Donaldowi Trumpowi coraz więcej uchodzi na sucho. Nie tylko dlatego, że jego najtwardsza baza wyborcza jest głęboko przekonana o słusznych intencjach ich przywódcy ("Przecież czyni to wszystko dla dobra Ameryki!"). Także dlatego, że nawet jego przeciwnikom nie chce się już rozdzierać szat nad niekończącymi się skandalami finansowymi i obyczajowymi prezydenta.
Donald Trump zazwyczaj nie ma skrupułów, aby przyjmować od rządów innych państw czy biznesmenów drogie, luksusowe prezenty. Mało tego, uwielbia się owymi podarunkami otwarcie chwalić. Jak na wszechwładnego, a jednocześnie niezwykle zamożnego przywódcę największego światowego mocarstwa, to dość osobliwa cecha. Kojarzymy ją raczej z niektórymi afrykańskimi reżimami czy satrapiami środkowej Azji, gdzie dyktatorzy pławią się w złocie i brylantach, oczekując od poddanych "stosownych" gratyfikacji za "stosowne" decyzje polityczne.
250-lecie niepodległości Stanów Zjednoczonych Donald Trump uświetnił m.in. dziewiczym lotem nowego Air Force One, samolotu wartego 400 mln dolarów i sprezentowanego przez władze Kataru. Z którym to Katarem, zupełnie przypadkowo, rozliczne i obfite interesy prowadzi Jared Kushner, zięć prezydenta. Skandaliczna decyzja FIFA. "To jest cyrk"
Z kolei kilka dni wcześniej szef antwerpskiego Światowego Centrum Produkcji Diamentów (AWDC), Isidore Mörsel, przekazał na ręce ambasadora USA w Belgii inny prezent dla Trumpa: wysadzany diamentami, szmaragdami i rubinami sygnet, z napisem "250 YEARS USA", wykonany z 18-karatowego złota. Wartość biżuterii: ok. 30 tys. dolarów. Prezydent był tak wzruszony, że nagrał krótki klip "z podziękowaniami dla przyjaciół z Antwerpii za wspaniały pierścień".
Co ciekawe, we wrześniu ub.r. branża kamieni szlachetnych uzyskała zwolnienie z szeregu ceł, które Trump narzucił na kraje Unii Europejskiej . To zapewne kolejna koincydencja. Zbieg okoliczności. Zupełny przypadek.
Sygnet z 321 diamentami dla uczczenia 250 lat USA © Licencjodawca | materiały prasowe Jeszcze wcześniej zaś lokator Białego Domu opublikował swoje oświadczenie majątkowe za ubiegły rok, z którego wynika, iż ma on - jak sam zresztą często powtarza - wyjątkową smykałkę do interesów. Jego przychody wyniosły ok. 2 miliardy dolarów. Trump obłowił się głównie na rynku kryptowalut, na dealach nieruchomościowych, jak również na sprzedaży gadżetów i odzieży ze swoją podobizną. Na samych tylko zegarkach "marki Trump" zarobił blisko 5 milionów dolarów.
Najbardziej intrygujące były jednak jego transakcje giełdowe. Przez rok Trump (czy raczej maklerzy zarządzający jego kontami) aż 21 285 razy kupował lub sprzedawał jakieś akcje. Zatem średnio dokonywano takich operacji… 58 razy dziennie. Jedna z nich była szczególnie dochodowa. 23 lipca 2025 r. Trump kupił udziały w Nvidii, Microsofcie, Mecie, Apple’u, Amazonie i Broadcomie o wartości ok. 30 milionów dolarów. Tego samego dnia po południu Biały Dom ogłosił swoje plany liberalizacji przepisów dotyczących inwestycji w sztuczną inteligencję . Akcje wszystkich wspomnianych koncernów poszybowały w górę. Jeszcze jedna koincydencja. Kolejny zbieg okoliczności. Zupełny przypadek.
Ni stąd, ni zowąd, w ubiegłym tygodniu prezydent Trump zaczął wychwalać na platformach społecznościowych pewną mało znaną firmę z Idaho o nazwie Micron Technology. Okazało się, że Micron przekazał 250 mln dolarów na rzecz tzw. Trump Accounts , czegoś w rodzaju specjalnego funduszu emerytalnego. Okazało się też jednak, że wcześniej Trump… kupił akcje Microna, chociaż nie ogłaszał tego publicznie (informacja ta znalazła się dopiero w jego deklaracji majątkowej).
Dodajmy jeszcze do tego obrazu jego synów, Erica i Donalda Juniora, którzy robią lukratywne biznesy w Kazachstanie (posiadającym ogromne złoża wolframu, pierwiastka wykorzystywanego m.in. w przemyśle zbrojeniowym, naftowym, w produkcji sprzętu medycznego). Oczywiście, nikt im tego nie może zabronić. Problem w tym, że w kontaktach z kazachskimi władzami Eric i Donald Jr. otrzymali oficjalne "wsparcie" ze strony Howarda Lutnicka, sekretarza handlu i jednego z najbliższych zauszników Trumpa. Naciskał on w tej sprawie na swoich partnerów w Astanie, wysyłając im pisma na papierze firmowym amerykańskiego rządu.
Zapytany w jednym z wywiadów, czy synowie wykorzystują wiedzę o jego planowanych decyzjach, aby powiększać swój majątek, Trump odparł z rozbrajającą szczerością: "To oczywiste, że mają dostęp do poufnych informacji ("inside information"). Nawet jak kupują jakąś półciężarówkę".
W każdym innym kraju, w przypadku każdego innego polityka, taka odpowiedź zostałaby przyjęta ze zdumieniem jako jaskrawe samooskarżenie i dowód na złamanie prawa. Lecz Trumpowi coraz więcej tego typu działań uchodzi na sucho. Nie tylko dlatego, że jego najtwardsza baza wyborcza jest głęboko przekonana o słusznych intencjach ich przywódcy ("Przecież czyni to wszystko dla dobra Ameryki!"). Także dlatego, że nawet jego przeciwnikom nie chce się już rozdzierać szat nad niekończącymi się skandalami finansowymi i obyczajowymi prezydenta. "Trudno, Trump jest, jaki jest. Musimy go przeczekać".
W każdym kraju na świecie, nawet najbardziej demokratycznym i transparentnym, zdarzają się skorumpowani liderzy, łasi na przyziemne profity. Kłopot z Trumpem polega na tym, że zachowania z grubsza rozumiane jako etyczne są w jego mniemaniu przeszkodą w prowadzeniu polityki, tak jak były przeszkodą w biznesie, gdy kilka dekad temu budował wieżowce na Manhattanie. A zachowania nieetyczne nie są z gruntu złe. Trzeba zarobić jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie, jakimikolwiek metodami. A jeśli owe metody się komuś nie podobają, zawsze można wynająć prawników, którzy je mniej czy bardziej brutalnie usprawiedliwią.
Trump doskonale wie, że wykorzystuje swoją polityczną pozycję, aby zbudować fortunę. Własną, Donalda Juniora, Erica, Jareda, Ivanki… Wie o tym, ale nie uważa tej przypadłości za naganną.
Po prostu ma smykałkę do interesów.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Analityk Wirtualnej Polski ds. geopolityki, ambasador RP w Izraelu (2018-21) i Stanach Zjednoczonych (2021-24), były wiceminister spraw zagranicznych
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości