
W dniu startu wirtualnej rywalizacji w konkursie Wakacje na Giełdzie bierze udział już ponad 2700 osób! Giełdowe zmagania to dla nas świetna okazja, by zachęcać Was do inwestowania – i to nie tylko w wydaniu wirtualnym, ale też tym w stu procentach realnym.
Wiele osób wciąż stroni od giełdy, woląc trzymać pieniądze na bankowej lokacie czy w przysłowiowej skarpecie. Wynika to najczęściej z obawy przed utratą kapitału, ale też z przeświadczenia, że na rynku trudno poradzić sobie bez odpowiedniego wykształcenia, a samo inwestowanie wymaga ciągłego ślęczenia przed ekranem. Ile w tych giełdowych mitach jest prawdy? Pytamy o to ambasadorów naszego konkursu. Jakie rady mają dla początkujących inwestorów?
Dzisiaj swoimi przemyśleniami dzieli się Marcin Tuszkiewicz, współzałożyciel i CEO Squaber.com, a także inwestor giełdowy od wielu lat.
Wcześniej te same pytania zadaliśmy prof. Krzysztofowi Borowskiemu z SGH w Warszawie, ekspertowi rynków finansowych.
Po co w ogóle inwestować, skoro mogę bezpiecznie trzymać pieniądze w banku?
Bank daje poczucie bezpieczeństwa, ale aktualnie, przy bardzo niskim oprocentowaniu, nie chroni przed inflacją. W bardzo krótkim horyzoncie, kiedy potrzebujemy pieniądze np. na zakup samochodu, trzymanie ich w banku jest bardzo rozsądne. Spadek wartości będzie nieduży. Jeśli jednak pieniądze przez lata leżą, nie pracując lub dając bardzo niską stopę zwrotu, realnie tracą swoją siłę nabywczą. Inaczej mówiąc, można za nie kupić mniej rzeczy.
Inwestowanie to sposób, żeby Twój kapitał pracował szybciej. Nie każde inwestycje muszą być od razu ryzykowne. Obligacje indeksowane inflacja zawsze dają więcej niż inflacja, a są bezpieczne.
Co odróżnia giełdę od kasyna? Czy to kolejny stereotyp?
Kasyno, jak już chcielibyśmy porównywać do czegoś związanego z inwestycjami, to raczej porównałbym do aktywnej spekulacji. W obu przypadkach chodzi o prawdopodobieństwo sukcesu i zarządzanie kapitałem przy częstych i powtarzalnych procesach.
Giełda bardziej przypomina sad. Nie wiesz, ile jabłek zbierzesz w przyszłym roku, ale jeśli wybierzesz zdrowe drzewa i dasz im czas, zbiory z roku na rok zwykle będą coraz większe. Co jakiś czas będzie rok słaby, kiedy pojawi się kryzys. Najlepiej o inwestowaniu na giełdzie myśleć jako o kupowaniu udziałów w realnych firmach, które rozwijają biznes i generują zyski. Krótkoterminowo o cenach decydują czynniki emocjonalne, ale długoterminowo firmy przecież rosną, zdobywają nowe rynki. Dlatego skupienie się na wyborze dobrych firm jest tu kluczowe.
Nie znam się na tych wszystkich wykresach. Czy inwestując musiałbym siedzieć przed komputerem cały dzień?
Nie. To jeden z największych mitów. Praca inwestora to owszem analiza, dokonywanie wyborów i nadzór. Jednak to traderzy, aktywni spekulanci muszą siedzieć przy wykresach. Osoba inwestująca w spółki giełdowe poświęca na analizę kilkanaście czy kilkadziesiąt minut dziennie. Kluczowe jest posiadanie procesu i narzędzi, które pomagają wyłapać najważniejsze sytuacje.
Giełda jest dla bogaczy. Nie mam milionów, żeby w ogóle zacząć. Jak mam inwestować mając małą nadwyżkę co miesiąc?
Czy żeby przebiec maraton, trzeba pierwszego dnia przebiec 42 kilometry? Oczywiście nie. Wystarczy zrobić pierwszy krok. Tak samo z inwestowaniem.
Wielkie majątki rzadko powstają z jednego ogromnego przelewu. Znacznie częściej z setek małych wpłat powtarzanych przez lata. Dlatego, że podobnie jak w sporcie, w życiu, w pracy itd. to składowa małych rzeczy buduje wartość. Dodatkowo w finansach działa procent składany, a więc im dłużej inwestujemy, tym więcej zyskujemy.
Wszyscy mówią, że najbezpieczniejsze jest „betonowe złoto”, czyli nieruchomości. Dlaczego giełda?
Nieruchomości mają swoje zalety, ale wymagają dużego kapitału, są mało płynne i trudno je zdywersyfikować. Giełda pozwala kupić udziały w setkach najlepszych firm na świecie, zacząć od niewielkich kwot i sprzedać inwestycję praktycznie w każdej chwili.
A co, jeśli przyjdzie krach? Przecież na giełdzie stracę wszystko w jeden dzień!
Krach oznacza spadki cen, a nie automatyczną utratę majątku. Strata staje się realna dopiero wtedy, gdy sprzedajesz w panice. Jak dotąd, w ponad już 200-letniej historii giełd, po każdym krachu przychodziły nowe wzrosty. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że gospodarka się rozwija, jest coraz więcej ludzi, rzeczy, pieniędzy. W ślad za wzrostem ilości pieniądza rosną też ceny (bo przyrasta go szybciej niż dóbr w gospodarce). Obawiać powinniśmy się momentu, kiedy nasze spółki przestałyby mieć możliwość działania, a nie tylko krachu na samej giełdzie. Wracając do analogii z sadem, tragedia jest, gdy nie tylko zniszczą nam drzewa, ale wtedy, kiedy zabiorą pole, na którym je sadzimy. Na razie nic nie wskazuje na to, aby wywłaszczenia, czyli koniec gospodarki jaki znamy, miał nadejść.
Słyszałem o ludziach, którzy stracili oszczędności życia na kryptowalutach czy forexie. Czym to się różni od giełdy?
Rozróżnić trzeba spekulację z wysoką często dźwignią finansową, czyli de facto kredytem na inwestycje, od inwestowania w spółki. Trading to zawód – albo poświęca się mu dużo czasu i uwagi, albo lepiej nim się nie zajmować. Ludzie, o jakich tu wspominamy, to często osoby bez przygotowania, którzy z doskoku „bawią” się spekulacją z wysoką dźwignią. W inwestowaniu w akcje firm, wydłużając horyzont inwestycyjny na lata, dużo trudniej stracić oszczędności życia. Historia uczy, że w ten sposób lepiej go pomnażać niż innymi metodami.
Nie mam wykształcenia ekonomicznego. Jak się połapać w tym całym żargonie ekonomicznym?
Nie musisz kończyć ekonomii, żeby skutecznie inwestować. Nie musisz też wiedzieć wszystkiego, aby w ogóle zacząć inwestować. Potrzebujesz zrozumieć kilkanaście najważniejszych pojęć i nauczyć się prostego procesu podejmowania decyzji. Reszta przychodzi z praktyką.
Chcę zacząć, ale może lepiej poczekać na „idealny moment” i tańsze akcje?
Idealny moment jest teraz. Jest to najlepszy czas, aby zacząć dbać o swoją finansową przyszłość. Znacznie lepiej zacząć stopniowo inwestować i budować doświadczenie niż przez lata czekać na okazję, która być może nigdy nie nadejdzie.
Bankier.pl