
Tym razem marka postanowiła zanurkować głęboko w swoich archiwach i tchnąć zupełnie nowe życie w dwa kultowe modele sprzed lat. Efekt? Powrót genialnego, mechanicznego robota oraz tajemniczego, księżycowego krajobrazu, które zyskują nowoczesny, świeży sznyt. Zamiast klasycznych wskazówek i nudnych rzymskich cyfr dostajemy małe dzieła sztuki, które każą nam na nowo nauczyć się… odczytywania godziny. To idealny sposób na zafundowanie sobie zdrowego, cyfrowego detoksu i odzyskanie świętego spokoju w ciągu intensywnego dnia.
Czas zamknięty w ustach uśmiechniętego robota
Pierwszą z nowości jest odświeżona wersja modelu Analogon (Printers Edition), którego pierwowzór zadebiutował w 2014 roku. Choć zazwyczaj komiksowe, przerysowane wzornictwo potrafi otrzeć się o kicz, to ten konkretny powrót jest absolutnym majstersztykiem lifestylowego pop-artu i szczerze mówiąc, mogłabym na niego zamienić moją nieodłączną opaskę, gdyby nie był aż tak masywny. Ten projekt jest po prostu fantastyczny, nawet jeśli ciężko go nazwać tradycyjnym. Czasem jednak potrzebujemy w życiu trochę kreatywnego szaleństwa.
Technik druku brytyjskiej manufaktury, Rocky, postanowił całkowicie przearanżować wygląd kultowej postaci. Większość tarczy zajmuje głowa robota, która w nowej wersji zyskała znacznie radośniejszy, wręcz hipnotyzujący wyraz twarzy. Cała konstrukcja została misternie złożona z motywów kół zębatych oraz śrubek, a eksplozja wyrazistych barw – soczystej czerwieni, głębokiego błękitu, zieleni i słonecznej żółci – natychmiast przyciąga wzrok. Najbardziej genialny jest jednak sposób, w jaki ten mechaniczny kumpel podaje nam czas. Cała magia dzieje się w jego… otwartych ustach. Górny rząd zębów precyzyjnie wskazuje aktualną godzinę, podczas gdy dolna szczęka odlicza upływające minuty.
Zegarek nie należy do mikrusów i dumnie prezentuje się na nadgarstku dzięki masywnej, 46-milimetrowej kopercie wykonanej ze szczotkowanej stali nierdzewnej. Sercem konstrukcji jest precyzyjny, jednołożyskowy mechanizm kwarcowy, a wodoszczelność na poziomie 5 ATM gwarantuje, że nie musimy obawiać się przypadkowego zachlapania podczas letnich ulew, mycia rąk czy kąpieli.
Poetycki krajobraz pełen skrajnych emocji
Drugim wskrzeszonym klasykiem jest Dawn West Dusk East – model, który oryginalnie ujrzał światło dzienne w 2011 roku. Wtedy jego unikalność opierała się na pojedynczym okienku, które wędrując wokół tarczy, płynnie zmieniało barwy w cyklu czterech podstawowych kolorów: czerni, srebra, złota i czerwieni.
W wersji na ten rok, inna utalentowana graficzka marki, Tanith, postanowiła nadać całości znacznie bardziej nastrojowy, wręcz melancholijny klimat. Tło tarczy zamieniło się w surowy, pełen subtelnych wzorów krajobraz przypominający delikatne fale i kratery na powierzchni księżyca. Najbardziej intrygującym detalem jest jednak sam pierścień. Wokół tarczy zapętlono wymowne, skrajne słowa, takie jak „narodziny” ( birth ), „szaleństwo” ( madness ), „ciekawość” ( curiosity ), „pokój” ( peace ) oraz „zemsta” ( vengeance ). To poetycka metafora ludzkiego życia, w którym czas nieubłaganie płynie przez spektrum najróżniejszych stanów emocjonalnych.
Przez ten bardzie nietuzinkowy design ten model zdecydowanie nie będzie dla każdego i myślę, że chyba więcej osób sięgnęłoby po wersję z robocikiem, nawet jeśli jest bardziej krzykliwa i masywna. A mimo to, jest w nim coś przyciągającego, może właśnie przez tę melancholię i analogię do ludzkiego życia, składającego się nie tylko z dobrych, ale też i złych emocji.
Jedynie dla wybranych
Oba modele zadebiutowały oficjalnie w sprzedaży, ale fani nieszablonowego designu muszą wykazać się ekspresowym refleksem. Zarówno Dawn West Dusk East, jak i Analogon (Printers Edition) zostały wydane jako ściśle limitowane edycje kolekcjonerskie – z każdego modelu manufaktura wypuściła na świat zaledwie po 100 sztuk. Zwykle, gdy mówimy o tak ściśle limitowanych gadżetach, można się spodziewać ogromnych cen. Tymczasem tu czeka spore zaskoczenie.
Ceny startują z poziomu 225 funtów (około 1130 złotych). Jak na tak unikalne, rzemieślnicze projekty, które powstają w limitowanych nakładach, kwota ta wydaje się nadzwyczaj kusząca i uczciwa, zwłaszcza że nie płacimy tu tylko za limitowany numer, tylko za emocje, oryginalną opowieść zamkniętą pod szkiełkiem i za to niesamowite uczucie, gdy spoglądasz na zegarek nie po to, by gonić uciekające minuty, ale by na chwilę zatrzymać się i zachwycić czystą kreatywnością. Te małe dzieła sztuki udowadniają, że czas wcale nie musi być szary i monotonny – czasem może mieć twarz uśmiechniętego robota, który uczy nas podchodzić do codzienności z o wiele większym dystansem.
Źródło: Mr Jones Watches