RAK
    Polska nie jest gotowa na gorący klimat. Jeden dzień upału może kosztować miliony

    Polska nie jest gotowa na gorący klimat. Jeden dzień upału może kosztować miliony

    1077 odsłon
    Polska nie jest gotowa na gorący klimat. Jeden dzień upału może kosztować miliony

    Fala upałów, która przechodzi przez Europę, szybko zamienia się w test odporności państw, miast i sieci energetycznych. Ekonomiści PIE szacowali już wcześniej, że jeden dzień rekordowego upału kosztować może ok. 110 mln zł przez sam spadek produktywności. A to tylko fragment rachunku.

    Upały w końcówce czerwca, a po nich gwałtowne burze to dopiero początek zmagań z anomaliami pogodowymi. Światowa Organizacja Meteorologiczna (World Meteorological Organization WMO) informowała pod koniec czerwca, że Europa mierzy się z wyjątkowo silną falą upałów, która bije rekordy temperatury. Problem w tym, że stają się one nową rzeczywistością, na którą wciąż nie jesteśmy przygotowani.

    Zgodnie z szacunkami WMO istnieje 91 proc. prawdopodobieństwa, że między 2026 a 2030 r. padną kolejne rekordy ciepła.

    Błyskawiczne powodzie to miliardy z budżetu. Miasta są niedostosowane

    Przeciążone sieci

    Kilka dni z temperaturą przekraczającą 35 st. C z rzędu sprawiają, że infrastruktura energetyczna przez długi czas pracuje pod podwyższonym obciążeniem. W efekcie mamy lokalne przeciążenia lub czasowe zakłócenia w dostawach energii.

    Kilkudniowe upały zwiększają jednak ekspozycję systemu na awarie oraz obciążenie sieci przesyłowych - zaznacza w rozmowie z money.pl dr Adam Juszczak, starszy doradca w Zespole Energii Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jak podkreśla, fale upałów oznaczają większy pobór mocy już choćby przez jednoczesne uruchamianie setek tysięcy klimatyzatorów w całym kraju.

    Nowsza infrastruktura jest dostosowana do pracy przy temperaturach sięgających 80 st C., ale w przypadku starszych elementów sieci limit ten jest niższy i wynosi zwykle 40-60 st C. Wysokie temperatury prowadzą także do spadku obciążalności przewodów fazowych - ocenia ekspert. Polskie Sieci Energetyczne zapewniają, że system jest stabilny i nie ma na razie potrzeby wprowadzania nadzwyczajnych działań, takich jak stopnie zasilania, gdy dochodzi do drastycznego zapotrzebowania na moc.

    • W połączeniu z awariami kilku jednostek konwencjonalnych oraz niższą od oczekiwanej generacją z elektrowni wiatrowych przełożyło się to na konieczność przywołania rynku mocy - zaznacza jednak dr Juszczak.

    A mimo to, dodaje, jak dotąd nie doszło do zbliżenia się do rekordowych poziomów zapotrzebowania na energię elektryczną - w ostatnich dniach wynosiło ono maksymalnie ok. 23 GW, czyli blisko 5 GW mniej niż tegoroczny rekord z lutego .

    Według raportu z 2025 r. w sieci PGE Dystrybucja przeciętny odbiorca miał 239,6 minuty nieplanowanych przerw w dostawach prądu razem z przerwami katastrofalnymi, a częstotliwość nieplanowanych przerw wyniosła 3,35 na odbiorcę . Przy bazie 5,86 mln odbiorców daje to w przybliżeniu ponad 23 mln odbiorcogodzin bez zasilania rocznie.

    • Mimo tych wyzwań oraz większego wysiłku po stronie operatora systemu przesyłowego, obecne upały nie wydają się stanowić istotnego zagrożenia dla stabilności systemu. Eksperci częściej wskazują na ryzyka związane z gwałtownymi burzami, które odpowiadają za większość uszkodzeń linii elektroenergetycznyc h - zaznacza Juszczak.

    Duże znaczenie ma infrastruktura energetyczna.

    Jak podkreśla w rozmowie z money.pl Kuba Gogolewski, dyrektor programowy fundacji Mission Possible problemem jest też sama struktura. - W Polsce energetyka oparta jest głównie na elektrowniach cieplnych wymagających chłodzenia. Przy wysokich temperaturach i niskim poziomie wód może to prowadzić do ograniczeń w pracy elektrowni przypomina.

    To, jak podkreśla, problem całej Europy. - Przykładem mogą być problemy elektrowni jądrowej Paks na Węgrzech. Polska ma ograniczone zasoby wody, a najmniej wodochłonne są rozwiązania oparte na energetyce wiatrowej i słonecznej, zwłaszcza tej rozproszonej. Również elektryfikacja transportu oraz ciepłownictwa zmniejsza zanieczyszczenie wód powierzchniowych w związku ze spadkiem zapotrzebowania na wydobycie i spalanie węgla, a także gazu i biomasy - dodaje dyrektor Mission Possible.

    Elektrownia jądrowa to pewne rozwiązanie, ale nie bez wad. - Taka zlokalizowana nad morzem to inna sytuacja niż choćby SMR-y czy elektrownie gazowe z otwartym systemem chłodzenia budowane z dala od morza i chłodzone wodami z rzeki, sztucznego zbiornika czy jeziora. Jeśli planujemy jednocześnie budowę SMR-ów, elektrowni gazowych albo centrów danych nad tą samą rzeką, musimy patrzeć na dostępność wody systemowo. W przeciwnym razie różne inwestycje będą konkurowały o ten sam zasób - podkreśla Gogolewski.

