Po wizerunkowym fiasku rekonstrukcji rządu, Kijów próbuje zamknąć mniej priorytetowe fronty. Takim dla Wołodymyra Zełenskiego jest spór z Warszawą. Ukraińska propozycja historycznego resetu w sprawie Wołynia może być jednak tylko grą pozorów. - Musimy usiąść i zastanowić się, gdzie jest haczyk - mówi Wirtualnej Polsce jeden z polityków od lat zaangażowany w sprawy polsko-ukraińskie.
Odblokowanie istotnej liczby miejsc ekshumacyjnych było jednym z postulatów rozmów, które w czerwcu - po nadaniu imienia "bohaterów UPA" jednostce ukraińskich sił specjalnych - prowadził w Warszawie Kyryło Budanow. Chciała tego strona polska. W tej chwili są 23 wnioski IPN, które czekają na rozpatrzenie (celowo podaję liczbę 23, a nie 26, bo trzy z nich zostały powtórzone). Jeśli Wołodymyr Zełenski rzeczywiście zdecyduje się na uruchomienie na dużą skalę ekshumacji, będzie to znaczny gest, który należy docenić.
Bazowy postulat Polski - patron jednostki - pozostaje jednak bez zmian. Tu - jak przekonują WP źródła po stronie ukraińskiej - na ustępstwa nie ma co liczyć. Model polityki ukraińskiej nie zakłada wycofania się z tej decyzji, gdyż byłoby to - w rozumieniu ulicy Bankowej, czyli administracji prezydenta - okazanie słabości.
Nasi rozmówcy przekonują jednak, że nierozpatrzony pozostanie wniosek nadania 67. Brygadzie Zmechanizowanej imienia Romana Szuchewycza, odpowiedzialnego bezpośrednio za ludobójstwo na Polakach.
Arogancki i buńczuczny. Zełenski rozpoczął wielką grę o zachowanie władzy
Wygaszony miał zostać również pomysł sprowadzenia na Ukrainę zwłok Stepana Bandery (wobec tego sceptyczna miała być rodzina przywódcy UPA) jak i wprowadzania do Panteonu Narodowego osób odpowiedzialnych osobiście za zbrodnie na Polakach na Wołyniu, takich jak Szuchewycz (vel Taras Czuprynka) czy Dmytro Klaczkiwski (vel Kłym Sawur).
Przepracowana metoda w relacjach z Polską
Kolejnym punktem zaproponowanego przez Zełenskiego odprężenia w relacjach z Polską ma być otwarcie archiwów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i umożliwienie polskim historykom analizy dokumentów, które się w nich znajdują, a dotyczą ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Na podobny krok w ramach dialogu historycznego z Polską zdecydowali się były prezydent Wiktor Juszczenko i były szef SBU Wałentyn Naływajczenko. Działo się to w latach 2007-2008, a tłem był znacznie mniej intensywny spór polsko-ukraiński o pomysł nadania patrona akademii SBU. Miał nim być… Szuchewycz. Wówczas kierujący archiwami SBU radykalny historyk i negacjonista ludobójstwa wołyńskiego Wołodymyr Wijatrowycz odtajniał dokumenty NKWD znajdujące się w SBU, a dotyczące Operacji Polskiej NKWD. Była ona prowadzona w latach 30. m.in. na terenach dzisiejszej Żytomierszczyzny. Była to największa akcja eksterminacyjna wymierzona w Polaków na terenie Związku Sowieckiego w okresie Wielkiego Terroru. Prowadzona na rozkaz nr 00485 ludowego komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa i za zgodą Stalina. Zamordowano w niej ok. 111 tys. Polaków. W wyniku działalności Wijatrowycza i SBU udało się sporządzić dość szczegółową dokumentację z ludobójstwa dokonanego przez NKWD. Był to gest wysoko oceniony przez polskie środowiska naukowe i polityków niezależnie od barw.
Otwieranie archiwów jest więc już przepracowaną metodą prowadzenia dialogu w relacjach z Polską. Otworzyła ona drogę do postawienia akcentów przede wszystkim na Operację Polską, ale też na Wielki Głód (Hołodomor), który w czasie swojej prezydentury Juszczenko chciał przenieść na poziom międzynarodowy i doprowadzić do uznania go przez ONZ za zbrodnię na narodzie ukraińskim dokonaną przez Kreml.
Jeden problem z otwieraniem archiwów
Dziś ma być podobnie. Jest tylko jeden problem. Część polskich historyków podaje, że archiwa SBU pod kątem Wołynia są już dość dobrze zbadane. Jak podaje dyrektor Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego dr Łukasz Adamski, od 2014 r. są one… jawne i dostępne dla badaczy, a dyrekcja archiwum SBU nie robiła problemu z ich pozyskiwaniem. Nie ma zatem czego odtajniać.
Jako gest mogłoby zatem być potraktowane otwarcie okresu lat 40. w archiwach wywiadu wojskowego HUR i Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy.
Wspólny bohater i pozorne ustępstwo
W projekcie resetu z Polską Ukraina miała oferować również wprowadzenie do Panteonu Narodowego wspólnego bohatera, którym miał być Marko Bezruczko, żołnierz utworzonej po II wojnie światowej Ukraińskiej Republiki Ludowej, który z polskimi oddziałami wchodził do Kijowa, a później podczas wojny polsko-sowieckiej dowodził obroną Zamościa. Jako pierwsi pisaliśmy o tym na łamach WP.
Dodatkową zachętą ze strony Budanowa miała być wspólna komisja historyczna, która zajęłaby się nazewnictwem i poszukiwaniem po obydwu stronach kontrowersyjnych bohaterów. Jak mówił w podkaście "Bez Doktryny" szef BBN Bartosz Grodecki, komisja nie była rozwiązaniem, którym Polska byłaby zainteresowana. Już dziś istnieje forum dialogu historycznego, z którego w praktyce dla relacji Warszawa-Kijów niewiele wynika.
Jeden z polskich dyplomatów powiedział WP, że również kandydatura Bezruczki została przyjęta w Warszawie - zarówno w Pałacu Prezydenckim, jak i MSZ - jako ustępstwo pozorne.
W kwestii uruchomienia dodatkowych ekshumacji może być jednak inaczej. Jak napisał w serwisie X dr Adamski, "sygnał ze strony Ukrainy jest obiecujący", ale należy poczekać na konkrety.
Z kolei w rozmowie z przedstawicielem polskich służb specjalnych zaangażowanym w dialog z Budanowem można usłyszeć, że po rekonstrukcji rządu ukraińskiego, która zakończyła się wizerunkowym fiaskiem dla Zełenskiego (w związku z odwołaniem popularnego ministra obrony Mychajło Fedorowa), powstała konieczność zamykania mniej priorytetowych frontów. Takim jest dla Zełenskiego Polska. Sam Budanow - mimo buńczucznej antypolskiej retoryki - ma poszukiwać kontaktu i dążyć do dialogu z przedstawicielami polskich elit politycznych, opierając te dążenia o - jak to określił jeden z rozmówców WP - "bardzo szeroki rozdzielnik".
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Dziennikarz Wirtualnej Polski, reporter, korespondent wojenny. Autor nagradzanych książek, m.in. "Polska na wojnie" i "Śniadanie pachnie trupem". Z Markiem Magierowskim prowadzi podcast "Bez Doktryny".
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości