
"W sytuacji, gdy Jens Spahn powołuje się na interpretację niemieckiego prawa, zgodnie z którą macierzyństwo zastępcze w zasadzie nie jest w ogóle zabronione, nasuwa się pytanie, dlaczego musiał spełnić swoje pragnienie posiadania dziecka w Ameryce" - zastanawia się komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung".
Jak dalej konstatuje: Spahn podjął decyzję niezgodną z linią swojej partii i nie w duchu obowiązującego prawa niemieckiego , które wyznacza tę linię. A to sprawia, że "sprawa prywatna" staje się kwestią polityczną. "Czy Spahn, najwyższy reprezentant koalicji rządowej w Bundestagu, stoi ponad prawem?" - pyta FAZ.
Według gazety, CDU , podobnie jak inne partie, słusznie stosuje określone standardy etyczne. Spahn sprawia wrażenie, jakby brał to pod uwagę, zwracając uwagę na odpowiednie warunki ramowe podczas pobytu w Ameryce. Pozostaje jednak ciąża rozumiana jako transakcja, pozostaje zagrożenie dla dobra dziecka, pozostają małżeństwa jednopłciowe pierwszej i drugiej kategorii. Kto ma pieniądze, może powiedzieć, tak jak Spahn: "Robię to, bo mnie na to stać". Nie obchodzi mnie, jakie zasady obowiązują w Niemczech.
"Spahn często zachowywał się tak jak teraz - w sposób buntowniczy, gotowy do podejmowania ryzyka, działający na własną rękę, a czasem też stosunkowo arogancko. W ten sposób można coś osiągnąć, ale można też wszystko stracić" - czytamy.