    Jak podkreśla ekspert, dziś znacząca część poboru wody przypada na energetykę. To około 75 proc. - Wpływa to na zanieczyszczenie termiczne. Trzeba myśleć systemowo - podkreśla Gogolewski. - Dla kontrastu najmniej wodochłonna jest morska i lądowa energetyka wiatrowa, a następna w kolejności jest energetyka słoneczna, zwłaszcza ta małoskalowa np. na dachu czy na balkonie - zaznacza.

    Upały kosztują majątek

    Jak wskazuje najnowszy raport fundacji Climate&Strategy, od 1980 r. krajowa gospodarka poniosła koszty rzędu 86 mld zł w wyniku zmian klimatycznych . Tylko w ciągu ostatnich 3 badanych lat straty przekroczyły 17 mld zł.

    To plasuje Polskę na 5. miejscu w całej Unii Europejskiej pod względem wrażliwości na wysokie temperatury. Według Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi oraz Instytutu Reform do 2050 r. polska gospodarka może tracić nawet 124 mld zł rocznie .

    Z kolei wyliczenia PIE wykazywały, że aglomeracja Warszawy traciła ok 110 mln zł dziennie z powodu spadku produktywności.

    Jako społeczeństwo jesteśmy bardziej dostosowani do zimy niż do lata. Potrzebna jest więc także zmiana kulturowa. Przykładem jest siesta , która u nas bywa anegdotyczna, w Niemczech tymczasem jest już brana pod uwagę, ponieważ w czasie największych upałów produktywność wyraźnie spada - zauważa w rozmowie z money.pl Kuba Gogolewski, dyrektor programowy fundacji Mission Possible.

    Przegrzane mieszkania. Polska niedostosowana

    Mimo że od lat prowadzone są kosztowne programy termomodernizacyjne polskich mieszkań i domów, to wciąż ukierunkowane są one głównie pod kątem zim i utraty ciepła niż coraz dłuższych fal gorąca.

    Klimatyzacja nadal jest luksusem lub dodatkiem, nie elementem powszechnej odporności mieszkaniowej. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują na problem tzw. ubóstwa chłodniczego. Raport z 2023 r. wykazał, że aż 23 proc. polskich gospodarstw domowych deklarowało, że nie jest w stanie wystarczająco schłodzić mieszkania podczas letnich upałów.

    Michał Zabdyr-Jamróz, ekspert zdrowia publicznego z Uniwersytetu Jagiellońskiego i analityk Polskiej Sieci Ekonomii, przekonuje, że choć tempo modernizacji - nie tylko budynków, ale całej urbanistyki zdecydowanie - jest zbyt wolne, to samo w sobie nie jest głównym problemem.

    • W gruncie rzeczy termomodernizacja może być dobrą bazą, żeby izolować mieszkania od upałów z zewnątrz. Problemem jest brak wentylacji i okna, przez które mieszkanie się nagrzewa. W przyszłości – wraz z postępującymi zmianami klimatycznymi – najprawdopodobniej będziemy musieli zacząć się inspirować rozwiązaniami architektonicznymi z cieplejszych rejonów świata: instalacja markiz czy okiennic włoskich . Ale to wymaga większych inwestycji. Bezpośrednio najbardziej przystępnym rozwiązaniem są specjalne folie na okna, które zapobiegają nagrzewaniu wnętrz - ocenia Zabdyr-Jamróz.

    Potrzeba zmian myślenia

    • Istnieje pewien limit, do którego możemy się adaptować. Jesteśmy stosunkowo dobrze przygotowani technologicznie i w konsekwencji często stosujemy "mechaniczne" podejście do rozwiązania problemu. Wyzwaniem pozostaje jednak tempo dostosowywania się do zmian klimatycznych i możliwości przystosowania się do życia w gorącym klimacie - stwierdza Kuba Gogolewski.

    Jego zdaniem, chodzi również o przesunięcie myślenia w stronę rozwiązań lokalnych i grupowych. - Potrzebujemy w miastach przestrzeni, w których można się schłodzić . To choćby wspólne przestrzenie zielone, powszechny i darmowy dostęp do wody pitnej, farmy miejskie, budowa elementów schładzania przestrzeni publicznej, jak choćby coraz powszechniejsze rozstawianie mgiełek wodnych - wylicza szef fundacji Mission Possible.

    Pewne działania są podejmowane, przyznaje. - Możemy odbetonować miasta i zadbać o lepszą retencję, ale to nie wystarczy, jeśli będziemy myśleć wyłącznie na poziomie jednostkowym: własnego domu, mieszkania czy najbliższego otoczenia. Osłabiliśmy myślenie o rozwiązaniach grupowych. Tymczasem, opierając się na pojedynczych osobach, nie rozwiązujemy problemu - zaznacza Gogolewski.

    Jak podkreślają eksperci, bez całościowego planu obejmującego zarówno rozwiązania na poziomie jednostkowym jak i odgórne zmiany na poziomie miast, gmin, kraju czy nawet międzynarodowym nie będziemy w stanie dostosować się do postępujących zmian.

    • Wciąż nie uruchomiliśmy potencjału najbogatszej części społeczeństwa i największych organizacji. Nie mamy dobrze zaadresowanych działań skierowanych do firm i korporacji, które mają największy wpływ na zmianę i mogłyby tworzyć pozytywne wzorce. Wciąż nie zarządzamy adaptacją systemowo - ocenia nasz rozmówca.

    Dziennikarz portalu finansowego money.pl. Wcześniej redaktor prowadzący magazynu dla mężczyzn MenStream.pl. W 2014 roku nominowany do nagrody Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne za reportaż o śmiercionośnym wirusie ebola. Specjalizuje się w tematach dotyczących energetyki od atomu, gazu i ropy naftowej po OZE.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Money.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era