Zarzuty znieważenia z powodu przynależności narodowej i naruszenia nietykalności cielesnej usłyszał 14 lipca 2026 roku mężczyzna, który trzy dni wcześniej agresywnie obrażał dziewczynki z Ukrainy w autobusie w Bielsku-Białej. Zachowanie 54-latka nagrała jedna z nich. Na nagraniu słychać, jak mężczyzna atakuje słownie dzieci i je obraża. Mówił między innymi: "A ty co? Tak samo jesteś ukraińska ku***". Kazał im także "wyp*******ć z tego kraju". Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu, a śledczy zastosowali wobec niego dozór policyjny.
Wyzywał nastolatki z Ukrainy, usłyszał zarzuty. Nowe informacje
Od kiedy ta sprawa zyskała medialny rozgłos, w serwisach społecznościowych pojawia się jednak coraz więcej materiałów, które mają dowodzić, że mężczyzna został sprowokowany przez dziewczynki. Masowo zamieszcza się je na kontach, na których wcześniej publikowano już treści antyukraińskie. Między innymi dlatego te materiały stały się pożywką dla kolejnej fali antyukraińskiej nagonki. I to mimo że ich wiarygodność obaliły już bielska prokuratura i Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej.
Pokazujemy więc, na które materiały należy uważać, bo stworzono je wyłącznie po to, by podgrzewać emocje i tworzyć grunt pod następne tego typu ataki.
"Dziewuchy pluły na tego pana"
Ogromną popularność zdobył komentarz zamieszczony na Facebooku, którego autorka przedstawiająca się jako Teresa Kawczyńska twierdziła, że "redaktorzy z Bielska dotarli do świadków" i według nich "te dziewuchy pluły na tego pana, wyzywały". W odpowiedzi mężczyzna miał najpierw bez wulgaryzmów "zwrócić im uwagę, aby zachowywały się ciszej, że są w gościach w Polsce, na polskim utrzymaniu". Mimo tego Ukrainki dalej miały go prowokować. "Ludzie czytajcie prasę z Bielska!" - radziła autorka komentarza.
Tyle że takiej relacji próżno szukać w lokalnych mediach. Wręcz przeciwnie: portal Bielsko.biala.pl zauważył, że wpis o opluwaniu i prowokowaniu zniknął już z Facebooka, a takiej wersji wydarzeń zaprzeczyli zarówno przedstawiciele MZK w Bielsku-Białej, jak i miejscowej prokuratury. Internauci zwracali natomiast uwagę, że komentująca miała pochodzić z Ostródy oddalonej od Bielska-Białej o ponad 500 kilometrów - tak wynikało z danych udostępnionych w profilu. Wielu komentujących zastanawia też konstrukcja użytego przez nią zdania: "jedna [dziewczynka] dawała jakieś propozycje remisu", które brzmi nienaturalnie po polsku, a może być kalką z języka rosyjskiego lub ukraińskiego.
Ten pojedynczy komentarz wystarczył jednak do rozpoczęcia fali komentarzy zrzucających winę na młode Ukrainki. "Czyżby jednak winna nie była prawica, tylko te młode Ukrainki?"; "Ukraina mieszkająca w Bielsko- Białej udającą ofiarę w autobusie okazała się prowokatorką"; "Okazuje się, że te małe Ukrainki prowokowały tego faceta, być może był pijany, uznały, że jest łatwym celem, prowokowały go, pluły na niego i go nagrywały. I tak mamy polskiego faszystę do dzisiejszych newsów"; "Przekaz dnia może mieć zaskakujący finał. Według relacji świadków te niby niewinne ukraińskie dziewczynki miały pluć i zaczepiać tego starszego pana" - pisano w komentarzach.
Usunięty już komentarz stał się podstawą przekazu o "prowokacji"Źródło zdjęcia: x.com "Zamiast właściwej reakcji podjęły polemikę"
Nie mniej popularny stał się inny komentarz, tym razem już w pełni anonimowy, którego autor twierdził, że widział zapis z monitoringu zamontowanego w autobusie. Według jego relacji - rozsyłanej potem masowo w sieci - "główna uczestniczka zajścia zajmowała miejsca w sposób nieodpowiedni, opierając obuwie o sąsiednie fotele", a kiedy jeden ze współpasażerów "w kulturalny sposób zwrócił im uwagę", Ukrainki "zamiast właściwej reakcji i skorygowania swojego zachowania podjęły polemikę, która szybko przerodziła się w głośną wymianę zdań". Jej finał mieliśmy oglądać na popularnym nagraniu.
Ten komentarz często jeszcze bardziej utwierdzał internautów w przekonaniu, że cała sytuacja zaczęła się od prowokacyjnego zachowania nastolatek. Udostępnił go bez żadnego komentarza między innymi poseł Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik, którego wpis podał następnie Grzegorz Braun.
Komentarz z błędną wersją zdarzeń udostępniony przez posłów Konfederacji Korony Polskiej Nagranie z monitoringu nie zostało jednak upublicznione, ponieważ policjanci zabezpieczyli je jako dowód w sprawie. Na jego podstawie bielskie MZK zrekonstruowało jednak przebieg zdarzeń. Zaprzecza on wersji przedstawionej przez anonimowego internautę w popularnym komentarzu. Z relacji wynika, że dziewczynka trzymała nogi na oparciu siedzenia przed sobą, ale po zwróceniu jej uwagi przełożyła nogi na podłogę i zmieniła miejsce.
