Możemy się spodziewać, że Zełenski będzie regularnie sięgał po to samo narzędzie, którego od dawna używają Izraelczycy: "Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam".
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Wielcy przywódcy czasów wojny muszą walczyć nie tylko z wrogiem na polu bitwy, lecz także z nieubłaganie rosnącym ego. Zmagają się i z fizycznym nieprzyjacielem, i z własną naturą. Im lepiej idzie im na tym pierwszym froncie, tym gorzej radzą sobie na tym drugim.
33-latek stracił prawo jazdy po tym manewrze. Jest nagranie
W mojej ocenie Wołodymyr Zełenski jest postrzegany przez większość Europejczyków właśnie jako "wielki przywódca czasów wojny". Polityczne elity w Brukseli, Paryżu czy Berlinie widzą w nim niezłomnego obrońcę wolności i demokratycznych wartości. Lidera, który miał odwagę przeciwstawić się nawale rosyjskiego barbarzyństwa.
Każda wizyta w Kijowie, każdy serdeczny uścisk dłoni, każde zdjęcie z prezydentem Ukrainy są warte wielogodzinnej podróży pociągiem. Podobnie jak spotkania Zełenskiego z innymi głowami państw w najważniejszych stolicach Starego Kontynentu. Kto nie chciałby dziś przytulić się do współczesnego Churchilla / Mandeli / Wałęsy?
Zmartwieniem oraz powodem do irytacji wielu światowych przywódców jest brak respektu ze strony "większych" graczy. O szacunek globalnych potęg musieli lub muszą zabiegać Władimir Putin, Recep Tayip Erdoğan, Kim Dzong Un, irańscy ajatollahowie. Zełenski tego problemu nie ma: on owym szacunkiem cieszy się właściwie od 24 lutego 2022 r. (może z wyjątkiem trumpowskiej Ameryki, choć ostatnimi czasy także na tym odcinku nastąpił spory postęp).
I wykorzystuje tę przewagę w sposób bezwzględny i - niekiedy - cyniczny.
Ukraiński prezydent coraz częściej odnosi militarne sukcesy, ale najwyraźniej ma kłopot, gdy musi trzymać w ryzach swoje ciemniejsze cechy - przekonanie o własnej nieomylności, bezkarność, swoją butę. Wywołuje konflikt z Warszawą dla celów polityki wewnętrznej, bo wydaje mu się, że "więksi" gracze albo staną po jego stronie, albo przynajmniej pozostaną neutralni.
Poucza wszystkich dokoła, jak powinni się bronić przed rosyjskimi dronami i akcjami hybrydowymi. Próbuje w niezbyt zawoalowany sposób wpływać na wybory w krajach sąsiednich - jak wiosną tego roku na Węgrzech. Już nie prosi o dostawy nowego uzbrojenia. On się ich bezkompromisowo domaga. Aż wreszcie pozwala sobie na publiczne trollowanie niektórych zagranicznych polityków - jak kilka dni temu, gdy wręczał "Order Europy" Ursuli von der Leyen i stwierdził, iż "nikt jej tego odznaczenia nie będzie już mógł odebrać" .
Moment wręczenia medalu © PAP | MAXYM MARUSENKO Nikt nie odbierze Zełenskiemu zasług w podtrzymaniu ukraińskiej suwerenności. Trudno z tym faktem polemizować. Niemniej coraz bardziej irytujący ton jego wypowiedzi, coraz jaskrawsza arogancja - przekłamana, czasami wręcz odstręczająca narracja historyczna, powoli nadwerężają jego wizerunek i to nie tylko w Polsce.
Zełenski zdaje sobie z tego sprawę. Ma jednak w zanadrzu broń, którą i on, i jego najbliżsi współpracownicy już wykorzystywali w ciągu ostatnich czterech lat, lecz teraz będzie ona przez nich eksploatowana z jeszcze większą częstotliwością. Otóż każda krytyka obecnych władz w Kijowie, nawet najłagodniejsza, może zostać zdefiniowana - przez samego Zełenskiego, jego ministrów, zastępy dziennikarzy i internetowych anonimów - jako wyraz "prorosyjskości".
Tak było już dwa lata temu, w trakcie "kryzysu zbożowego". Tak było miesiąc temu, w szczycie tzw. afery orderowej. Tak będzie teraz za każdym razem, gdy ktoś postanowi postawić jakąś niewygodną dla Ukraińców tezę, wyrazić gorzką prawdę w tej czy innej kwestii.
Możemy się spodziewać, że Zełenski będzie regularnie sięgał po to samo narzędzie, którego od dawna używają Izraelczycy: "Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam". W oczach Benjamina Netanjahu państwo żydowskie desperacko walczy o przetrwanie, a każde nieprzychylne zdanie na temat jego polityki ociera się o antysemityzm. W oczach Zełenskiego o przetrwanie walczy także Ukraina, a kto w nią uderza, kto wstrzymuje kolejne transze pomocy, kto nie przyjmuje jej wersji historii rzezi wołyńskiej, kto blokuje akcesję do Unii Europejskiej - działa ramię w ramię z Kremlem.
Niestety, wielu europejskich polityków - zapatrzonych w kijowskiego Churchilla / Mandelę / Wałęsę - jest gotowych tę retorykę naśladować. A wówczas zaczniemy się systematycznie przesuwać w stronę niebezpiecznej granicy, poza którą krytyka Ukrainy będzie równoznaczna z "negacjonizmem" rosyjskiej agresji.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Analityk Wirtualnej Polski ds. geopolityki, ambasador RP w Izraelu (2018-21) i Stanach Zjednoczonych (2021-24), były wiceminister spraw zagranicznych
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości