Kamerki, sexting, flirt online – czy to już zdrada? Coraz więcej osób zadaje sobie to pytanie. Detektyw Małgorzata Marczulewska wyjaśnia, że wirtualne interakcje często są formą zdrady emocjonalnej, nadwyrężają zaufanie i niosą ryzyko szantażu.
Autor: Getty Images W aplikacji MyGeneRank możemy sprawdzić ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej. Problem "zdrady bez dotyku" staje się coraz powszechniejszy, a detektywi obserwują lawinowy wzrost zgłoszeń dotyczących sextingu i interakcji na kamerkach.
Eksperci jednoznacznie wskazują: aktywne flirtowanie online i budowanie napięcia to forma zdrady emocjonalnej, która niszczy zaufanie w związku.
Odkryj, jakie pułapki czyhają w sieci i dlaczego wysyłanie intymnych materiałów może prowadzić do szantażu i utraty majątku!
Kamerki, sexting, flirt na portalach randkowych. Czy to już zdrada?
Przyłapałam męża na masturbacji podczas oglądania transmisji live, gdzie po drugiej stronie była rozebrana kobieta. Nie wiem jak mam na to zareagować. Czuje się zdradzona – to treść wiadomości, którą otrzymała w ostatnim czasie detektyw Małgorzata Marczulewska. Jak mówi wiadomości z prośbą o porady czy wyjaśnienie sprawy agencja każdego dnia dostaje dziesiątki, ale motyw z kamerami, sextingiem oraz zdradą, która fizycznie nie jest zdradą jest coraz więcej. Detektyw wskazuje na wiele niebezpieczeństw takiego działania mężczyzn.
Czy sexting i oglądanie kamerek erotycznych to zdrada?
Problem z korzystaniem z komunikatorów internetowych w celach kontaktowania się z innymi kobietami na transmisje na żywo czy sexting staje się poważnym problemem w wielu małżeństwach. Takie sytuacje wiele lat pozostają tajemnicami do momentu, gdy ktoś nie wpadnie na gorącym uczynku.
Pierwsze pytanie, jakie pada do mnie zwykle w takich tematach to: czy to jest zdrada? I wątpliwości jest rzeczywiście sporo, bo przecież nie ma dotyku, bo niby czym to się różni od oglądania filmu pornograficznego. No jest różnica i na pewno przyłapanie małżonka na oglądaniu transmisji z kamerek czy łączeniu się z kobietami na seks online można uznać za formę zdrady i poważnego nadwyrężenia zaufania – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.
Następuje tutaj kontakt. Mężczyzna szuka w Internecie osoby, która odpowiada mu pod kątem wyglądu czy preferencji. Nie jest to oglądanie filmu, a nawiązywanie relacji, flirt, dialog, wzajemne nakręcanie się i budowanie napięcia. Taka sytuacja może być interpretowana jako zdrada mimo, że fizycznie nie doszło do konsumpcji relacji – przyznaje detektyw Marczulewska.
Ekspertka przyznaje, że takich sytuacji jest coraz więcej
Wielu osobom wydaje się, że flirt na Instagramie czy na czatach erotycznych nie jest zdradą. Często jest jej początkiem. To przekroczenie pierwszej, emocjonalnej granicy. Trudno jednak porównywać kontakt na czatach z prezentowaniem czynności seksualnych na kamerkach internetowych. Niestety takie sytuacje mają miejsce i zwykle są początkiem fizycznych zdrad – mówi detektyw Marczulewska.
Niebezpieczne zabawy
Detektyw Małgorzata Marczulewska przyznaje, że w przypadku sextingu problemów może być znacznie więcej. Na forach internetowych nie brakuje ofert erotycznych. Mają one zachęcać użytkowników do interakcji, przesyłania swoich zdjęć lub nawiązywania kontaktu, który potem jest przechwytywany przez szantażystów i służy jako narzędzie do wyciągania pieniędzy.
Naprawdę trudno uwierzyć czasem, że poważni mężczyźni, przedsiębiorcy, lekarze, przesyłają obcym kobietom z Internetu np. zdjęcia przyrodzeń lub nagrywają filmy w sytuacjach erotycznych. Nie ma miesiąca, by nie zgłaszał się ktoś, kto jest szantażowany materiałami erotycznymi. Dominują szantażowani mężczyźni, którzy nawiązują relacje, będąc w małżeństwach. Kobiety też się zdarzają. Jeden z ostatnich przykładów to „związek na odległość”, który gdy się skończył to materiały wysyłane przez kobietę, czyli np. zdjęcia piersi czy zdjęcia w bieliźnie były elementem szantażu – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.
Znam sytuacje, że osoby szantażowane materiałami zdobytymi na internetowych kamerkach traciły majątki, popadały w depresję, ale za wszelką cenę chcieli chronić swoją tajemnicę i reputację – dodaje ekspertka.