Spośród 18 sobotnich koncertów dwa zasługują na specjalną uwagę. Oba wydarzyły się na scenie namiotowej. Pierwszy dała JADE, czyli Jade Thirlwall, do 2022 roku członkini Little Mix. Brytyjka zadebiutowała w Polsce z materiałem z pierwszej solowej płyty "That's Showbiz Baby!" Była też składanka hitów Little Mix. Brytyjka miała fenomenalny kontakt z publicznością, deklarując, że gdyńska publiczność jest najlepszą spośród jej dotychczasowych solowych koncertów festiwalowych. A mocniejsze aranżacje, z żywymi instrumentami, brzmiały lepiej od studyjnych oryginałów.
Drugie zachwycające show soboty to koncert supergrupy TOMORA - czyli Aurory i Toma Rowlandsa (współtwórcy duetu The Chemical Brothers). Trudno streścić w kilku zdaniach efekt zderzenia tych muzycznych talentów. Każde daje z siebie to, co ma najlepszego do zaoferowania, a razem tworzą zupełnie nową jakość. Syreni głos Norweżki miesza się tu z mocnymi, pulsującymi beatami, które nawiązują estetycznie do tego, z czego znany jest The Chemical Brothers. Wszystko uzupełnione fenomenalnymi wizualizacjami i choreografiami.
Był też koncert, który chciałbym wymazać z pamięci. Posłużę się analogią: jedząc łapczywie pyszną zupę, zdarza się czasem przez przypadek przegryźć ziele angielskie i w ustach pozostaje niesmak. Podobnym odczuciem okazała się być obecność na scenie głównej Addison Rae. Trudno mi to nawet nazwać koncertem, bo przez ponad godzinę patrząc na scenę, w mojej głowie pojawiały się kolejne pytania. Dawno nie słyszałem, żeby ktoś z takim uporem nie trafiał w dźwięki. Rozumiem, że Rae zdobyła ogromną popularność w portalach społecznościowych, ale scena weryfikuje bardzo wiele. Przede wszystkim to, kto umie śpiewać.
JADE na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Denys Didkivskyi / Open'er Festival 2026 / Alter Art W ciągu czterech dni zaprezentowało się blisko 70 wykonawców, a line up zachwycał swoją różnorodnością. Poza występem Addison Rae nie było złych koncertów, na pewno nie aż tak złych. Było kilka poprawnych - ale ich w zasadzie już nawet nie pamiętam. Dlatego skupmy się na tych najlepszych.
Załóżmy, że na Open'erze przyznawane były nagrody - nazwijmy je Opkami, bo tak bywa potocznie określany ten festiwal. Wybrałem więc kilka kategorii, w których takie Opki mogłyby zostać w tym roku wręczone.
Najbardziej roześmiane oczy
Motywem pojawiającym się na wielu fenomenalnych koncertach tegorocznego Open'era byłą szczera, nieskrępowana radość, malująca się na twarzach gwiazd, które cieszyły się z tego, że występują. Że mogą się podzielić z publicznością tym, co mają do zaoferowania i że widownia przyjmuje ich bardzo ciepło. Lista takich artystów jest długa, ale wystarczy przypomnieć sobie autentycznie cieszącego się Roberta Smitha z The Cure, Nicka Cave'a czy chichoczącą Florence Welch.
Jedna twarz, a dokładnie oczy przepełnione radością, zapadała mi w pamięci szczególnie. Dlatego Opek w tej kategorii wędruje do Olivera Sima z The xx. Londyńskie trio wróciło do wspólnego grania po ośmiu latach przerwy. W tym czasie każde z nich wydało świetny materiał solowy, a ich drogi zawodowe przecinały się na różne sposoby. Przede wszystkim jednak od zawsze (Oliver i Romy od żłobka) byli przyjaciółmi. I tak też pokazali się na scenie: jako trójka przyjaciół, która tęskniła za tym, żeby wspólnie robić to, co kochają. A muzycznie? To był jeden z trzech najlepszych koncertów tej edycji.
The xx na Open'erzeŹródło zdjęcia: fot. Dominika Scheibinger / Open'er Festival 2026 / Alter Art Najlepsza reprezentacja Polski
Polska scena muzyczna ma się dobrze i ma wiele do zaoferowania. Chociaż nie zawsze są to ci budzący największe zainteresowanie tytułów plotkarskich. W trakcie Open'era po raz kolejny niezwykłym talentem i repertuarem wykazali się przede wszystkim ci, którzy nie cieszą się uznaniem, na jakie zasługują. Mam na myśli Darię ze Śląska oraz grupę Coals. To im przyznałbym Opka.
Daria ze Śląska utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest bezkonkurencyjna jeśli chodzi o klimaty trip-hopowe. Wokalistka uwiodła mnie swoim ciepłym wokalem, oprawą sceniczną, ale przede wszystkimi tekstami. Szczególnie tymi z nowej płyty "Halo. Co jest grane?", która ukazała się w połowie maja. Daria jest nie tylko utalentowaną wokalistką, ale jedną z najciekawszych tekściarek swojego pokolenia.
Podobnie jak wokalistka, grupa Coals również jest ze Śląska. Ich muzyczny świat rozciąga się przez różne odcienie alternatywy. Tworzą od 12 lat, zostali docenieni za granicą, ale w Polsce nadal nie są znani w sposób, na jaki zasługują. Na Open'erze dokonali czegoś niesamowitego - wypełnili cały namiot Alter Stage w piątek o 16.45. A to wyzwanie, któremu nie każdy jest w stanie sprostać. Anielski wokal Kachny Kowalczyk przybiera wielu barw w zależności od potrzeb, a każda z nich uwodzi.
Charyzma, której nigdy dość
To, że grupa Nick Cave and the Bad Seeds dała wybitny koncert, to nie jest żadne zaskoczenie. Australijczyk nigdy dotąd nie zawiódł, więc i tym razem nie było inaczej. W trakcie blisko dwugodzinnego występu porwał nas w otchłań, wypełnioną bólem i niepokojem, a wszystko po to, odnaleźć spokój i nową siłę.
Szybko nasunęło mi się skojarzenie z popularnymi amerykańskimi kaznodziejami: charyzmatyczny Cave w świetnie skrojonym garniturze, a w tle czteroosobowy chór o wyraźnym gospelowym brzmieniu. Trochę pastor, trochę szaman, trochę wodzirej o jednym z najbardziej charakterystycznych wokali ostatniego półwiecza.
Taka charyzma przydarza się arcyrzadko. Bez chwili zastanowienia Opka w tej kategorii przyznałbym właśnie Cave'owi.
Najważniejszy koncert festiwalu
Nie mam żadnych wątpliwości, że najważniejszym koncertem tej edycji był występ The Cure. Brytyjczycy udowodnili, że ich repertuar w ogóle się nie starzeje, łącząc nim trzy pokolenia swoich fanów. Wszystkie zresztą były licznie reprezentowane na ich koncercie. Dla wielu osób, którym mogłem się przyjrzeć w tłumie, było to bardzo ważne przeżycie. Z podziwem patrzyłem na panią, która od pierwszych dźwięków do samego końca tańczyła z rękoma uniesionymi do góry i ani razu, ani na chwilę nie wyciągnęła telefonu z kieszeni.
Był to pierwszy występ The Cure na Open'erze i najdłuższy koncert tegorocznej edycji. Ponad dwugodzinna podróż przez bogaty repertuar. Z powodu podmuchów wiatru, który nawiewał deszcz na scenę, zespół musiał skończyć występ mniej więcej kwadrans przed planowanym końcem, rezygnując z trzech piosenek. Nawet to nie zepsuło ogólnych wrażeń. Zresztą, bycie w kilkunastotysięcznym tłumie, który śpiewa ze Smithem "Boys Don't Cry" jest bezcennym doświadczeniem.
The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art The Cure na Open'er Festival 2026Źródło zdjęcia: fot. Maciej Czyżewski / Open'er Festival 2026 / Alter Art Największa liczba znaków zapytania
Jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznego Open'era w sieci ruszyła fala głosów niezadowolonych z zestawu ogłoszonych gwiazd tej edycji festiwalu. Co roku pojawia się opinia, że Open'er stawia na bezpieczne nazwiska i zespoły. Oczywiście, że wybiera te gwiazdy, które zapewnią festiwalowi wysoką frekwencje. I nie ma w tym nic złego, bo od dawna jest to ogromna machina biznesowa, która musi się utrzymywać. Nie sądzę też, że "bezpieczne wybory" miałyby być czym obraźliwym bądź negatywnym. Szczególnie, że te "bezpieczne" gwiazdy dostarczają nam świetnych koncertów.
Nie zamierzam dyskutować z wyborami programowymi dotyczącymi ogólnej listy koncertów. Natomiast dałbym organizatorom Opka za największą liczbę znaków zapytania, jakie rodzą się wokół harmonogramu i rozmieszczenia gwiazd na poszczególnych scenie. Świetnie, że do Gdyni wrócił David Byrne, ale zastanawiam się, czy wpisanie go na Tent Stage pomiędzy występy headlinerów (The xx i Florence and the Machine) było jedynym możliwym rozwiązanie. W ogóle: dlaczego nie wystąpił na scenie głównej?
Kolejne: jak to się stało, że Addison Rae znalazła się wśród występujących na scenie głównej, a na mniejszej scenie wylądowały JADE, PinkPantheress i grupa Tomora. Każdy z koncertów tej trójki świetnie sprawdziłby się na scenie głównej. Przynajmniej nikt z nich nie fałszuje. Tego typu pytań przez ostatnie cztery dni na terenie festiwalu padało naprawdę dużo. Szczególnie w przypadku ostatniego dnia rodzi się poczucie, że organizatorzy odpuścili sobie sobotnią scenę główną, która zwyczajową przyciąga największe tłumy. Mam nadzieję, że to tylko mylne złudzenie.
Redagowała Katarzyna Guzik