
Uniwersyteckie Centrum Kliniczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego to jedna z największych i najważniejszych placówek medycznych w Warszawie. W jej skład wchodzi szpital kliniczny przy ul. Stefana Banacha 1, dziecięcy szpital przy ul. Żwirki i Wigury oraz szpital Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya.
Warszawa. W kostnicy trzech szpitali nagabywani są bliscy zmarłych?
Jak zauważył Onet, w wymienionych wyżej placówkach znajduje się 1 785 szpitalnych łóżek, a w 2023 roku odnotowano tam ponad 1,5 tys. zgonów. Ta liczba z pewnością przyciąga uwagę zakładów pogrzebowych.
Dziennikarze portalu opisali szczególnie dokładnie działanie zakładu pogrzebowego Nadzieja. Jego właścicielka Patrycja Kinaszczuk od lutego 2024 roku zarządza bowiem szpitalną chłodnią, położoną przy ulicy Pawińskiego. Swoją firmę założyła dwa dni przed przyjęciem w dzierżawę tego obiektu, co już samo w sobie budzi pewne wątpliwości.
Onet pisze wprost, że kobieta oferuje usługi pogrzebowe w szpitalu. Dyrekcja zaprzecza i zapewnia, że w chłodni nie dochodzi do nadużyć, łamania prawa czy nagabywania zrozpaczonych rodzin zmarłych pacjentów. Problem w tym, że przeczą temu relacje zebrane przez dziennikarzy.
„Rodzina, z którą rozmawiamy, mówi, że lekarz z oddziału opieki paliatywnej, który poinformował ich o zgonie bliskiego, od razu podał im numer telefonu, pod który mają zadzwonić. Telefon odebrała Patrycja Kinaszczuk, właścicielka prywatnego zakładu, który obsługuje szpitalne chłodnie” – czytamy.
Na wydanym rodzinie dokumencie znajdował się ten sam numer telefonu i pieczątka Domu Pogrzebowego Nadzieja. — Dla mnie to jest kuriozum, że na oficjalnym dokumencie UCK WUM jest pieczątka prywatnego zakładu pogrzebowego – oburzał się rozmówca Onetu.
— Ten zakład wciska tutaj swoje usługi. Przed chwilą pan, który okazywał nam ciało taty, mówił, że mogą nam zorganizować cały pogrzeb. Reklamował, że jeśli ich wybierzemy, to nie będziemy płacić za chłodnię – dodawał. Pracownik miał też podkreślać, że „u nich jest najprościej, bo oni raz dwa wszystko załatwią”.
Warszawskie patologie pogrzebowe. „Branża działa jak zwykła gangsterka”
O procederze wypowiedziała się też emerytowana pracownica szpitala. Podkreślała, że przez 25 lat nie było tam takich rzeczy. – To zaczęło się dziać, jak już rządziła dyrektor Łukasik – powiedziała dziennikarzom, wskazując na osobę Anny Łukasik, która do czerwca tego roku kierowała Szpitalem Południowym.
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego Krzysztof Wolicki w rozmowie z Onetem mówił, że interweniował w tej sprawie już dwa lata temu. – Kiedy tylko w Warszawie pojawiały się przetargi na prosektoria i chłodnie, zacząłem pytać, dlaczego oddaje się to w ręce prywatnych przedsiębiorców – wspominał.
– Szpitale odpowiadały, że jest wolność gospodarcza. I że wpisują w umowę, że dany zakład nie będzie prowadził usług pogrzebowych. W praktyce zawsze to robi, bo przecież z tego żyje. To jest absurd – oceniał.
– Nasze stowarzyszenie od lat mówi, że trzeba stworzyć prawną definicję przedsiębiorcy pogrzebowego. Taki ktoś musi mieć swój lokal, karawany, chłodnie i zatrudniać pracowników na umowy. To wyeliminowałoby z rynku ok. 60 proc. nielegalnych praktyk – podsumował.
Anonimowo głos w sprawie zabrał też człowiek z branży. — W całej Polsce system cmentarno-pogrzebowy najgorzej funkcjonuje w Warszawie. Tu od afery łowców skór nic się nie zmieniło. Wielkie pieniądze i brak podstaw prawnych powodują, że branża działa jak zwykła gangsterka – stwierdzał w rozmowie z portalem szef jednej z firmy pogrzebowych.