
Upadamy, ale umiemy się podnieść, wybieramy fatalnych przywódców, ale potrafimy ich przetrwać - zauważa znany publicysta David Ingnatius, któremu przy okazji 250-lecia podpisania Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych łamy udostępnia magazyn „Foreign Policy”. Tekst nosi tytuł „Toast za 250-letnią Amerykę”.
Ameryka, 250 lat po podpisaniu Deklaracji Niepodległości, jest państwem w „wieku średnim”, które „jednocześnie lśni i ulega rozkładowi”, wciąż budzi podziw świata, ale już nie przewodzi mu jak dawniej - ocenia Ignatius.
Dziś - kontynuuje - przypomina bardziej imperium brytyjskie w 1776 roku, niż „zgrzebnych patriotów”, którzy się przeciw niemu zbuntowali. Jest raczej krajem głęboko podzielonym na bogatych i biednych, niż „republiką farmerów i kupców”, jaką wyobrażali sobie ojcowie założyciele.
Nasza spójność społeczna została tak dalece rozerwana, że często czujemy się raczej jak dwa narody niż jeden - stwierdza autor. Technologia, kultura i podziały. Co zostało z amerykańskiej potęgi?
Przypomina, że Amerykanie już dwa razy wybrali prezydenta, który „energicznie wykorzystuje władzę dla własnych politycznych i finansowych korzyści”, a jego bohaterami są „raczej plutokraci z lat Pozłacanej Epoki (...) niż rewolucjoniśc i”, którzy chwycili za broń, burząc się przeciw podatkom na rzecz brytyjskiej korony.
A jednak Ignatius ocenia, że Stany Zjednoczone wciąż mają „najlepszą technologię, robią najlepsze filmy i najlepszą muzykę”. A jeśli nawet Amerykanie wybierają czasem fatalnych przywódców, to potrafią ich przetrwać - podkreśla.
Mocarstwo w kryzysie. Kto zyska na słabości podzielonej Ameryki?
Niestety cudzoziemcy uważają, że USA stały się ostatnio „chaotyczne i niegodne zaufania”; tracą rolę hegemona i szacunek innych państw. Ich zapatrzenie się w siebie powoduje, że światowy ład ulega fragmentacji, na której w największym stopniu mogą skorzystać Chiny. Przyszłość pod egidą Stanów Zjednoczonych staje się niepewna - wylicza publicysta.
Przypomina jednak, że „Deklaracja Niepodległości 250 lat temu była źródłem inspiracji” i choć Ameryka wciąż boryka się z realizacją obietnicy, że „wszyscy ludzie są stworzeni równi”, a czasem ma fatalnych przywódców, to „wciąż dobrze jest być częścią jej historii”. (PAP)
fit/ mal/