
0:00
Jeśli powstanie partia Rozwój Plus, PiS może stracić od ręki jedną czwartą tego, co jeszcze mu w sondażach zostało. W konflikcie z Morawieckim Kaczyński ma już tylko partyjniackie argumenty. Pożerają go demony, jakie obudził, wygrywając Nawrockim wybory prezydenckie
Piotr Pacewicz
Mateusz Morawiecki nie chce się ukorzyć. W przeddzień czwartkowego dedlajnu, jaki dał mu Jarosław Kaczyński na rozwiązanie stowarzyszenia Rozwój Plus, powtarza swoje: „Prawo i Sprawiedliwość = otwartość, nie hermetyczność! PiS nie jest własnością żadnej grupy ani żadnej frakcji. Jest wspólnym domem milionów Polaków, którzy uwierzyli, że Polska może być dumna, silna, sprawiedliwa i ambitna. Nie możemy być partią hermetyczną i wsobną”.
Morawiecki nie chce się zgodzić z definicją Kaczyńskiego, że – cytując żart Michała Rusinka – jego stowarzyszenie to tak naprawdę „Rozbój Plus”. Tym samym załagodzenie sporu staje się coraz mniej prawdopodobne.
Dodatkową zachętą dla Morawieckiego może być sondaż Opinii 24 dla TVN , pierwszy, w którym tego samego dnia zbadano poparcie partyjne w dwóch wariantach. Gdy do listy partii dodano „Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego” wybrało ją 6,2 proc. badanych. Poparcie PiS zmalało z 23.0 proc. (bez RP na liście) do ledwie 17,7 proc. (z RP na liście), notowania pozostałych partii nie zmieniły się (maks. różnica to 0,7 pkt proc.)
Partia Kaczyńskiego traciła aż 5,3 pkt proc. Jedną czwarta topniejącego już wcześniej elektoratu wyszłaby z PiS razem z Morawieckim. Wymowę sondażu osłabia sposób zadania pytania, które mogło zniechęcać do poparcia PiS: „Na którą partię by Pan/Pani głosowała, gdyby w PiS doszło do rozłamu , a lista ugrupowań byłaby następująca...”. Negatywnie nacechowane słowo „rozłam” mogło sugerować, by nie wybierać PiS.
Ponadto przedstawiając Rozwój Plus, ankieterzy dodawali nazwisko lidera, przy innych partiach tego nie robiono¹. Z drugiej strony poparcie RP (nawiasem mówiąc marketingowo dobry skrót...) jako bytu teoretycznego może nie oddawać realnego potencjału, gdyby partia rzeczywiście powstała.
To wszystko nie oznacza, że w czwartek dojdzie do spektakularnego „rozłamu”, ale
jaki by nie był finał tej awantury, osłabi ona wizerunek i potencjał wyborczy PiS i prezesa, który próbuje dogonić uciekający czas. Zanim uzasadnimy tę tezę, zauważymy prawidłowość: partie dzielą się i kłócą szczególnie wtedy, gdy słabną, a polityczkom i politykom zaczyna zaglądać w oczy koniec osobistych karier. Rodzi to nerwowe poszukiwanie recept, jak wrócić do bezpiecznej przeszłości, pojawiają się spory podgrzewane przez uśpione w czasach stabilizacji animozje, trwa licytacja ambicji i oskarżeń wobec tych, którzy myślą inaczej.
Prawdziwym źródłem zamieszania w PiS jest poczucie, że grunt usuwa się spod partyjnych nóg. Zacznijmy zatem od prostej opowieści o tym, jak osłabła pozycja Prawa i Sprawiedliwości. Dopiero potem spojrzymy w przyszłość.
PiS, czyli dawnych zwycięstw czar
Ćwierć wieku Prawa i Sprawiedliwości, partii założonej 29 maja 2001 roku przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich, to czas rosnącego poparcia z apogeum w wyborach 2019 (rekordowe 43,59 proc.), to cztery wygrane wybory parlamentarne (2005, 2015, 2019 i 2023), to trzykrotne sprawowanie rządów (2005-2007 z Samoobroną i LPR-em oraz 2015-2019 i 2019-2023), to także aż cztery zwycięstwa prezydenckie (2005, 2015, 2020 i 2025).
Po okresie krótkiego wzlotu PO (zwycięstwa w wyborach 2007 i 2011 oraz prezydenckich 2010 r.) zapanowała w Polsce era Prawa i Sprawiedliwości.
Od 2014 roku PiS wygrało aż 10 na 11 wyborów, z tego trzy samorządowe, trzy parlamentarne, trzy prezydenckie i dwa europejskie. Oto wyniki wyborów:
samorządowych 2014 (licząc głosy do sejmików: PiS 26,9 proc. PO – 26,3 proc.)
prezydenckich 2015 (Duda 51,55 z Komorowskim 48,45)
parlamentarnych 2015 (37,58 proc. przed PO 24,09 proc.)
samorządowych 2018 (34,7 proc. głosów do sejmików wojewódzkich przed KO – 27 proc.)
europejskich 2019 (PiS 45,4, przed Koalicją Europejską – 38,5 proc.)
parlamentarnych 2019 (43,6 proc. przed KO 27,4 proc.)
prezydenckich 2020 (Duda 51 proc. przed Trzaskowskim – 49 proc.)
parlamentarnych 2023 (35.38 proc. przez KO 30,7 proc.)
europejskie 2024 (36.16 i drugie miejsce za KO 37.06 proc.)
samorządowe 2024 (34,27 proc. głosów do sejmików wojewódzkich przed KO – 30,59 proc.)
prezydenckie (Nawrocki 50.89 przed Trzaskowskim 49.11 proc.)
Wyrazem potęgi PiS był monopol na prawicy. Odsetek głosów na PiS wśród wszystkich prawicowych partii wynosił:
w debiucie w 2001 roku – 42 proc.
w wyborach 2005 r. – 72 proc. (silna była LPR);
w 2007 r. – 96 proc.;
w 2011 r. – 97 proc.;
w 2015 r. – 74 proc. (zaliczamy do prawicy Kukiz'15);
w 2019 r. – 86 proc.;
w 2023 r. – 83 proc.
Pyrrusowe zwycięstwo w wyborach 2023 roku było wyrazem wychylenia polskiego wahadła w lewo: trzy siły liberalno-lewicowe uzyskały łącznie 53,71 proc. poparcia, o ponad 11 pkt proc. więcej niż PiS do spółki z Konfederacją, ale ten stan rzeczy nie potrwał długo. Tyle, że prawica wróciła do łask wyborców w innej konfiguracji.
Jak widać na wykresie powyżej, prognoza wyborcza² oparta na średnich sondażowych w lipcu 2026 roku daje PiS 24,5 proc., co oznacza statystyczny remis ze zsumowanym poparciem dla obu Konfederacji ( 25,2 proc. ), a dynamika zmian wskazuje na przewagę rywali na prawicy.
Ta przewaga może okazać się miażdżąca, jeśli do partyjnej gry wejdzie RP Morawieckiego ³ . Nawrocki jak sukces dr Frankensteina
Jak doszło do tego, że notowania PiS spadły do tak niskiego poziomu (średnia sondażowa w lipcu = 22,4 proc. ), a łączne poparcie obu Konfederacji = 23.1 proc. (13,7 proc. KWN + 9,4 KKP) jest nawet „optycznie” wyższe (choć statystycznie takie same)? Jak doszło do tego, że
PiS zbiera dziś ledwie połowę (dokładniej 49,2 proc.) poparcia całej prawicy.