W czwartek przed Sądem Okręgowym w Poznaniu ruszył proces w sprawie zabójstwa 51-latki w Koziegłowach (Wielkopolska).
Podczas posiedzenia sądu oskarżony o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i z motywacji zasługującej na szczególne potępienie - Roman R. - przekazał, że nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. To znacząca zmiana jego stanowiska. Mężczyzna stwierdził, że "sprawa od początku była sfabrykowana i wcale nie chodziło o mieszkanie".
Oskarżony o zabójstwo w KoziegłowachŹródło zdjęcia: TVN24 Jak odnosi się do tego prokuratura? - W ocenie prokuratury dzisiejsze wyjaśnienia oskarżonego stanowią jedynie linię jego obrony, mając na celu ograniczenie odpowiedzialności karnej albo zmniejszenie być może rekordu w tej sprawie - skomentowała Kinga Kobierska z Prokuratury Rejonowej Poznań Nowe Miasto.
Przypomniała również, że podczas postępowania śledczy zgromadzili szereg dowodów, które potwierdzały sprawstwo oskarżonego. - Byli to bezpośredni świadkowie, nagrania z monitoringu, ale też szereg ekspertyz sądowych na przykład z dziedziny genetyki sądowej, biologii czy z zakresu medycyny sądowej, które potwierdzały, że oskarżony czynu dokonał - dodała.
Jednym z głównych dowodów jest także nagranie wykonane przez oskarżonego na numer alarmowy. - Doszliśmy do nagrania z rozmowy oskarżonego z dyspozytorem 112, w którym (oskarżony - red.) przyznał się do zarzucanego czynu. Ponadto tożsame oświadczenia przekazywał funkcjonariusz policji, którzy byli na miejscu zdarzenia - zaznaczyła Kobierska.
W czwartek sąd rozpoczął także przesłuchiwanie pierwszych świadków w sprawie.
Do zabójstwa doszło w KoziegłowachŹródło zdjęcia: Klaudia Stefens / TVN24 Poznań Gdy wychodziła do pracy, on już czekał
Do tej zbrodni doszło 5 maja 2025 roku na Osiedlu Leśnym. Jak ustalili śledczy, mężczyzna czekał na swoją ofiarę przed blokiem i zaatakował 51-latkę wcześnie rano - chwilę po tym, jak wyszła z budynku.
Kobieta zmarła na miejscu.
Mężczyzna po zabójstwie żony zrobił jej zdjęcie, po czym wysłał je swojej matce i synowi. Po wszystkim zawiadomił o zabójstwie służby. Był trzeźwy i nie był pod wpływem narkotyków.
Znają jego tożsamość. Próbują ustalić, kto i dlaczego go zabił
Byli w trakcie rozwodu, spierali się
Małżeństwo z Ukrainy było w trakcie rozwodu. Roman R. za wcześniejsze znęcanie fizyczne i psychiczne miał orzeczony zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej i musiał wyprowadzić się z mieszkania. Do znęcania się dochodziło w latach 2019-2021. - Prawomocny wyrok zapadł w 2024 roku - mówił Wawrzyniak.
Mężczyzna stosował się do tych zakazów, choć się z nimi nie zgadzał. - Nie potrafił przeżyć, że pokrzywdzona przebywa w ich mieszkaniu, gdy on musiał je opuścić. Nie mógł też pogodzić się z tym, że kobieta jest w stanie samodzielnie się utrzymać - wyjaśnia prokurator Wawrzyniak.
Śledztwo wykazało, że para spierała się w kwestii podziału majątku .
Zabił i próbował uciec za granicę
Roman R. po zatrzymaniu przyznał się do zabójstwa. W swoich zeznaniach wyjaśnił, że dwa tygodnie przed zdarzeniem kupił nóż. Przed blok wziął ze sobą sodę kaustyczną do udrożniania rur, by uniemożliwić kobiecie obronę.
Roman R. cały czas przebywa w areszcie śledczym.
Zabił matkę mieczem, zginął od policyjnych kul. Nowe informacje z prokuratury