RAK
    Mundial 2026: Amerykanie odpadli, futbol obronił się przed polityką

    Mundial 2026: Amerykanie odpadli, futbol obronił się przed polityką

    317 odsłon
    Mundial 2026: Amerykanie odpadli, futbol obronił się przed polityką

    Tyleśmy się w ostatnich tygodniach naczytali, że selekcjoner Amerykanów Mauricio Pochettino przypomina z tą swoją grzywką Russela Crowe’a, a mnie - nic na to nie poradzę - przychodzi na myśl raczej Klaus Maria Brandauer i jego rola w „Mefiście” Istvana Szabo, wybitnej skądinąd ekranizacji powieści Klausa Manna. Nie żebym dostrzegał podobieństwo fizyczne, w jakimś sensie jest gorzej: dylematy trenera w politycznym świecie przypominają dylematy artysty kuszonego i, co tu kryć, ulegającego pokusie totalitarnego systemu.

    Oblany test Mauricio Pochettino

    Po tym, jak w kwestię zawieszenia dyskwalifikacji Folarina Baloguna zaangażował się Donald Trump, a FIFA podkuliwszy uszy spełniła życzenie prezydenta i dopuściła najlepszego amerykańskiego napastnika do gry, stawką meczu Stany Zjednoczone-Belgia nie był wyłącznie awans którejś z drużyn do ćwierćfinału. Patetycznie rzec by można, że chodziło o obronę futbolu, w którym wszystko, co najważniejsze, rozstrzyga się na boisku, a nie przy tzw. zielonym stoliku; przy okazji jednak patrzyło się na reakcje, nomen omen, aktorów tego dramatu. Co powie Pochettino - człowiek świadomy przecież, że wedle wszelkich obowiązujących dotąd w świecie piłkarskim reguł Balogun nie powinien w tym meczu zagrać, nawet jeśli czerwoną kartkę w meczu z Bośnią obejrzał niesłusznie?

    Argentyński trener Amerykanów nie zaliczył tego testu. Mówił, że jeśli ktoś jest ofiarą sytuacji, to Stany Zjednoczone. Przyjął z satysfakcją oprotestowywaną powszechnie decyzję Komitetu Dyscyplinarnego FIFA, nie zostawił w geście fair play Baloguna na ławce rezerwowych. Czy umiał wykorzystać niespodziewany prezent od losu (czytaj: od przywódcy światowego mocarstwa), czy raczej ingerencja Donalda Trumpa w mistrzostwa świata obróciła się przeciwko niemu i jego drużynie?

    Miłe złego początki reprezentacji USA

    W ojczyźnie Pochettino znają pojęcie viveza - chodzi o chytrość, będącą narzędziem biedaków w nierównym boju z możnymi tego świata - i do wczoraj to raczej jego drużynę można było przedstawiać jako outsiderów w świecie futbolowych potęg. Piłka nożna w USA wciąż pozostaje dyscypliną z gatunku najmniej popularnych - a w związku z tym niedoinwestowaną. Zatrudniając Pochettino działacze tamtejszej federacji liczyli na to, że uda się wykorzystać koniunkturę związaną z nie tylko z organizacją mundialu, ale też z występami w miejscowej lidze Leo Messiego. Zakładali, że rodak kapitana Argentyny - pracujący dotąd w wielkich europejskich klubach: PSG, Chelsea, Tottenhamie - dokona tu kulturowej rewolucji, pomoże rozwinąć infrastrukturę, wpłynie na szkolenie młodzieży itd.

    Reprezentacja USA rozpoczęła mundial fantastycznie. Amerykanie z wigorem naciskali kolejnych rywali i przeprowadzali błyskawiczne ataki, jak niegdyś kluby prowadzone przez Pochettino, on sam zaś przekonywał z zapałem, że każdy może marzyć o postawieniu stopy na księżycu. „Dlaczego nie my?” - rzucał wyzwanie swoim podopiecznym. Po tym, jak w meczu z Bośnią stracił Baloguna i zdołał obronić zwycięstwo, sympatia futbolowego świata była po jego stronie.

    Porównując postawę Amerykanów w dotychczasowych meczach na mundialu z postawą ociężałej Belgii, trudno było nie dojść do wniosku, że to energetyczna reprezentacja USA będzie faworytem starcia w jednej ósmej. Trudno też było - do interwencji Trumpa w sprawie kartki Baloguna oczywiście - jej nie kibicować.

    Trener Rudi Garcia odmienił i odmłodził Belgów

    Nie dowiemy się oczywiście, jaki wpływ psychologiczny na obie drużyny miało całe to polityczne zamieszanie, ale zmiana w porównaniu z ich poprzednimi spotkaniami była uderzająca. I nie chodzi tylko o fakt, że teraz (jak to ujął po meczu belgijski obrońca Castagne) sympatia futbolowego, i nie tylko futbolowego świata była po stronie piłkarzy z Europy.

    Trener Belgów Rudi Garcia odmłodził drużynę, odsyłając na ławkę podstarzałe gwiazdy - De Bruyne, Lukaku (pytanie na marginesie: czy gdyby coś podobnego zrobił trener Portugalczyków z Cristiano Ronaldo, jego podopieczni graliby dalej w turnieju?) - i zatrzymując w odwodzie Doku. Wprowadzeni na ich miejsce zawodnicy - świetny na skrzydle zarówno w ofensywie, jak w pracy defensywnej Lukebakio, w końcu skuteczny na środku ataku, ruchliwy De Ketelaere - zaskoczyli Amerykanów. Gospodarze turnieju, zamiast wygrywać pojedynki w środku pola, musieli mierzyć się z dalekimi zagraniami bramkarza Courtois i dość niespodziewanie przegrywali walki o tzw. drugie piłki.

    Co sparaliżowało reprezentację USA

    Czy była to presja związana z zamieszaniem ostatniej doby, czy przemotywowanie - trudno powiedzieć, ale charakterystyczne dla Amerykanów przed turniejem błędy w defensywie, w tym meczu wróciły. Stracili gola na samym początku spotkania, a kiedy udało im się wyrównać po drugim już podczas mundialu pięknym trafieniu Tilmanna z rzutu wolnego, stracili kolejną bramkę od razu w następnej akcji.

    Kiedy w drugiej połowie ich bramkarz ( cóż to jest za kulturowa figura , w takich sytuacjach symbolizująca boiskową i egzystencjalną samotność) dał sobie odebrać piłkę i podarował w ten sposób Belgom trzeciego gola, mecz został właściwie rozstrzygnięty. Trafienie rezerwowego Lukaku na 1:4 przypieczętowało triumf Belgów; triumf, którego - sportowo przynajmniej - żaden polityk, nawet polityk z dyktatorskimi ciągotami, nie jest w stanie zakwestionować.

    Jak przestaliśmy kochać Amerykę

    Nieoczywiste to wszystko, bo choć tyle było wokół meczu Belgia-USA polityki, reprezentacja Stanów Zjednoczonych nie przypominała bynajmniej spełnionego snu ideologów ruchu MAGA. Prowadzona przez obcokrajowca Pochettino, który wielokrotnie po przylocie do USA musiał odstawać swoje w długich kolejkach do kontroli migracyjnej, wymykała się (również za sprawą sprawnie manewrującego dotąd wśród politycznych raf selekcjonera) politycznym pułapkom. Nawet Balogun - urodzony w Nowym Jorku, lecz wychowany w Londynie syn Nigeryjczyków - nie mógłby być reprezentantem Stanów Zjednoczonych, gdyby spełniła się wola Trumpa, dążącego do ograniczenia automatycznego nadawania obywatelstwa USA osobom urodzonym na terytorium kraju (tzw. prawo ziemi, ius soli ).

    Dopóki z Białego Domu nie nadszedł pocałunek śmierci, tę drużynę naprawdę dało się lubić - podobnie jak dało się lubić jej trenera, który teraz jednak zostanie zapamiętany jako ktoś przemielony przez tryby wielkiej polityki i który teraz przecież, jako figura obcego, przybysz z dalekiego kraju, łatwo może zostać zamieniony przez propagandę MAGA w kozła ofiarnego.

    Co Trump zrobi z mundialem

    A czy zdecydowane zwycięstwo Belgów będzie dla Donalda Trumpa nauczką i następny raz przy okazji mundialu zobaczymy go dopiero na meczu finałowym, gdzie z pewnością prezydent FIFA Gianni Infantino wręczy mu jeden ze złotych medali? A może upokorzony rozmiarami porażki gospodarz Białego Domu będzie teraz nakładał cła na czekoladę i mule?

    Z dotychczasowych kryzysów z udziałem prezydenta USA można wyciągnąć optymistyczny wniosek, że choć wchodzi w nie z intensywnością rozpędzonego Lukaku, to prędko się nudzi i przerzuca swoją uwagę na kolejne cele. Dziś nad ranem w każdym razie futbol obronił się kolejny raz.

    „Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny. 30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy. Wspólnota, która myśli samodzielnie.

    Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego

    Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    TP Online: Dostęp roczny online

    Inne artykuły tego autora

    Czytaj cały artykuł u źródła — Tygodnik Powszechny

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era