Wokół koalicji antybalistycznej, w której zabrakło Polski, zapanowało jakieś niezwykłe wzmożenie nakazujące myśleć, że to doskonały pomysł. Tymczasem nawet pobieżna analiza każe przyjąć założenie, że nie jest to strata egzystencjalna.
Nie jest ani niczym nowym, ani niczym zaskakującym, że Ukraina nie była łaskawa zaproponować Polsce udziału w koalicji antybalistycznej , która w założeniach ma być fundamentem kontynentalnej tarczy przeciwrakietowej. Wołodymyr Zełenski co najmniej od lata 2023 r., czyli od sporu o ukraińskie zboże, realizuje wobec władz w Warszawie – niezależnie od tego, kto akurat rządzi – strategię omijania.
Precyzyjnie i do bólu szczerze opisał ją, w jednym z opublikowanych przed kilkoma tygodniami wywiadów, były szef MSZ Dmytro Kułeba. Ten doświadczony dyplomata mówi o "dywersyfikowaniu" relacji i stawianiu na partnerów silniejszych od Polski - Szwecję, Norwegię, Danię, Niemcy.
" Będziemy ich wykorzystywali wszystkich razem jako czynnik powstrzymywania Polski " – komentował Kułeba. Oczywiście będzie się to działo przy równoległym zachowaniu dobrych relacji z Francją i Wielką Brytanią, które są państwami ramowymi do budowania pozycji Kijowa.
Ukrainę trzeba zmusić do ustępstw - Gawin, Magierowski, Parafianowicz - BEZ DOKTRYNY #17
Tłumaczenia Zełenskiego nie wytrzymują krytyki
Spójrzmy teraz na skład koalicji. Są w niej Szwecja, Norwegia, Dania, Niemcy oraz Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Włochy, Holandia. Czyli zastęp nawet znacznie liczniejszy niż postulował Kułeba .
Próbując odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nawet symbolicznie nas tam nie ma, nie możemy pominąć obiektywnego braku oferty ze strony Polski, która zdecydowała kilka lat temu o budowie zdolności do ochrony nieba wspólnie z USA, a nie z Francją i Włochami, choć oba te kraje dość agresywnie oferowały nam produkowane wspólnie systemy SAMP-T. Te same, które będą bazą rozwojową do tzw. Koalicji antybalistycznej.
Nie braki przemysłowe stoją jednak za decyzjami Kijowa. Tylko polityka. Polityka polegająca na trzymaniu Warszawy na dystans we wszystkich formatach , które Wołodymyr Zełenski współtworzy ze starą Europą. Oczywiście prezydent jest otwarty na relatywnie niskiej wagi platformy współpracy takie jak Trójkąt Lubelski (Polska, Litwa, Ukraina). To dobra legenda do tego, by przekonywać świat, że przecież chce współpracy.
Co innego grupy takie jak E3, czyli Francja, Niemcy i Wielka Brytania plus Ukraina, które decydują o kształcie przyszłego rozejmu. Od wielu miesięcy Donald Tusk nie jest zapraszany do tego grona. Mimo że przecież warunki rozejmu będą bezpośrednio dotyczyły i nas.
Sam Zełenski nigdy nie znalazł wystarczająco przekonującego argumentu, którym mógłby uzasadnić brak Donalda Tuska na rozmowach E3. Nie znalazł, bo takiego argumentu nie ma.
Niespójne przekonywanie, że powodem jest brak woli do wysłania polskiego kontyngentu na Ukrainę po wojnie, nie wytrzymuje krytyki. Przecież Polska i tak będzie krajem tranzytowym dla tej operacji. Już dziś przechodzi przez nas 90 proc. pomocy wojskowej dla Kijowa . W przyszłości z polskich lotnisk będzie najpewniej prowadzona misja ochrony przestrzeni powietrznej nad Ukrainą.
W tym roku odbędą się u nas manewry państw koalicji chętnych. O co zatem chodzi? Jeden z moich rozmówców z kręgów MSZ przekonuje, że Zełenski jako aspirujący Unijczyk i Europejczyk, ignorując Polskę, jeszcze nie wie, że dla Zachodu jest tylko zasobem. Tak jak przez wiele lat tym zasobem była dla Zachodu Europa Środkowa.
Stąd jego myślenie, że jest równy "wspólnocie reńskiej". Z tego snu wyleczy się jednak bardzo szybko. Dzień lub dwa po podpisaniu rozejmu. Gdy Ukraina stanie się dla świata tak ważna, jak PRL w 1948 r. dla USA albo Wietnam po zwycięstwie komunistów nad Amerykanami.
Podjęliśmy dobrą decyzję
Zełenski na dziś jest przekonany, że da się rozmawiać o rozejmie, balistyce czy integracji UE bez Polski. Wręczając "order uśmiechu" Ursuli von der Leyen ( Order Europy, nowe ukraińskie odznaczenie ) wierzy, że dzisiejsza rozmowa o tarczy antybalistycznej to dobra usługa Zachodu. Nie ma świadomości, że każda rozmowa z Berlinem i Paryżem to podglebie służące budowaniu rynku zbytu na sprzęt wojskowy z Europy dla przyszłej armii ukraińskiej, a nie walka o podmiotowość Kijowa. Zostawmy to jednak. Ważniejsze jest co innego.
Ile Polska realnie traci, pozostając poza koalicją? Nawet pobieżna analiza każe przyjąć założenie, że nie jest to strata egzystencjalna. Jeśli chodzi o obronę powietrzną, to na długo przed wojną na Ukrainie podjęliśmy decyzję, że budujemy tarczę w oparciu o Amerykanów i system Patriot. I była to dobra decyzja.
Lepiej budować coś, co jest sprawdzone i wiarygodne niż wchodzić w układ, który polega na handlowaniu marzeniami. Europa budowała już samolot szóstej generacji. Koalicję tworzyły Niemcy, Francja, Hiszpania i Belgia. Przed kilkoma laty Niemcy i Francja oficjalnie porzuciły wspólny projekt FCAS wart 100 mld euro, a Niemcy zdecydowały się na kupno F-35. Głównym powodem fiaska był brak porozumienia w sprawach podziału zadań oraz decyzji budżetowych. Każdy chciał mieć pełną kontrolę nad technologią i pracami inżynieryjnymi .
Nie udał się też tzw. czołg weimarski, który miały budować Francja, Niemcy i Polska. Tu też Niemcy woleli rozwijać swoje Leopardy, a nie współpracować regionalnie. Niewykluczone, że z koalicją antybalistyczną będzie inaczej, chociaż w to wątpię.
W zamian za sen o europejskiej tarczy Polska ma program "Wisła" , który według planów ma zakończyć się ok. 2030 r. i dać nam najnowocześniejszą obronę przed pociskami balistycznymi i manewrującymi w Europie. Gdyby nie było "Wisły", można by rzeczywiście zadać pytanie, dlaczego nie ma nas we współpracy z Kijowem. Tylko że jest inaczej. To nie my żebrzemy o pociski PAC 3 MSE. Zdecydowaliśmy o kupnie 8 baterii systemów Patriot razem z radarami LTAMDS, 600. pociskami PAC 3 MSE oraz 800. efektorami PAC 2.
Dlaczego więc mamy płakać nad tym porozumieniem skoro budujemy coś, co w tej chwili i przez wiele kolejnych dekad będzie najpewniej najnowocześniejszym systemem ochrony nieba?
Nie przegapiliśmy życiowej szansy
Zanim podjęliśmy decyzję o "Wiśle" opartej o Patrioty, Francuzi i Włosi intensywnie lobbowali za swoimi zestawami SAMP-T, gorszymi i mniej zaawansowanymi niż amerykańskie. Działo się to jeszcze w czasach rządu Ewy Kopacz. Dziś ten sam manewr Francja realizuje wobec Ukrainy. Wie, że po wojnie Kijów będzie budował swoją obronę powietrzną. I znów będą dostępne dwa rozwiązania – gorsze pociski Aster i lepsze PAC 3. Koalicja antybalistyczna na teraz jest w dużej mierze formą akwizycji.
Nie bez znaczenia jest również niedawna decyzja Donalda Trumpa ze szczytu NATO w Ankarze o chęci zbudowania w Europie centrów serwisowych dla pocisków Patriot.
Taki ruch wymusił przyspieszenie na starej Europie, czyli ofertę z pociskami Aster w roli głównej . Warto przy tym zaznaczyć, że Trump nie zaproponował – jak twierdzi Wołodymyr Zełenski – produkcji efektorów do systemów Patriot na Ukrainie czy w jakimkolwiek innym bardziej spokojnym i mniej skorumpowanym kraju Europy. On oferuje zdolność do robienia przeglądów tych pocisków. Sprawdzania np. czy paliwo stałe do tych efektorów nadal jest zdatne do użycia. To pewna różnica.
Udział Polski w koalicji w sytuacji, gdy podjęliśmy kierunkowe decyzje o tym, jak ma wyglądać nasza obrona powietrzna, wydaje się mieć ograniczone znaczenie. Oczywiście można powiedzieć, że jest w tym pewna wartość. Np. know-how i informacje o trendach w tej dziedzinie. Nie ma sensu jednak ładować ogromnych pieniędzy w coś, co jest tylko na papierze. Do tego polski program "Wisła" i "Narew" to najdroższy element modernizacji sił zbrojnych.
"Wisła" ma bronić państwa przed pociskami manewrującymi i balistycznymi. "Narew" przed samolotami, śmigłowcami, dronami i również pociskami manewrującymi. "Wisła" to koszt 7,5 mld dolarów, "Narew" ok. 100 mld złotych. Trudno powiedzieć czy Polska byłaby w tej sytuacji gotowa wyłożyć dodatkowe miliardy na coś, co w zasadzie jeszcze nie istnieje.
I w końcu argument koronny. Dowódca niemieckich sił powietrznych gen. Holger Neumann w rozmowie z Politico ocenił, że Europa nie ma czasu na skuteczne stawianie czoła Rosji bez amerykańskiej broni . Jego zdaniem teraz należy kupować systemy sprawdzone, a nie czekać na rozwój własnych projektów. Te mogą pojawić się w drugiej połowie lat 30. ale kluczowe jest to, co wydarzy się w międzyczasie.
Polska w kwestii obrony powietrznej podjęła właściwe decyzje. Duża liczba państw w koalicji nie oznacza, że przegapiliśmy jakąś życiową szansę. Tym bardziej że udział w niej – przynajmniej według treści deklaracji założycielskiej opublikowanej na stronach pałacu Elizejskiego – jest otwarty.
Tymczasem wokół koalicji zapanowało jakieś niezwykłe wzmożenie nakazujące myśleć, że to doskonały pomysł. Tymczasem, jak pisał Arthur Schopenhauer, powszechność jakiegoś sądu nie daje nawet minimalnego prawdopodobieństwa, że dany sąd jest prawdziwy. Trzymajmy się naszych planów na obronę polskiego nieba.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Dziennikarz Wirtualnej Polski, reporter, korespondent wojenny. Autor nagradzanych książek, m.in. "Polska na wojnie" i "Śniadanie pachnie trupem". Z Markiem Magierowskim prowadzi podcast "Bez Doktryny".
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości