RAK
    Znany zarządzający: Bańka wokół AI puchnie, ale jeszcze nie pęka. Jakie ryzyko zagraża GPW?

    Znany zarządzający: Bańka wokół AI puchnie, ale jeszcze nie pęka. Jakie ryzyko zagraża GPW?

    1382 odsłon
    Znany zarządzający: Bańka wokół AI puchnie, ale jeszcze nie pęka. Jakie ryzyko zagraża GPW?

    Mamy do czynienia z klasyczną bańką spekulacyjną, co widać po zachowaniach inwestorów i samych spółek. Szybko rosnące zyski firm oraz dobra kondycja amerykańskiej gospodarki wciąż będą jednak wspierać giełdowe byki – uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI. Warszawska giełda też może jeszcze dać zarobić, ale trzeba uważać na ryzyko, jakie czai się za rogiem.

    Główną tezą Jarosława Niedzielewskiego pozostaje duże podobieństwo obecnej sytuacji rynkowej do hossy tzw. dotcomów z przełomu tysiącleci. Zarządzający wskazuje, że wciąż jesteśmy przed momentem krytycznym, ale spekulacyjna gorączka wchodzi w kluczową fazę.

    – Od początku roku zakładamy, że obecny rok nie będzie jeszcze odpowiednikiem 2000 roku, czyli nie zobaczymy jeszcze końca hossy i pęknięcia bańki. Jeśli jednak stosować analogię do lat 90., to obecnie znajdujemy się w realiach 1999 roku. Mamy podobne środowisko: podwyższoną zmienność, rekordy indeksów giełdowych systematycznie przecinane korektami, a narracja o wyższych stopach procentowych zupełnie nie przeszkadza rynkom akcji w kontynuowaniu wzrostów – ocenia Jarosław Niedzielewski na spotkaniu z dziennikarzami. Rynek, ale i gospodarkę napędzają potężne nakłady na infrastrukturę pod sztuczną inteligencję. Nie są to jednak tylko nowe układy scalone i serwery, ale też wydatki na prace budowlane przy wznoszeniu centrów danych, na rozwój infrastruktury energetycznej i na systemy chłodzenia i wentylacji tych centrów. W wydatkach przodują największe firmy z USA, ale swoją cegiełkę dokładają Chiny i Europa.

    Najwięksi gracze z sektora technologii, tzw. hyperscalerzy, wydając miliardy na infrastrukturę u swoich podwykonawców, stali się w ten sposób "sponsorami" hossy rozgrywającej się ostatnio poza nimi.

    Pałeczkę przejęli producenci pamięci. "To nie będą wygrani hossy"

    Głównymi wygranymi ostatniej fazy hossy nie byli już bowiem giganci z tzw. Wspaniałej Siódemki, których notowania wręcz wyhamowały w pierwszym półroczu. Pałeczkę przejęli dostawcy półprzewodników, np. producenci pamięci tacy jak Micron, SK Hynix czy Samsung, czy powracające do łask spółki ze starej gwardii tzw. „retro-tech”, takie jak Dell, HP czy Nokia.

    Zdaniem Niedzielewskiego to zwyżki o czysto spekulacyjnym charakterze, opierające się na zwiększonym przejściowo popycie. – Nie chce mi się wierzyć, że producenci pamięci, gdzie technologia jest od lat taka sama, mogą być wygranymi hossy AI – zaznacza Niedzielewski. Mimo to właśnie producenci półprzewodników są faworytami inwestorów na kolejne miesiące.

    Sam Niedzielewski bardziej wierzy w odbicie notowań firm software’owych, oferujących oprogramowanie dla biznesu, takich jak ServiceNow czy Salesforce. – Ich notowania spadły po kilkadziesiąt procent wskutek narracji, że ich usługi da się zastąpić dzięki AI. Okazuje się jednak, że nie będzie to takie łatwe – mówi ekspert.

    Jego zdaniem wciąż brakuje przykładów firm, które wykorzystają przełomową technologię do rozwoju nowych usług i produktów. To wciąż odróżnia technologię AI od internetu.

    Największe firmy kontynuują potężne inwestycje, ale ostatnio też zgłaszają rosnące zapotrzebowanie na kapitał. – To fundamentalna zmiana względem poprzednich lat, gdy firmy przez lata przeznaczały zyski na skup akcji własnych (buybacki). Dziś korporacje takie jak Google zapowiadają ogromne emisje akcji i obligacji, aby mieć środki na inwestycje – mówi przedstawiciel Investors TFI, podkreślając, że wielkie IPO i emisje akcji zwykle mają miejsce w ostatnich fazach hossy.

    Jego zdaniem dobrym podsumowaniem hossy mogłaby być oferta akcji SpaceX, jednak firma Elona Muska postanowiła „wyjść przed szereg” i sprzedać akcje i wejść na giełdę wcześniej niż Anthropic czy OpenAI.

    – SpaceX wszedł na giełdę z kosmiczną wyceną na poziomie 100-krotności przychodów. Wszyscy wiemy o planach podboju Marsa, ale firma tłumaczyła inwestorom, że to nie rakiety są jej przyszłością, lecz sztuczna inteligencja. Każdy jednak widzi, że AI w postaci Groka jest w tyle za Anthropic czy OpenAI. To się nie spina biznesowo – tłumaczy Niedzielewski. Jednym z symptomów bańki są też historie takie jak firmy Allbirds, która produkowała buty, lecz zmieniła profil na działalność w obszarze sztucznej inteligencji i nazwę na Smartbirds AI, a inwestorzy to kupili. – Taka ślepa wiara w jakąś technologię pojawia się wśród menedżerów i inwestorów zazwyczaj w końcówce hossy – zauważa Niedzielewski.

    Zyski spółek i mocna gospodarka sprzyjają bykom

    Dla utrzymania hossy najważniejsze są jego zdaniem zyski spółek. To one sprawiają, że na razie o końcu zwyżek na amerykańskiej giełdzie nie ma mowy. – Kiedyś to się zatrzyma, ale na razie zyski i prognozy zysków wciąż idą w górę. Imponują dynamiką największe spółki technologiczne, ale reszta firm też ma przyzwoite wyniki – podkreśla zarządzający.

    Szczególnie obiecująco wyglądają prognozy dla małych i średnich spółek. Dobrą passę może więc kontynuować indeks Russell 2000, skupiający mniejsze spółki z rynku amerykańskiego, który od początku roku urósł o 19%, dwa razy więcej niż S&P 500.

    Siłą wspierającą rynki jest również stan amerykańskiej gospodarki. Co prawda problemem stała się inflacja i zmiana oczekiwań co do polityki monetarnej Fedu, jednak zdaniem Niedzielewskiego „wyższe stopy na dłużej” nie powinny przeszkadzać ani inwestorom, ani przedsiębiorcom.

    Niedzielewski podkreśla, że w USA znów ożywa – w dużej mierze dzięki wydatkom związanym z AI – zwłaszcza przemysł pozatechnologiczny, który wcześniej notował stagnację. – Odrodzenie w przemyśle widać na całym świecie. Pozywny sygnał to również popyt na kredyt, który nie maleje, tylko rośnie – podkreśla ekspert.

    Ważnym kryterium dla oceny koniunktury jest kondycja rynku pracy.

    – Firmy technologiczne faktycznie rozpoczęły falę zwolnień, ale jej powodem wcale nie były słabe zyski czy spadające przychody. Jedynym motywem było przekierowanie środków z wynagrodzeń na gigantyczne inwestycje w infrastrukturę AI lub bezpośrednia zamiana pracowników na agentów sztucznej inteligencji. To zupełnie inna geneza redukcji etatów, niż gdyby miała czekać gospodarkę recesja. W całych USA nie widać żadnej nadchodzącej fali zwolnień – uspokaja dyrektor inwestycyjny Investors TFI. Ryzyko dla GPW? Uwaga na jesień

    Polska giełda w ostatnich kwartałach wyróżniała się pozytywnie na tle rynków wschodzących. W pierwszej połowie 2026 roku WIG wzrósł o blisko 16%. Motorem wzrostów był m.in. mocny sektor bankowy czy paliwowy w postaci Orlenu.

    Ekspert zaleca inwestorom z GPW ostrożność w drugiej połowy roku.

    – Powodem ostatnich świetnych wyników był duży popyt inwestorów zagranicznych. Pytanie jednak, jak długo to potrwa. Musimy pamiętać, że wraz ze zbliżaniem się przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, w drugiej połowie roku będzie rosło znaczenie ryzyka politycznego. Kapitał zagraniczny wcale nie musi wychodzić z polskiego rynku – wystarczy, że powstrzyma się z kolejnymi zakupami, by nasz rynek stracił impet – przestrzega Niedzielewski. Mimo tych obaw, widzi na warszawskim parkiecie segment, który wciąż ma spory potencjał do nadrabiania zaległości. Do tej pory niekwestionowanym liderem w Polsce były średnie spółki – mWIG40 urósł w pierwszym półroczu o ponad 19% – podczas gdy segment najmniejszych firm rozczarowywał – sWIG80 zyskał niespełna 5%.

    – Jeśli miałbym wskazać jakąś grupę firm na polskim podwórku, to postawiłbym właśnie na mniejsze spółki. Mają przed sobą całkiem dobre perspektywy poprawy zysków – uważa Niedzielewski.

    Gdzie szukać sygnału nadchodzącego krachu

    Zdaniem Niedzielewskiego ostatnie spadki cen akcji części spółek technologicznych w USA i na świecie to naturalna korekta w trendzie wzrostowym. Dopóki rosną zyski spółek, hossa ma odpowiednie paliwo. Co zatem będzie sygnałem ostrzegawczym?

    – Trzy dekady temu pierwszym sygnałem nadchodzącego załamania było wyraźne zmniejszanie marż przedsiębiorstw, zmagających się m.in. z rosnącymi kosztami zatrudnienia. Kiedy niższe marże spotykają się z hamowaniem przychodów, zyski błyskawicznie topnieją lub zamieniają się w straty. Na razie jednak żadnych tego typu problemów absolutnie nie widać, więc jest przestrzeń na kolejną fazę hossy – podsumowuje ekspert.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Bankier.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era