RAK
    Serbia na rozdrożu. Czy prezydent Vučić naprawdę odda władzę?

    Serbia na rozdrożu. Czy prezydent Vučić naprawdę odda władzę?

    3301 odsłon
    Serbia na rozdrożu. Czy prezydent Vučić naprawdę odda władzę?

    Wielkie protesty społeczne przeciw wszechwładzy prezydenta Aleksandra Vučicia i jego obozu, które przetaczają się przez kraj od przeszło półtora roku, wreszcie zaczynają przynosić efekty. Pod koniec czerwca Vučić obiecał, że ustąpi ze stanowiska i rozpisze przedterminowe wybory parlamentarne.

    Część środowisk opozycyjnych triumfuje. Ale nie brak głosów, że zmiany te mają na celu jedynie reorganizację obozu władzy.

    Katastrofa budowlana, która obudziła Serbię

    Novi Pazar, położony w południowo-zachodniej Serbii – przy granicy z Czarnogórą i Kosowem, wciąż nieuznawanym przez władze w Belgradzie – to jedno z najciekawszych miejsc w tej części Bałkanów. Nieformalna stolica Sandżaku, w którym przez setki lat krzyżowały się wpływy serbskie i osmańskie, to centrum życia serbskich Boszniaków.

    Do miasta przyjeżdżam kilka dni po najświeższej próbie sił w tych zmaganiach, które już drugi rok toczą się w Serbii między skorumpowanym – i skompromitowanym – obozem władzy pod wodzą Vučicia a przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego.

    Długofalowe konsekwencje katastrofy budowlanej, do jakiej doszło w Nowym Sadzie 1 listopada 2024 r . (gdy w wyniku zawalenia się dachu nowego dworca kolejowego zginęło 16 osób; w tle stała zaś korupcja), najwyraźniej zaskoczyły władzę. Za organizację fali protestów – i jej podtrzymywanie przez dwadzieścia niełatwych miesięcy – odpowiedzialne są przede wszystkim środowiska studenckie.

    Z Esmą i Emirem, studentami uniwersytetu w Novym Pazarze, spotykam się w kawiarni przy placu imienia Srđana Aleksicia, boszniackiego bohatera. Podczas wojny w Jugosławii, będąc żołnierzem sił serbskich, stanął on w obronie znajomego muzułmanina, dręczonego przez serbskich żołnierzy. Pobity przez kolegów, zmarł w styczniu 1993 r. Dziś jego imieniem nazywane są ulice i place w całej Bośni i Hercegowinie . A także – gdzieniegdzie – w Serbii .

    Studenci ruszają przeciwko władzy

    Zanim porozmawiamy o obecnej sytuacji, Esma i Emir czują się w obowiązku, by opowiedzieć o Sandżaku. Bo choć należy on od lat do najsłabiej rozwiniętych gospodarczo regionów Serbii, to sam Novi Pazar jest, pod względem demograficznym, jednym z jej najmłodszych miast. Wysokie bezrobocie i ograniczone inwestycje publiczne sprzyjają tu jednak poczuciu marginalizacji. Emir mówi, że wielu mieszkańców ma za złe Belgradowi, że poświęca Sandżakowi znacznie mniej uwagi niż centralnym regionom.

    Esma i Emir są od początku zaangażowani w organizację protestów w swoim mieście przeciw Vučiciowi. Bo gdy fala sprzeciwu ruszyła na dobre, także Novi Pazar się w nią włączył. Manifestacje szybko pokazały, że tutejsze problemy coraz częściej splatają się z szerszą debatą o stanie serbskiej demokracji i praworządności, a także o miejscu mniejszości narodowych w życiu publicznym. – Napięcie narastało tu od dawna – stwierdza Emir.

    O studentach z Novego Pazaru zrobiło się głośno w całym kraju – i poza jego granicami – po tym, jak jesienią 2025 r. przez kilka dni szli pieszo, aby dołączyć do manifestacji w Nowym Sadzie, w dniu pierwszej rocznicy zawalenia się dachu dworca.

    Protestujący nie tracą nadziei

    Również tu protesty organizowane są cały czas. Jeden z większych odbył się 21 grudnia 2025 r. i znów przyciągnął uwagę światowej opinii publicznej. Do miejscowych studentów dołączyło wówczas kilka tysięcy aktywistów z całej Serbii, aby powiedzieć „nie” naciskom rządu na Państwowy Uniwersytet w Novym Pazarze. Bo w ciągu minionego półtora roku środowiska akademickie stały się celem represji. Wielu studentów wyrzucono, a wykładowcy, którzy poparli protestujących, tracili pracę.

    Pytam Esmę i Emira, czy wierzą, że ich wysiłek przełoży się na realny rezultat polityczny. Dziewczyna wraca wspomnieniami do niedawnej soboty, 23 maja, gdy wraz z przyjaciółmi pojechała na protest do Belgradu. Uczestniczyło w nim ok. 180 tys. ludzi, czyniąc go drugim pod względem frekwencji zgromadzeniem od obalenia Slobodana Miloševicia w październiku 2000 r.

    – Oni już tego nie zatrzymają, nie ma szans. Ale trzeba utrzymać presję – mówi Esma. Gdy dopytuję, czy przez ponad półtora roku zdarzyło się, że tracili nadzieję na zmianę, Emir niepewnie spogląda na przyjaciółkę. Ta odpowiada zdecydowanie: – Nawet przez chwilę nie wątpiłam, że się nam uda.

    W oczach Esmy dostrzegam podobny entuzjazm jak ten, który w listopadzie 2025 r. widziałem na twarzach uśmiechniętych, świadomych swojej siły uczestników manifestacji w Nowym Sadzie.

    Prezydent Vučić zapowiada swoją dymisję

    Minęło zatem półtora roku – i oto ostatnie dni przyniosły istotne, a zdaniem niektórych przełomowe deklaracje ze strony obozu władzy. Deklaracje pozwalające środowiskom opozycyjnym wierzyć, że uda się doprowadzić do przesilenia pokojowo.

    W piątek 26 czerwca główne arterie Belgradu zostały zamknięte w związku z wiecem rządzącej Serbskiej Partii Postępowej (SNS). Zorganizowano go pod hasłem pozornie jednoczącym: „Serbia – jedna rodzina”. Jak zapowiadali politycy SNS, miał on zaprezentować wizję rozwoju kraju oraz program partii władzy na najbliższe lata.

    Tymczasem, stojąc w sobotę 27 czerwca przed tysiącami zwolenników, których zwieziono autobusami na plac w sercu stolicy, Vučić oświadczył, że w ciągu kilku tygodni zrezygnuje ze stanowiska prezydenta. Stwierdził też, że chętnie pomoże Serbskiej Partii Postępowej w kampanii przed nadchodzącymi, przyspieszonymi wyborami – jeśli, rzecz jasna, partia go o to poprosi. Zasugerował, że mógłby objąć stanowisko premiera nowego rządu.

    Warto dodać, że wiec odbył się tuż przed Vidovdanem – świętem Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, które upamiętnia bitwę na Kosowym Polu w 1389 r. (armia Osmanów pobiła w niej wojska serbskie). Vidovdan to jedno z najważniejszych serbskich świąt narodowych.

    Naprawdę dymisja czy polityczny manewr?

    Z Novego Pazaru ruszam do Kraljeva, położonego 50 km na północ. W minioną niedzielę, a więc następnego dnia po belgradzkim wystąpieniu Vučicia, na ulice tego niedużego miasta w środkowej Serbii znów wyszły tysiące ludzi – mimo złożonej przez prezydenta obietnicy.

    Uczestnicy manifestacji podkreślali, że sama deklaracja odejścia z urzędu nie jest równoznaczna z końcem kryzysu politycznego. Ani tym bardziej nie oznacza spełnienia ich postulatów – choć została odebrana powszechnie jako efekt utrzymującej się od dwudziestu miesięcy presji społecznej.

    Choć większość środowisk opozycyjnych przyjęła zapowiedź rezygnacji Vučicia z zadowoleniem, nie brakuje głosów, że to jedynie zasłona dymna, a sam zainteresowany wcale nie myśli o wycofaniu się z życia politycznego.

    Wprost przeciwnie – obejmując stanowisko premiera, mógłby zachować wpływy, a urząd prezydenta mógłby „powierzyć” komuś z zaufanych współpracowników. Taki scenariusz przewidują też niezależni serbscy analitycy: ich zdaniem zmiana na stanowisku głowy państwa może okazać się jedynie reorganizacją obozu Vučicia, a nie rzeczywistym przekazaniem władzy.

    Serbia między Europą a Rosją

    W Kraljevie spotykam Milenę, nauczycielkę historii w tutejszym liceum. Kontakt do niej otrzymałem w Novym Pazarze; po raz kolejny jestem pod wrażeniem, jak zorganizowane są różne, na co dzień niepowiązane środowiska opozycyjne.

    Spotykamy się na placu Serbskich Wojowników, w centrum miasta, obok Pomnika Serbskiego Żołnierza (pieszczotliwie zwanego „Milutinem”, od imienia bohatera kultowej tu powieści Danka Popovicia z 1985 r.).

    Milena nie ma złudzeń co do intencji Vučicia i jego ekipy. Ale wierzy, że zapowiedziane wybory parlamentarne pozwolą uczynić pierwszy wyłom w klientelistycznym systemie władzy, jakim Serbska Partia Postępowa oplotła całe życie publiczne w kraju. – Wierzę, że krok po kroku uda nam się wrócić na kurs proeuropejski. W dłuższej perspektywie to będzie miało większe znaczenie. Polska jest dobrym przykładem – mówi Milena.

    Dla niej międzynarodowe skutki decyzji Vučicia są istotniejsze niż te krajowe. Śledzi media zagraniczne i wie, że rozwój wydarzeń w Serbii jest obserwowany także poza jej granicami. Milena podkreśla, że i Unia Europejska, i Rosja będą monitorować przebieg kampanii wyborczej oraz proces politycznych zmian w Belgradzie.

    Unia w ostatnich miesiącach wielokrotnie krytykowała użycie siły wobec pokojowych demonstrantów. Zwracała też uwagę na problemy z wolnością mediów, niezależnością wymiaru sprawiedliwości i przestrzeganiem standardów demokratycznych. Serbia, pozostając oficjalnie kandydatem do członkostwa w UE, utrzymuje zarazem bliskie relacje polityczne i gospodarcze z Rosją oraz Chinami .

    Jugonostalgia na serbskiej prowincji

    Z Kraljeva ruszam na północny zachód, w stronę Čačaku – kolejnego miasta liczącego kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Niepozorne, leżące nieco na uboczu ośrodki miejskie wydają mi się „solą ziemi” w środkowej Serbii. Wiele z nich do niedawna było bastionami Serbskiej Partii Postępowej. Ostatnie miesiące przyniosły jednak znaczące zmiany.

    Myślę o słowach Mileny na temat serbskiej prowincji. Gdy zapytałem ją o „Jugonostalgię”, społeczną tęsknotę za dawnymi czasami, gdy Serbowie byli dominującą nacją w wielonarodowej federacji, uśmiechnęła się: – Wszyscy jesteśmy rozdarci, nawet ja. Ale to dlatego, że jako dziewczynka każde lato spędzałam z rodzicami w Budvie.

    Budva to urokliwy kurort nad Adriatykiem. Dziś w Czarnogórze: państwie, które niepodległość uzyskało 20 lat temu. Czarnogórcy wypowiedzieli wspólnotę Serbom jako ostatnia z republik dawnej Jugosławii.

    Natomiast Čačak, położony u podnóża gór, jest pod względem narodowym rewersem Novego Pazaru: tu panuje etnos serbski. Wczesnym popołudniem miasto spowalnia, ulice są ciche. Niewiele tu napisów w językach innych niż serbski. W większości sklepów i lokali płacić można wyłącznie gotówką. Przysklepowe stragany uginają się od owoców i warzyw.

    W pobliżu dworca autobusowego uwagę zwraca mural, przedstawiający Jugo 45. Był to najbardziej popularny w Jugosławii samochód osobowy. Dla tych, którzy tęsknią za dawnymi czasami, stanowi on symbol. Jeszcze jeden dowód – choć ciepły, nieagresywny – na nieustające, mimo że w ostatnich latach słabnące przywiązanie do mitu Jugosławii.

    Serbia wybiera swoją przyszłość

    Właśnie tropem jugosłowiańskiego mitu udaję się na zachód, w stronę gór. Ostatnim celem tego dnia jest Küstendorf, zwany też Drvengradem – niemal nierealna wieś, zbudowana w 2000 r. kilka kilometrów od granicy z Bośnią na potrzeby filmu „Życie jest cudem” Emira Kusturicy.

    Na miejsce docieram o zachodzie słońca, o tej porze jest tu pusto. Kilkadziesiąt drewnianych domów tworzy kompleks, w którym mieści się m.in. hotel. Od chwili, gdy dawny plan filmowy udostępniono turystom, stał się on atrakcją dla Serbów z całego kraju.

    Przechadzam się uliczkami, które noszą imiona jugosłowiańskiego pisarza Ivo Andricia , włoskiego reżysera Federica Felliniego , serbskiego tenisisty Novaka Đokovicia . Myślę o Kusturicy, pełnym sprzeczności: dziś popierającym protestujących studentów, zarazem znanym z poglądów nacjonalistycznych i prorosyjskich. Kto wie, czy to nie on stworzył najpełniejszy, i najbardziej tragiczny, obraz schyłkowej Jugosławii, ulegając zarazem jej mitowi?

    Już po zmroku słucham sentymentalnej piosenki „Jugo 45”, przeboju z 1999 r., nagranego przez zespół rockowy Zabranjeno Pušenje. Rozpadająca się Jugosławia istniała wtedy ostatkiem sił. Cztery lata później w jej miejsce powstała federacja Serbii i Czarnogóry. Kilka lat później także Czarnogóra poszła na swoje.

    Dzisiaj to Serbia jest na rozdrożu. Wiele wskazuje, że najbliższe miesiące zdecydują o tym, jaki obierze kurs.

    „Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny. 30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy. Wspólnota, która myśli samodzielnie.

    Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego

    Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    TP Online: dostęp roczny online

    Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2026

    Inne artykuły tego autora

    Czytaj cały artykuł u źródła — Tygodnik Powszechny

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era