RAK
    Sprawa szpitala w Mogilnie. Bajońskie stawki, fałszowana dokumentacja

    Sprawa szpitala w Mogilnie. Bajońskie stawki, fałszowana dokumentacja

    3374 odsłon
    Sprawa szpitala w Mogilnie. Bajońskie stawki, fałszowana dokumentacja

    Sprawa szpitala w Mogilnie - materiał TVN24Źródło zdj. gł.: Leszek Szymański/PAP W szpitalu w Mogilnie ujawniono przypadki zawierania niekorzystnych umów z prywatną spółką neurochirurgów, które skutkowały bardzo wysokimi stawkami za zabiegi.

    Spółka Spine z.o.o. przez dziewięć miesięcy działalności zarobiła ponad 2,5 miliona złotych, a stawki za godzinę pracy sięgały nawet 26 tysięcy złotych.

    Kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia wykazała fałszowanie dokumentacji medycznej oraz rozliczanie droższych procedur niż faktycznie wykonywane.

    Spółdzielnie lekarskie, działające na podstawie kodeksu spółek handlowych, zwiększają siłę negocjacyjną lekarzy, co może prowadzić do uzależnienia szpitali od takich podmiotów.

    Pomysł ograniczenia działalności spółdzielni lekarskich był już rozważany przez Ministerstwo Zdrowia, jednak dotychczas nie wprowadzono żadnych zmian w tym zakresie.

    O nadużyciach związanych z działalnością spółki Spine z.o.o, założonej przez neurochirurgów z Bydgoszczy poinformowała Wirtualna Polska. "W małych placówkach powiatowych lekarze seriami wykonywali kilkuminutowe zabiegi, ale zdaniem NFZ sprawozdawali zdecydowanie droższe procedury. Setkom pacjentów założono identyczną dokumentację medyczną. Szpital w Mogilnie zgłosił sprawę do prokuratury. NFZ chce tylko od tej jednej placówki ponad 2,6 mln zł kary. Dyrekcja nie ma w lipcu pieniędzy na wynagrodzenia" - relacjonował portal. Jak wskazali dziennikarze, umowę ze spółką Spine na "Zabiegi artroskopowe i przezskórne w zakresie kręgosłupa" podpisała w lipcu 2023 r. poprzednia dyrektor palcówki, Ewa Bonk-Woźniakiewicz, wcześniej dyrektor teatru Wybrzeże. "Z korespondencji wynika, że neurochirurdzy zaproponowali warunki, a szpital je przyjął. Bez konkursu ofert, bez negocjacji" - donosi portal.

    Kontrola NFZ wykazała szokujące stawki

    Gdy nowe władze szpitala wzięły pod lupę dokumentację medyczną, powiadomiły prokuraturę, twierdząc że była dyrektor działała na szkodę placówki. Wkrótce potem sprawie przyjrzał się NFZ , zarządzając kontrolę. Jak ustalono, spółka prowadziła swoją działalność przez 9 miesięcy i zarobiła ponad 2,5 miliona złotych.

    Plan naprawy zdrowia. Czego żąda premier, a czego oczekuje społeczeństwo?

    • Spółka miała podpisaną bardzo niekorzystną umowę. 65 procent z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia trafiało bezpośrednio do władz spółki, a reszta na pokrycie tego, co szpital musiał dać tej spółce, aby mogła ona te zabiegi u nas w szpitalu realizować. Myślę, że w państwowej ochronie zdrowia nie ma takich kontraktów. Biorę pod lupę również prywatną ochronę zdrowia, w której też nie ma takich kontraktów, jakie były realizowane u nas w szpitalu - komentował w rozmowie z reporterem TVN24 Sebastian Jankiewicz, obecny dyrektor szpitala w Mogilnie, który zakończył niewłaściwy proceder.

    • Gdybyśmy, wraz z dyrekcją szpitala nie wykryli tego procederu, a co za tym idzie wcześniej nie zwolnili poprzedniej pani dyrektor, pewnie do dziś ten proceder by trwał, a zakończył się półtora roku temu. Strata jest wizerunkowa. Za pacjentem idą do szpitala pieniądze, a w tej chwili boję się, że chorzy mogą wybierać inne placówki. Myślę jednak, że do tego nie dojdzie. Kadra medyczna jest u nas bardzo dobra, a to, że wykryliśmy ten proceder, to dowód, że postąpiliśmy uczciwie - komentuje dla TVN24 Tomasz Krzesiński, starosta powiatu mogileńskiego.

    • Na przyszłość ustawodawca powinien albo zrobić kominy maksymalnego wynagrodzenia dla lekarzy, albo rozwiązać sytuację tak, by lekarz nie mógł pracować w prywatnej i państwowej służbie zdrowia - dodaje starosta.

    "Ujawnione dziś zarobki neurochirurgów 26 tysięcy złotych za godzinę nie zostaną ujęte w ustawie o jawnych zarobkach na PESEL, bo ta nie obejmuje spółek" - zauważył w poniedziałek we wpisie na platformie x Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL). "Potwierdzamy, że NIL zgłosił do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy neurochirurgów, których działania zostały opisane w dzisiejszym artykule Wirtualnej Polski. Każda wiarygodna informacja o możliwym naruszeniu zasad wykonywania zawodu wymaga wyjaśnienia" - poinformowała z kolei Iwona Kania, rzeczniczka NIL, w oficjalnym komunikacie..

    Zmiana w resorcie zdrowia? "To fotel, o który nikt się nie bije"

    Jak dodała, sprawa ta pokazuje, jak ważne jest, aby wyceny świadczeń przygotowywane przez AOTMiT i mechanizmy finansowania przez NFZ ograniczały możliwość tworzenia bodźców do niewłaściwego kwalifikowania lub rozliczania procedur. "System powinien premiować jakość leczenia i bezpieczeństwo pacjenta, a nie wykorzystywanie różnic w wycenach świadczeń" - podkreśliła.

    Do sprawy odnieśli się także politycy. "Doktor od '26 tys. za godzinę' za PIS był min: prezesem Agencji Rezerw Materiałowych, w zarządzie ENEA, członkiem Społecznego Komitetu Poparcia J. Kaczyńskiego, dyrektorem w MF. Wtedy premierem był Morawiecki. Umowę podpisano u schyłku rządów PiS. Pewnie przypadek..." - napisał na portalu społecznościowym Marcin Kierwiński , Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji.

    Czym są spółdzielnie lekarskie?

    • Spółdzielnie lekarskie to potoczna nazwa spółek, zazwyczaj działających na podstawie kodeksu spółek handlowych, które zostały powołane w celu zwiększenia siły negocjacyjnej lekarzy w rozmowach z dyrektorami szpitali. Jeśli dla placówki zagrożeniem bywa nawet odejście jednego lekarza, to co dopiero odejście na przykład pięciu lub sześciu? Te spółdzielnie często też finansują wynagrodzenia innych niż lekarze pracowników. Mówimy więc o sytuacji całkowitego uzależnienia - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. - Jest wiele szpitali, w których spółdzielnie lekarskie doprowadziły do bardzo dużych trudności finansowych. Zasadniczo też, tam gdzie działają spółdzielnie, mamy do czynienia również z kominami płacowymi - dodaje Wiśniewski. Jak tłumaczy, pomysł zakazu działalności spółdzielni lekarskich w takim rozumieniu, że szpitale nie mogłyby podpisywać z nimi umów, pojawił się już podczas posiedzenia Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia dokładnie rok temu. - Była to propozycja ministerialna. Jako strona pracodawców poparliśmy tę propozycję. Związki tez były za ograniczeniem tej działalności. Tylko że z tą sprawą nic się nie wydarzyło. Dlaczego? To dobre pytanie do ministerstwa - mówi Wojciech Wiśniewski, który jest członkiem i współprzewodniczącym Zespołu.

    Właśnie takie pytanie skierowaliśmy do resortu zdrowia . Czekamy na odpowiedź.

    Czytaj cały artykuł u źródła — TVN24

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era