RAK
    Razem lekceważy antyprawicowe emocje swojego elektoratu

    Razem lekceważy antyprawicowe emocje swojego elektoratu

    2135 odsłon
    Razem lekceważy antyprawicowe emocje swojego elektoratu

    Być może ze wszystkich zakładanych przez ostatnie dwie dekady partii to właśnie Razem jest tą najbardziej pechową. Powstała w maju 2015 roku i miała na celu stworzenie „prawdziwie” lewicowej partii socjaldemokratycznego reformizmu w miejsce leja po bombie, jaki zostawił postkomunistyczny neoliberalizm SLD spod znaku Leszka Millera. Razem miała więc być partia socjalu, bazy, a nie nadbudowy.

    I owszem, była. Tylko że miała pecha. Bo na podobny pomysł wpadł Jarosław Kaczyński.

    Po latach flirtowania z Zytą Gilowską i kolejnych porażkach z Tuskiem Kaczyński postanowił dokonać zwrotu ludowego na serio. A ten okazał się wówczas przewrotem kopernikańskim w polityce socjalnej: od ozusowania umów cywilnoprawnych, przez obniżenie wieku emerytalnego po – przede wszystkim – 500+, przez które, jak ostrzegano, Polska miała stać się drugą Wenezuelą. Nic takiego się nie stało, a Kaczyński zrobił dla polskiego socjalu więcej, niż wszystkie lewicowe partie po 1989 roku.

    Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji

    Maria Janion

    od 55,93 zł

    Wznieciliśmy mrok. Historia mówiona polskiej sceny metalowej w latach 80. i 90.

    Marcin Lisiecki

    od 28,74 zł

    Ми тут не вдома. Українські мігранти та біженці про відносини з поляками

    Olena Babakova, Przemysław Sadura

    od 0,00 zł

    Nie jesteśmy w domu. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami

    Olena Babakova, Przemysław Sadura

    od 0,00 zł

    Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś

    Howard Zinn

    od 57,55 zł

    Jak uniknąć tragedii? William Szekspir a świat współczesny

    Maciej Gdula

    od 28,74 zł

    Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]

    Dominika Lasota

    od 19,14 zł

    Propagandysta, który przechytrzył Hitlera

    Peter Pomerantsev

    od 31,14 zł

    Bez szacunku. Kryzys społeczny

    Byung-Chul Han

    od 23,94 zł

    Muskizm. Świat według Elona Muska

    Ben Tarnoff, Quinn Slobodian

    od 33,54 zł

    I to był właśnie pech partii Razem. Kaczyński nie tylko bowiem podobny pomysł na pomoc najsłabszym wpisał sobie na sztandary, ale też go zrealizował. Dodatkowo dla umiłowanej przez lewicę klasy pracującej (zwanej ostatnio ludową) był i pewnie będzie zawsze bardziej strawny ze swoim klerykalizmem i konserwatyzmem obyczajowym, który z kolei tak bardzo drażni wielkomiejskich wyborców.

    I dla Razemków zaświeciło słońce

    Przez całe lata musiała więc partia Razem błąkać się po opłotkach progu wyborczego i patrzeć, jak konserwatywny prawicowiec de facto realizuje jej agendę. Błąkać się, patrzeć i przede wszystkim trwać. Razem próbowało startować razem z Piotrem Ikonowiczem , z SLD – albo i oddzielnie. Zawsze jednak był ten sam problem: po co wyborcy partia socjalna, skoro ma socjalny PiS?

    I nagle także dla Razemków zaświeciło słońce. Kredyt zaufania partii dała nie tylko kompromitacja PiS skalą korupcji, nepotyzmu i szabrowania majątku narodowego. Przede wszystkim stopniowe odchodzenie PiS z Kaczyńskim od polityki socjalnej i mentalna kolonizacja przez Konfederację sprawiły, iż nagle otworzyło się okienko dla partii prawdziwie socjalnej. Dowodem tego były chociażby wybory prezydenckie, gdzie Zandberg z sondażowego 1 proc. ugrał 4,86 proc., więcej niż kandydatka Nowej Lewicy, Magdalena Biejat.

    Oczywiście to okienko nie otworzyło się samo z siebie. Razem zrobiło wiele, by zawczasu nie tylko postawić się Tuskowi, ale przejść do opozycji, mimo iż jeszcze w kampanii występowali wspólnie na listach do Senatu. Dodatkowo postawiło koalicyjne warunki nie tyle odnośnie stołków, co reform i budżetu, w tym służby zdrowia. Nie dziwi więc, że dziś, gdy rząd Tuska jest wyjątkowo niepopularny także z powodu afery lekarskiej, Razem może być postrzegane jako wiarygodne w swej krytyce.

    Oczywiście to nie znaczy, że nadal nie mamy do czynienia z niewielką partią tożsamościową, której sukcesem będzie 5–6 proc. w wyborach. Tyle że w tak bardzo spolaryzowanym Sejmie te kilkanaście mandatów może się okazać języczkiem u wagi. I wtedy waga głosu niebotycznie rośnie. Najpierw jednak trzeba się do tego Sejmu dostać.

    Zakiwani w symetryzmie?

    I tu zaczynają się problemy. Systematyczne dystansowanie się raz od Tuska, a raz od prawicy pisowsko-konfederackiej jest trochę jak spacer po linie, którą szarpią obie strony. Nie tylko zaangażowani dziennikarze, ale też farmy botów, z których usług chętnie korzystają zarówno KO, jak i prawica. Bez własnych mediów, we wrogim politycznie układzie i przy dominacji populistycznej prawicy łatwo jest z liny spaść.

    Nie chodzi o afery korupcyjne czy nepotyzm, nawet na szczeblu lokalnym, gdyż ogromnym komfortem Razem jest to, że nigdzie nie współrządzi. Więc nie ma ryzyka uwikłania afery rządzących. Chodzi o to, że symetryczne bitwy, które czasami wybiera Razem, mogą budzić zdziwienie także u jej własnego elektoratu.

    Nie łudźmy się bowiem, że bombardowana prawicową polityką tożsamości klasa pracująca rzuci się nagle głosować na Razem. Nie, to nadal będą wyborcy, którzy przypłynęli (zwłaszcza) z libleftowej strony. Zawiedzeni lewym skrzydłem KO Barbary Nowackiej, służalczością Czarzastego i wiecznym upokarzaniem Lewicy. Są to jednak wciąż wyborcy stricte antyprawicowi, dla których flirt z tamtą stroną sceny politycznej jest niedopuszczalny.

    Zresztą zdaje sobie z tego sprawę i sama partia Razem, która przecież m.in. przez to pozbyła się ze swych szeregów posłanki Matysiak. Tym bardziej więc dziwi, czemu nie potrafi wyczuć, że nie zawsze stawanie okoniem wobec koalicji rządzącej jest dla niej politycznie opłacalne.

    Że niepopieranie odebrania immunitetu Mentzenowi za odpalenie racy, nawet przy małej wadze wybiórczego zarzutu, jest mimo wszystko nierobieniem pod górę Mentzenowi – a ich docelowy wyborca Mentzena nienawidzi. Że niepopieranie kandydatki na RPO, nawet jeśli rzeczywiście wydaje się sympatyzować z KO, nie jest najlepszym rozwiązaniem, gdy jednocześnie jest to osoba, która za czasów PiS pomagała obywatelom, w tym w szczególności kobietom. Że unikanie krytyki Nawrockiego nie przynosi korzyści Zandbergowi, skoro wyborcy szeroko rozumianej lewicy oceniają prezydenta być może nawet krytyczniej niż Silni Razem , zwłaszcza po ostatnim wecie w sprawie statusu osoby najbliższej.

    Wreszcie – że samo tłumaczenie się z tych głosowań, nawet najlepsze merytorycznie, i tak jest problemem dla partii. Bo dla jej docelowego wyborcy, wahającego się między Nową Lewicą a Razem, emocje antypisowskie i antykonfederackie są nadal mocne. On naprawdę coraz bardziej czują faszyzm u bram.

    Ten tekst i wiele innych powstał dzięki naszym Darczyńcom.

    Regularne wpłaty od Was dają nam poczucie bezpieczeństwa. Dzięki nim możemy planować.

    Wspieraj nas

    Wsparcie miesięczne

    Płatność odnawialna. W każdym momencie możesz zrezygnować z płatności.

    Wsparcie jednorazowe

    Dlatego podstawowym niebezpieczeństwem dla Razem nie jest to, że libkowy mainstream albo farmy trolli KO będą ich atakowały. Podstawowym niebezpieczeństwem jest zakiwanie się we własnym symetryzmie, które sprawi, iż w godzinie wyborczej próby, gdy emocje sięgają zenitu, co trzeci–czwarty docelowy wyborca Razem ostatecznie jej nie wybierze. Bo o ile zniesie łomotanie Tuska za niezrealizowanie obietnic, o tyle nie zniesie żadnego pobłażania dla Konfederatów. Nawet w kwestiach dość drobiazgowych.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Krytyka Polityczna

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era