
fot. YouTube
W NBA informacje o transferach i zakończeniu karier często wyciekają do mediów, zanim sami zainteresowani zdążą je ogłosić. Tym razem postanowił zareagować Kyle Lowry. Po fali doniesień o jego rzekomym powrocie do Toronto Raptors, by tam oficjalnie pożegnać się z parkietem, sześciokrotny All-Star opublikował krótki wpis, który wywołał lawinę spekulacji.
Wszystko zaczęło się od raportu Michaela Grange’a z portalu Sportsnet , który zelektryzował kibiców w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z opublikowanymi przez niego informacjami, 40-letni Kyle Lowry miał podpisać symboliczny, jednodniowy kontrakt z Toronto Raptors , aby zakończyć swoją 20-letnią karierę w barwach klubu, z którym w 2019 roku sięgnął po mistrzostwo NBA .
Według doniesień wszystko było już przygotowane – wtorkowa konferencja prasowa, zastrzeżenie numeru 7 w nadchodzącym sezonie i uroczystości godne „Największego Raptora w historii” (GROAT) . Jednak sam zawodnik zdaje się mieć na ten temat inne zdanie, a przynajmniej – inny plan komunikacyjny.
Reakcja Lowry’ego była natychmiastowa i pozbawiona dyplomatycznych uprzejmości. Na swoim profilu w mediach społecznościowych opublikował krótką, ale wymowną wiadomość, która poddała w wątpliwość ostateczność krążących informacji: – Czekajcie na oficjalne wieści bezpośrednio ode mnie, a nie od kogoś innego!!!
Ta krótka wypowiedź stała się przedmiotem ożywionych analiz. Dla wielu obserwatorów nie jest to definitywne zdementowanie faktu o przejściu na emeryturę, lecz raczej sprzeciw wobec sposobu, w jaki ta informacja przedostała się do opinii publicznej. Lowry , który przez lata budował swoją markę jako lider i postać o silnym charakterze, zdawał się sugerować, że w tak przełomowym momencie to on, a nie anonimowe źródła czy dziennikarze, powinien dzierżyć stery własnej narracji.
Analizując zachowanie weterana, trudno nie odnieść wrażenia, że chodzi mu o coś więcej niż tylko „sprostowanie plotek” . Możliwe, że Kyle’owi bardziej przeszkadzał sam wyciek informacji niż ich treść. W wieku 40 lat, po sezonie spędzonym w Philadelphia 76ers , gdzie pełnił rolę bardziej mentora niż kluczowego gracza, miał prawo oczekiwać, że zakończenie jego imponującej drogi w NBA odbędzie się z należną mu powagą i pod jego kontrolą.
Nie można jednak pominąć faktu, że sportowo popularny KLow znajduje się w trudnym punkcie. Jego ostatnie występy w ekipie z Miasta Braterskiej Miłości, gdzie notował marginalne statystyki i spędzał na boisku niewiele czasu, wskazują, że koniec profesjonalnego grania jest nieunikniony. Mimo to, rzeczona reakcja, okraszona jeszcze znanym w internetowym slangu „Smh” (skrót oznaczający potrząsanie głową z niedowierzaniem – przyp. aut.) może wskazywać na irytację faktem, że media „wysłały go na emeryturę” , zanim on sam zdążył pożegnać się z kolegami z drużyny czy fanami w sposób, jaki zaplanował.
Niezależnie od tego, czy oficjalne potwierdzenie nastąpi w najbliższy wtorek, czy dopiero za kilka miesięcy, status Kyle’a Lowry’ego w Toronto jest niepodważalny. Spędził tam dziewięć sezonów, stając się sercem i duszą organizacji. Już w 2021 roku, odchodząc do Miami Heat , obiecywał fanom w Kanadzie: – Tak jak mówiłem i powtórzę to teraz: podpiszę jednodniowy kontrakt i przejdę na emeryturę jako zawodnik Toronto Raptors. To jest dla mnie wszystko.
Wydaje się więc, że powrót do Scotiabank Arena jest jedynie kwestią czasu, a obecne zamieszanie wynika z walki o prawo do postawienia ostatniej kropki nad „i”. Dla zawodnika tej klasy, zakończenie kariery to monumentalny moment, którego nie da się streścić w krótkim wpisie na portalu X , tym bardziej autorstwa osoby trzeciej. Lowry najwyraźniej chce, by świat usłyszał to od niego – i biorąc pod uwagę wszystko, co zrobił dla Raptors i całej ligi, w pełni na to zasługuje. Obecnie pozostaje nam czekać, aż „GROAT” sam zdecyduje, że nadszedł czas, by przemówić.
Wspieraj PROBASKET