Podczas konferencji prasowej w Gnieźnie (woj. wielkopolskie) szefowa MRPiPS zaznaczyła, że w środę wejdzie w życie "największa reforma Państwowej Inspekcji Pracy" (PIP). Inspekcja otrzyma narzędzia do walki z "patologią trawiącą od dekad polski rynek pracy, jaką są umowy śmieciowe".
Od 8 lipca 2026 roku Państwowa Inspekcja Pracy zyska nowe uprawnienia - inspektorzy będą mogli stwierdzać istnienie stosunku pracy w drodze decyzji administracyjnej, gdy zawarta umowa cywilnoprawna w rzeczywistości spełnia przesłanki umowy o pracę.
"Ogromna skala" zjawiska. Nowa broń inspekcji pracy
Kontrole po reformie PIP
Pytana przez dziennikarzy o szacunki, ile umów może zostać przekształconych np. w pierwszym roku obowiązywania nowego prawa minister, przyznała, że nie można podać konkretnej liczby. - Dlatego, że nie ma statystyk łamania prawa. Tzn. wiemy, że 1,5 miliona ludzi pracuje wyłącznie w oparciu o umowy cywilnoprawne, ale oczywiście byłoby nadużyciem powiedzieć, że one wszystkie są umowami śmieciowymi. Ministerstwo Finansów szacuje, że około 160 tys. umów B2B, to fikcyjne działalności gospodarcze , gdzie mamy do czynienia ze stosunkiem pracy, ale ukrywanym pod formą jakiegoś kontraktu - powiedziała.
Jednocześnie wskazała, że przedsiębiorcy do lipca przyszłego roku będą mogli skorzystać z abolicji. To oznacza, że jeśli w ciągu 12 miesięcy właściciel firmy sam skoryguje niewłaściwy sposób zatrudnienia pracowników, będzie mógł uniknąć kar, których maksymalne stawki wraz z nowelizacją prawa od 8 lipca zwiększą się z 30 tys. do 60 tys. zł. W przypadku tzw. recydywy, czyli nagminnego łamania praw pracowniczych, do 90 tys. zł. - Nie będzie musiał też przechodzić przez całą procedurę postępowania administracyjnego - podkreśliła Dziemianowicz-Bąk.
Dodała, że do jej resortu docierają informacje, według których wielu przedsiębiorców obecnie dokonuje takiego "przeglądu" umów z pracownikami. - Sprawdzają, naprawiają, oferują swoim pracownikom umowy o pracę, przenoszą ich na legalny etat, zwiększając ich bezpieczeństwo, nie czekając na kontrolę PIP - zapewniła.
Zmiany w Państwowej Inspekcji Pracy trafiły do KPRM. Ministra o szczegółach
Od środy nowe przepisy
Ministra zaznaczyła, że kary i mandaty mają pełnić funkcję odstraszającą. Podkreśliła przy tym, że "zdecydowana większość polskich pracodawców jest uczciwa i przestrzega prawa pracy".
Mówiąc o nowej procedurze i uprawnieniach PIP podkreśliła, że chodzi o przekształcanie "nielegalnych" umów cywilnoprawnych w umowy o pracę na drodze decyzji administracyjnej. Wskazała, że w takich przypadkach Inspekcja może działać na bazie zawiadomienia lub w ramach rutynowych kontroli. PIP w toku takiej kontroli najpierw może wydać polecenie zawarcia umowy o pracę. W przypadku odmowy zostanie wszczęte postępowanie administracyjne. Wtedy okręgowy inspektor pracy ma zbadać np., czy pracownik ma określony zakres obowiązków, za który otrzymuje wynagrodzenie lub czy pracuje w określonym miejscu i czasie.
Jeżeli prawne przesłanki wskażą na potrzebę zawarcia umowy o pracę, wówczas okręgowy inspektor pracy będzie wydawał decyzję administracyjną, przekształcającą zapisy umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę.
"W tej decyzji będą zawarte informacje na temat wysokości wynagrodzenia, na temat tego, czy jest to umowa na czas określony, czy nieokreślony, nazwa stanowiska i wszystkie te elementy, które są niezbędne w samej umowie o pracę" - opisała ministra.
"Czuję się oszukana i chcę to skonfrontować". Co zmienią nowe przepisy?
Współpraca między urzędami
Decyzja administracyjna może zostać zaskarżona do sądu pracy. Z kolei sąd ma w pierwszej kolejności wydawać zabezpieczenie, dzięki któremu na czas postępowania pracownik nie będzie mógł zostać zwolniony. - Jeżeli miałoby dojść do rozwiązania z nim umowy, to na zasadach Kodeksu pracy, czyli tak jak gdyby już tę umowę o pracę miał - zaznaczyła minister. Dodała, że postępowania sądowe mają się toczyć tzw. szybką ścieżką.
Wskazała też, że zgodnie z reformą PIP, ZUS i Krajowa Administracja Skarbowa będą wymieniały się danymi na temat przeprowadzonych kontroli i ich wyniku oraz naruszeń prawa. - I jeżeli okaże się, że gdzieś nie było umowy o pracę, choć ona powinna być, to o tym fakcie dowiedzą się ZUS i KAS. Będą mogły one na podstawie obowiązujących je przepisów postępować tak, żeby odzyskać niewypłacone składki i podatki - powiedziała Dziemianowicz-Bąk.