
Stanowiska złożyły: Polska, Francja, Niemcy, Hiszpania, Dania, Szwecja, Finlandia, Czechy, Grecja, Estonia, Niderlandy i Portugalia. W postępowaniu uczestniczą także Komisja Europejska i Rada UE.
Polska i Francja kontra większość
Udział w postępowaniu daje państwom możliwość przedstawienia własnych argumentów, zabrania głosu podczas rozprawy i przekonywania sędziów TSUE do swoich racji przed wydaniem opinii.
Najciekawszy jest jednak układ sił. Treść stanowisk procesowych nie jest publiczna, dlatego nie wiadomo jeszcze, jakie argumenty przedstawiły poszczególne stolice. Dotychczasowe decyzje polityczne wskazują jednak, że przed trybunałem zetrą się dwa obozy – z jednej strony Polska i Francja , które od początku sprzeciwiają się umowie i popierają stanowisko PE, a z drugiej państwa popierające Mercosur, które staną po stronie Rady UE oraz Komisji Europejskiej i będą bronić umowy. Sekretarz stanu ds. europejskich Ignacy Niemczycki potwierdził w rozmowie z RMF FM, że „to oczywiste, że Polska zajęła stanowisko po stronie PE” - powiedział - „przecież wypracowali je głównie polscy europosłowie”.
Do postępowania nie przystąpiły Austria i Węgry, które razem z Polską i Francją głosowały w Radzie UE przeciwko umowie Mercosur. Na placu boju pozostały więc tylko Warszawa i Paryż.
Oba kraje argumentują, że umowa naraża europejskich rolników na nieuczciwą konkurencję ze strony producentów z Ameryki Południowej, którzy nie muszą spełniać tak rygorystycznych norm środowiskowych czy sanitarnych, jakie obowiązują w UE. Podobnie do PE podważają także legalność podziału umowy na część handlową i polityczną.
Dla Polski to jednak niejedyny front prawnej walki. Warszawa na początku maja złożyła także własną skargę do TSUE, domagając się stwierdzenia nieważności decyzji o umowie z Mercosur. Jest to odrębne postępowanie od wniosku Parlamentu Europejskiego o wydanie opinii. Z nieoficjalnych informacji dziennikarki RMF FM wynika, że żaden kraj nie dołączył do tej indywidualnej polskiej skargi.
Po drugiej stronie znajdą się najwięksi europejscy zwolennicy Mercosur, którzy będą wspierać Radę UE i KE. Niemcy popierają umowę, bo liczą na większy eksport samochodów, maszyn i produktów chemicznych do Ameryki Południowej. Hiszpania i Portugalia postrzegają porozumienie także jako sposób na zacieśnienie więzi gospodarczych i politycznych Unii z Ameryką Łacińską. Z kolei Dania, Szwecja, Finlandia i Niderlandy od lat należą do państw najmocniej opowiadających się za liberalizacją handlu i zawieraniem ambitnych umów handlowych przez Unię.
To pokazuje, że spór o Mercosur nie tylko nie wygasł, ale wkracza w nową fazę. Po politycznej batalii w Radzie UE przenosi się teraz na grunt prawny. Stawka jest ogromna – chodzi o los jednej z największych umów handlowych wynegocjowanych przez UE i konkretne interesy gospodarcze unijnych krajów.
Opinia zamiast wyroku
Przypomnijmy, PE podjął decyzję o skierowaniu wniosku do TSUE o opinię w sprawie umowy z Mercosur w styczniu dzięki zaangażowaniu polskich europosłów, w tym Krzysztofa Hetmana i Adama Jarubasa z PSL oraz Dariusza Jońskiego z KO. Główny zarzut to rozdzielenie umowy na część handlową i polityczną, co pozwoliło uniknąć ratyfikacji części handlowej przez parlamenty narodowe. Wniosek PE miał doprowadzić do wstrzymania wdrażania umowy z Mercosur, jednak KE go zignorowała i zdecydowała o tymczasowym stosowaniu części handlowej od 1 maja (powołując się na swoje wyłączne kompetencje w polityce handlowej).
Postępowanie ma wyjątkowy charakter. To rzadko stosowana procedura. Trybunał nie wyda wyroku, lecz opinię, która będzie jednak wiążąca. Jeżeli uzna, że umowa jest niezgodna z prawem UE, to trzeba będzie ją renegocjować albo – w teorii – zmienić traktaty Unii.
Komisja Europejska jest jednak pewna swego i nie ma wątpliwości, że TSUE nie podważy jej decyzji. Według informacji dziennikarki RMF FM opinii TSUE należy spodziewać się najwcześniej za około dwa lata. Do tego czasu pełna ratyfikacja umowy UE–Mercosur nie będzie możliwa.