![Izraelsko-rosyjski aktywista Andrey X: w Izraelu stałem się częścią systemu apartheidu [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.oko.press%2Fcdn-cgi%2Fimage%2Fwidth%3D1200%2Cquality%3D75%2Fhttps%3A%2F%2Fcdn.oko.press%2F2026%2F06%2FAFP__20260612__B6UG8W2__v1__HighRes__PalestinianIsraelConflictWestBank.jpg&w=1920&q=75)
0:00
Jednym z podobieństw między Izraelem a Rosją jest mentalność „oblężonej twierdzy”, wykorzystywana zarówno przez Rosję, jak i Izrael – mówi nam rosyjsko-izraelski aktywista, znany pod pseudonimem Andrey X. I opowiada, jak po przeprowadzce do Izraela zmienił swoje poglądy
Aleksander Kamkow
Andrey Khrzhanovskiy (1998 r.) jest urodzonym w Rosji antropologiem, dziennikarzem i aktywistą politycznym. Na łamach Meduzy, Doxy i opozycyjnej Novaya Gazeta krytykował reżim Putina i systemowe łamanie praw człowieka przez Rosję. Po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę wraz z rodziną przeprowadził się do Izraela, gdzie zajął się dokumentowaniem i nagłaśnianiem przemocy osadników na Zachodnim Brzegu. W internecie znany jest głównie pod pseudonimem Andrey X . W rozmowie z aktywistą pytamy o różnice i podobieństwa pomiędzy Izraelem a Rosją oraz o perspektywy na zakończenie etnicznej przemocy na kontrolowanych przez Izrael ziemiach.
Aleksander Kamkow: Świat obiegły ostatnio zdjęcia uczestników Global Sumud Flotilla poniżanych i szykanowanych przez izraelskie władze. W izraelskich więzieniach przebywa tysiące więźniów politycznych – w tym obywatele Izraela. Lea Zakh Aharoni, CEO Our People, organizacji zajmującej się pomocą rosyjskim Żydom w emigracji do Izraela, nazywa ciebie zagrożeniem dla państwa i wzywa władze do odebrania ci obywatelstwa.
A ty nadal jeździsz na Zachodni Brzeg i pokazujesz światu przemoc osadników. Nie boisz się?
Andrey Khrzhanovskiy : Czy się boję? Oczywiście. Trzeba jednak pamiętać, że ryzyko, z jakim mierzę się ja, jest nieporównywalnie mniejsze od tego, które każdego dnia ponoszą moi palestyńscy koledzy.
W Strefie Gazy grozi im śmierć, porwanie lub tortury. Na Zachodnim Brzegu mogą zostać zatrzymani i osadzeni w więzieniu. Tak stało się z moim bliskim przyjacielem i współpracownikiem Aymanem Ghrayebem, który od sześciu miesięcy przebywa w areszcie administracyjnym bez postawionych zarzutów i bez procesu — za nagrywanie filmów i publikowanie ich w mediach społecznościowych.
Ja sam również doświadczyłem konsekwencji swojej działalności. Byłem atakowany, pobity i zatrzymywany. Codziennie otrzymuję pogróżki, w tym groźby śmierci. Mimo to jako Żyd i obywatel Izraela korzystam z ochrony oraz przywilejów, których Palestyńczycy nie mają. Wynika to z faktu, że Izrael jest państwem apartheidu, a władze różnie traktują aktywistów w zależności od ich pochodzenia.
Czy był w twoim życiu jakiś konkretny moment, w którym postanowiłeś zaangażować się w relacjonowanie sytuacji na Zachodnim Brzegu?
Przyjeżdżając do Izraela nie miałem mocno sprecyzowanych poglądów na tutejszą sytuację polityczną.
Można powiedzieć, że byłem syjonistą z przyzwyczajenia. Syjonistyczne wartości dominowały w moim otoczeniu, a ja przyjąłem je bez głębszego zastanowienia. Nie miałem w tej kwestii jednoznacznych poglądów i byłem otwarty na argumenty z obu stron.
Po otrzymaniu obywatelstwa uznałem, że skoro zostaję tu przynajmniej na jakiś czas, powinienem lepiej zrozumieć miejsce, w którym się znalazłem. Mniej więcej po roku pobytu w Izraelu stało się dla mnie oczywiste, jak wiele rzeczy działa tutaj nie tak, jak powinno.