"Z dalszej analizy monitoringu wynika, iż taka sytuacja trwała przed dłuższą chwile, a sprawca przyglądał się pokrzywdzonym bez żadnych towarzyszących reakcji. Po dłuższej chwili widać, iż niepowodowany żadnym zachowaniem sprawca zaczyna impulsywnie reagować, używając przekleństw i okrzyków" - czytamy w oświadczeniu. MZK dodaje:
Wszelkie pojawiające się w sieci komentarze powołujące się na rzekomych świadków, wskazujące, iż poszkodowane miały być prowokujące, są niezgodne z wydarzeniami zaobserwowanymi na nagraniach, a ich rozpowszechnianie godzi w wizerunek spółki. Stanowczo podkreślamy, że w naszej ocenie reakcja sprawcy, dorosłego mężczyzny, w żaden sposób nie może być usprawiedliwiana opisanym wyżej zachowaniem nieletnich, ze względu na rażącą niewspółmierność.oświadczenie Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej z 14 lipca 2026 roku "Zadowolona mina" to wytwór AI
Dowodem na prowokacyjne zachowanie dziewczynki miał być także jej szeroki uśmiech na nagraniu. Zwolennicy tej teorii udostępniali rzekomy kadr z filmu, na którym miało być widać wesołą minę Ukrainki.
Do tego obrazka dodawano często opisy o rzekomym opluciu i prowokowaniu mężczyzny. "Zadowolona mina. Zadanie wykonane"; "Facet zwyzywał nieletnią ukrainkę w autobusie po tym jak go opluła, ale to nie wina ukrainki tylko Mentzena i Nawrockiego"; "Młoda Ukrainka wyraźnie przerażona tym, że ktoś jej brzydko zwrócił uwagę" - komentowano kadr z uśmiechniętą dziewczyną.
Tyle że to przeróbka wykonana przy użyciu sztucznej inteligencji. Na oryginalnym nagraniu dziewczynka nie uśmiecha się ani razu i ze spokojem odpowiada agresywnemu mężczyźnie. W 34 sekundzie da się rozpoznać kadr, którzy wykorzystano do stworzenia przeróbki. Mężczyzna mówi wtedy do Ukrainki: "zawołaj sobie mamusie", a ta się nie uśmiecha. Celowo nie zamieszczamy zdjęć dziewczynki oraz przerobionych kadrów, które pozwoliłby na jej identyfikację.
To nie "córka ukraińskiego aktywisty"
Fałszywe informacje dotyczą także ojca dziewczynki. W serwisach społecznościowych można znaleźć wiele wpisów, których autorzy twierdzą, że był ukraińskim aktywistą. Dla wielu osób jest to kolejne potwierdzenie, że cała sytuacja była wcześniej przygotowaną prowokacją. "Cóż za zbieg okoliczności z dziewczyną z autobusu. Okazuje się, że to córka ukraińskiego aktywisty. Ile jeszcze razy pozwolimy napluć nam w twarz?"; "To dziecko aktywisty ukraińskiego, doszło do tego w dniu upamiętnienia rzezi wołyńskiej, to na pewno przypadek. Mogła być dokładnie szkolona do takich prowokacji, wiedziała co zrobić i kogo podpalić"; "Onet podaje, że to córka ukraińskiego aktywisty" - pisano w sieci o dziewczynce (pisownia wszystkich wpisów oryginalna ).
W sieci błędnie sugerowano, że to dziewczynka obrażana w autobusie w Bielsku-Białej jest córką ukraińskiego aktywisty Jako dowód pokazywano tytuł artykułu na portalu Onet: "Ukraiński aktywista nagłośnił atak w autobusie. Pisze, co spotkało jego córkę". Taki tekst rzeczywiście opublikowano 14 lipca 2026 roku i przytoczono w nim treść wpisu aktywisty Michała Strelnikowa. Nie napisał on jednak, że dziewczynka z autobusu to jego córka. Stwierdził jedynie, że jego 13-letnia córka po obejrzeniu popularnego nagrania "przyznała się nam, że zarówno ona, jak i jej koleżanki znalazły się w podobnej sytuacji, ale nie opowiadała nam o tym, żeby nas nie zasmucać".
Sam Strelnikow tak skomentował doniesienia o tym, że miałby być ojcem dziewczynki z autobusu: "Propaganda Kremla w akcji. Moja córka, która jest o rok starsza od poszkodowanej dziewczynki z Bielska-Białej i mieszka we Wrocławiu, również była świadkiem antyukraińskiej wypowiedzi w autobusie skierowanej przeciwko niej i jej koleżance. (...) Mam nadzieję, że takie wyjaśnienie zrozumieją nawet Polacy, którzy wierzą na słowo kremlowskiej farmie botów".
Prokuratura wyklucza "działania prowokujące"
Na koniec raz jeszcze przypomnijmy, że rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej Małgorzata Moś-Brachowska stwierdziła, że dziewczynki zostały przesłuchane i "wykluczone jest tutaj działanie prowokujące czy wulgarne z ich strony".
Potwierdza to dysponujący zapisem z monitoringu MZK w Bielsku-Białej: "Wszelkie pojawiające się w sieci komentarze powołujące się na rzekomych świadków, wskazujące, iż poszkodowane miały być prowokujące, są niezgodne z wydarzeniami zaobserwowanymi na nagraniach".
"Niech wracają". Politycy oddają ordery, a machina zaczyna działać