Neurochirurdzy "nieoficjalnie" opłacali pielęgniarki za pracę w sali operacyjnej. Sami zeznali to w sądzie. Aparat rentgenowski, pod którym wykonywali zabiegi, nie miał zaś prawa być używany w sali operacyjnej – tak stwierdził sanepid i nałożył na szpital w Mogilnie karę. To kolejne wątki dotyczące spółki Spine, której działalność opisaliśmy wczoraj w WP.
Pierwszą część naszych ustaleń w sprawie afery kręgosłupowej opisaliśmy wczoraj. Pokrótce: powiatowy szpital w Mogilnie w 2023 r. podpisał umowę ze spółką neurochirurgów Spine, mimo że placówka nie ma nawet poradni neurochirurgicznej. Lekarze otrzymywali aż 65 proc. wyceny, jaką NFZ płacił za zabieg, co dawało nawet 26 tys. zł za godzinę pracy. Jak to możliwe?
Dotarliśmy do raportu NFZ i konsultanta wojewódzkiego, którzy stwierdzają, że w Mogilnie, ale też w pomorskim Miastku, lekarze wykonywali kilkuminutową procedurę, ale w dokumentacji rozliczali ją jako zdecydowanie droższą. Setki niemal identycznych kart pacjentów noszą, zdaniem konsultanta, znamiona fałszowania dokumentacji medycznej. W jedną sobotę jeden lekarz potrafił przyjąć nawet 50–77 pacjentów.
Janczura: To jeszcze medycyna? Czy linia produkcyjna
Skutki są dotkliwe dla samego szpitala: NFZ nałożył karę w wysokości 2,6 mln zł. Jednocześnie spółka Spine pozwała szpital o zaległe faktury (1,28 mln zł) i wygrała – komornik zajął już 400 tys. zł z kontraktu. Szpital ma problemy z wypłatą pensji.
Sprawą z Mogilna zajmuje się już prokuratura, a sprawą ze szpitala w Miastku także CBA.
Nieoficjalne dodatki
Podział obowiązków był jasny. Mówił o nim zresztą podczas procesu ze szpitalem doktor Mateusz Szylberg: lekarzy zapewniała jego spółka, a resztę personelu szpital w Mogilnie. Ponieważ placówka nie chciała angażować dodatkowych osób, w zabiegach miały uczestniczyć te pielęgniarki, które były w tych dniach na dyżurze. To oznaczało dla nich dodatkowe obowiązki, więc nie były chętne do współpracy - relacjonował przed sądem w Bydgoszczy doktor Mateusz Szylberg.
Jak przekazywano pieniądze? Ile sumarycznie otrzymały pielęgniarki? Tego nie wiemy.
Ówczesna dyrektor placówki Ewa Bonk-Woźniakowska zaprzecza, by coś takiego lekarzom sugerowała.
Rozliczenie przykładowych dniówek neurochirurgów © WP | Angelika Sętorek, AI-assisted Dotarliśmy jednak do korespondencji, z której wynika, że instrumentariuszki dostawały od 300 do 450 złotych miesięcznie. W rozmowie z WP nie chcą tego potwierdzić, ale też nie zaprzeczają. Szefowa bloku operacyjnego rozłącza się, gdy informujemy o wiadomościach, jakie poznaliśmy.
Po co komu badania?
Ale z analizy dokumentacji medycznej wyłaniają się kolejne nieprawidłowości, wykryte przez obecne władze placówki. Porównanie kart wypełnianych przez pielęgniarki i laboratorium wykazało, że wiele zabiegów wykonywano bez wcześniejszego uzyskania wyników badań laboratoryjnych. W dodatku przy użyciu aparatu rentgenowskiego, który nie był dopuszczony do użytku w sali operacyjnej szpitala.
