważnie, słońce nie żartuje. Więc co dalej, rządzący?
Pytania bez odpowiedzi
Jak robotnicy mają pracować w 40 st. C na zewnątrz? Skoro wśród grup najbardziej narażonych na upały są seniorzy, to jak przygotować na nie starzejące się bardzo szybko społeczeństwo? Czy i kiedy klimatyzacja powinna stać się powszechna w szpitalach, szkołach i domach seniorów?
To tylko część pytań, które naprawdę wymagają odpowiedzi, a których udzielenia politycy zawzięcie unikają. I w imię czego? Bo sukcesy z tym związane nie przemienią się w przecięcie wstęgi na spektakularnej inwestycji? Bo największe efekty przyjdą za lata, a więc nie przed najbliższą kampanią wyborczą?
A problemem nie są tylko upały. Z powodu zmiany klimatu również inne ekstremalne zjawiska atmosferyczne będą coraz częściej testować nasze systemy: zdrowotny, rolny, edukacji, energetyczny, gospodarczy, bezpieczeństwa i wiele innych.
Kto jak kto, ale politycy odpowiedzialni za zarządzanie 37-milionowym krajem powinni o tym wiedzieć. I powinni nas na to przygotowywać.
Co robi rząd, by chronić Polskę?
To właśnie z tego powodu ponad 80 naukowców wysłało w poniedziałek apel do parlamentarzystów. Klimatolodzy, przyrodnicy i przedstawiciele innych specjalizacji chcą, by w Sejmie i Senacie pochylono się w końcu poważnie nad potrzebą ochrony klimatu i adaptacji do zmiany klimatu.
"Jakie działania podejmuje państwo, aby chronić obywateli przed skutkami zmiany klimatu wywołanej działalnością człowieka?" – pytają w liście. "Niestety, nadal nie widzimy działań politycznych odpowiadających skali zagrożenia" – dodają.
"Chciałbym, żebyśmy przestali wypierać prawdę o wywołanym przez człowieka globalnym ociepleniu. Dziś krążymy wokół problemu i oddajemy pole dezinformacji" – przemawiał prof. Szymon Malinowski, przewodniczący Komitetu ds. Kryzysu Klimatycznego PAN i współzałożyciel Nauki o Klimacie.
"Czego jeszcze potrzeba politykom, aby wreszcie zrozumieli, że polityka klimatyczna to nie ideologia, ale kwestia bezpieczeństwa narodowego?" – pyta prof. Zbigniew Karaczun z SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej.
I podsumowuje: "Potrzebujemy liderów politycznych, którzy podejmą działania adekwatne do poziomu zagrożenia, którzy będą wspierać działania na rzecz ochrony klimatu i wzmacniające odporność Polski na skutki tego procesu. Jeśli chcemy być bezpieczni, jeśli chcemy zapewnić bezpieczeństwo nam samym, ale też naszym dzieciom i wnukom, nie możemy dłużej czekać."
Politycy, jak widać, mogą.
Dziennikarz specjalizujący się w tematyce ekologicznej i klimatycznej. Prowadzi w mediach społecznościowych profil "Dziennikarz dla Klimatu". Współpracuje z Wirtualną Polską oraz portalem Nauka o Klimacie. Autor książki "Recepta na lepszy klimat".
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości