Rok 2008-2014. Jesteś kucem korwina. Odległe czasy względem dzisiejszych. Wtedy masz do wyboru tylko PO - PiS – SLD – Palikota, ale w mroku czeluści internetu… czai się on. Korwin. Marsowy wąs. Oglądasz w telewizji, że donald znowu podnosi podatki, ale nagle widzisz komentarze „podatki to kradzież”. Zgadzasz się z nimi, ale nawet nie wiedząc co to libertarianizm czy korwin. Po prostu widzisz, że płacisz i chooya z tego masz, bo jesteśmy „zieloną wyspa” Donalda, która jest zielona od pleśni reform platformy. Są fora, jest youtube. Wolny rynek, wszyscy zarobimy miliony jak przyjdzie Korwin. Dumna flaga UPR niczym miks estetyki Skandynawii u union jack powiewa w błękitach na profilowych. Czujesz moc. Czujesz zmiany. Aby do wyborów. Czytasz ekonomie, politykę, orasz w sumie nie tyle lewaków, bo socjalistów wtedy było tyle co kot napłakał co lemingów co kochają wysokie podatki i latte w korporacji w Warszawie. Hipsterszy wymiękają i nie odpowiadają. Wracają pić bezglutenowe, sojowe latte zbierane na plantacji przez aktywistów w Szwecji. Zbliżają się wybory. Korwin coś gada że zawsze się trochę gwałci. Boisz się o wynik. Są wybory. Są wyniki. 1 %
korwin #polityka