Skąd wiadomo, że pacjentów brano "pod igłę" bez badań? Widać to w dokumentach. Władze szpitala udostępniają nam zanonimizowane przykładowe dane: pacjent X hospitalizowany - zgodnie z dokumentacją pielęgniarską - między godz. 09.50 a 09.55. Przed zabiegiem pobrano mu krew do analizy, ale wynik został wytworzony w laboratorium dopiero o godz. 10.11, czyli już po wypuszczeniu pacjenta z sali operacyjnej. Specjaliści, z którymi konsultujemy sprawę, twierdzą, że w przypadku tych zabiegów badania laboratoryjne nie zawsze są niezbędne, ale jednak je zlecano. Dlaczego nie czekano na wyniki?
Po co komu legalizacja?
Wskazuje też, że zabiegi wiązały się z istotnym ryzykiem dla personelu. Termolezję wykonuje się bowiem pod kontrolą aparatu rentgenowskiego z tzw. ramieniem C. Problem w tym, że przed podpisaniem umowy ze spółką Spine na sali operacyjnej w Mogilnie takiego sprzętu nie było.
Spółka zaproponowała więc, że aparat załatwi i zobowiązała się do tego w umowie. Przed rozpoczęciem wykonywania zabiegów powinna takie urządzenie zgłosić do sanepidu i zalegalizować je. Tak mówią regulacje prawa atomowego. Jest to istotne o tyle, że mamy do czynienia z promieniowaniem jonizującym, które potrafi uszkadzać struktury białkowe organizmu. Legalizacja urządzenia potwierdza, że będzie ono bezpieczne dla osób przebywających w jego otoczeniu.
Poznaliśmy wyniki kontroli sanepidu, którą ten wszczął poinformowany przez prokuraturę. Kontrolerzy stwierdzili 14 poważnych naruszeń przepisów. Nałożyli na szpital kilka tys. zł kary.
Sanepid miał szereg zastrzeżeń do procedur z użyciem RTG © WP Aneks i tajemnicza fundacja
Co ciekawe, na potrzeby zabiegów termolezji aparat RTG z ramieniem C miała - zgodnie z pierwotną umową - zapewnić spółka Spine. Tak było, ale kilka miesięcy później podpisano aneks do umowy. Zgodnie z nim szpital zgodził się, że to on zapewni taki aparat. Wydzierżawił go od fundacji "Instytut Neurochirurgii Spine".
Okazuje się, że nie tylko nazwa nawiązuje do spółki, wykonującej zabiegi w szpitalu. Fundacja ma siedzibę pod tym samym adresem, co Spine, a w jej radzie zasiadają członkowie zarządu Spine: Mateusz Szylberg i Maciej Mielcarek. Szylberg w sądzie zezna, że chciał, by fundacja też coś zarobiła. I zarabiała: 3 tys. zł miesięcznie za dzierżawę sprzętu szpitalowi.
Od września 2024 r. koszty sprzętu ponosił więc szpital, płacąc za używanie aparatu, na którym pracowali zarabiający ogromne stawki lekarze związani z fundacją Spine.
Wszystkie te umowy podpisała jeszcze poprzednia dyrektor szpitala Ewa Bonk-Woźniakiewicz. Dziś twierdzi, że umowy wcale nie były takie złe.
NFZ kontroluje od lat
Jak dziś słyszymy, sprawa nadużyć przy realizacji procedur neurochirurgicznych jest monitorowana od lat, a NFZ zna mechanizmy, które za nią stoją. Dowodem są kontrole przeprowadzane już od 2022 r. Już wtedy wykryto, że w niektórych szpitalach (podobnie jak w Mogilnie i Miastku) sprawozdawano procedury w ramach hospitalizacji, a nie opieki ambulatoryjnej; w efekcie szpitale zarabiały zdecydowanie więcej niż powinny.
Z informacji przekazanych nam przez fundusz wynika, że w podobnych okolicznościach, jak te w Mogilnie, nałożono już 17 kar na różne placówki na terenie całego kraju. Jak słyszymy, najwięcej, bo prawie 1,5 mln zł, musiał zwrócić szpital z Koszalina.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Dziennikarz Magazynu Wirtualnej Polski. Autor reporterskich seriali dokumentalnych.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości